wtorek, 21 lutego 2012

Premiera filmu "To tylko zwierzęta" !


„To tylko zwierzęta” to niezależny film dokumentalny ukazujący różne oblicza relacji między człowiekiem a innymi gatunkami. Kim są zwierzęta i jakie zajmują miejsce we współczesnym świecie? Dlaczego są zabijane w ilościach, których nie da się zliczyć, dlaczego są więzione i zadajeim się niepotrzebny ból, skoro podobnie jak my chcą żyć, być wolne i unikać cierpienia? W jaki sposób uprzedmiotowienie zwierząt odbija się na relacjach międzyludzkich? Jeżeli odpowiedzią jest, że TO TYLKO ZWIERZĘTA, kim więc jest człowiek?

Trailer filmu:
http://vimeo.com/34837350

Strona filmu:
www.totylkozwierzeta.pl

Premiera filmu w Poznaniu - 9.03 o 19.00 w kinie Muza. Po filmie słodki poczęstunek w
kawiarni Głośna (mieści się nad Muzą) i spotkanie z twórcami filmu.

Wstęp wolny!

środa, 18 stycznia 2012

W końcu wyjechała na dłużej.



Zima przyszła, a to zło. Trzeba zatem uciekać na południe. Według złotej domeny "ciepło to dobro" nie może nam pozostać nic innego jak Reino de España !

Dziś w ramach powitania Catalunyi poranek na słonecznym tarasie z kawą, pomarańczami i bułką z salsą i oliwą. Teraz myślimy o obiedzie. Barcelona, słońce i temperatura na zwykłą bluzę. Great!

piątek, 13 stycznia 2012

Akcja "Zostań wege na 30 dni! "



Fundacja Viva! Akcja dla Zwierząt właśnie wystartowała z drugą edycją akcji "Zostań wege na 30 dni!". Pierwsza akcja cieszyła się dużym zainteresowaniem.

O co generalnie chodzi?
Akcja skierowana jest praktycznie do każdego. Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, aby spróbować nie jeść mięsa , ponieważ gdzieś tam w głowie pojawiły się powody skłaniające Was ku tej decyzji, a jednak nie czuliście sie wystarczająco na siłach, aby sprostać temu zadaniu i w konsekwencji rezygnowaliście z pomysłu - to teraz macie idealną okazję, aby podjąć nową próbę . Wegetarianizm czy weganizm na początku dla wielu osób może wydawać się po prostu trudny (co wcale nie oznacza, że taki jest, ale wiadomo - co nieznane , to straszne) , a akcja prowadzona przez Vivę! znacznie ułatwia sprawę.

Sama pamiętam, że kiedy 10 lat temu przechodziłam na wegetarianizm to trochę czasu zajęło mi ogarnięcie tego tematu. Pochodzę z niedużej miejscowości, nie miałam zbyt wielu znajomych wegetarian, w sklepach też wszystko wydawało mi się podejrzane. Nie wiedziałam za bardzo czego unikać, jak przygotowywać jedzenie, jakie kosmetyki wybierać. Długie godziny spędziłam na szukaniu informacji w internecie czy książkach , a i tak przez lata zdarzało się popełniać błędy. Produktów tak naprawdę było dużo, ale kiedy wychodziłam z tradycyjnego odżywiania fundowanego przez rodziców to nie wiedziałam jak się do nich zabrać. Bakłażan czy ciecierzyca brzmiały wtedy , jakby pochodziły z innej planety. Po jakimś czasie jednak nauczyłam się gotować i odżywiać " na nowo", a teraz dziwnym wydaje mi się, kiedy ktoś robi tosty francuskie używając do tego jajek, a nie mąki grochowej - tak jak ja to robię:).

Byłam wtedy bardzo zdeterminowana , aby dopiąć swego i udało się. Udaje się to do dzisiaj.

Wiem jednak, że nie wszyscy mają tyle samozaparcia i czasem po prostu lubią, jak ktoś motywuje. Maile od Vivy! powinny zmotywować każdego, bo znajdziecie tam mnóstwo porad, ciekawostek i przepisów.
Jeśli pogrzebiecie w archiwum tego bloga, to też dużo dobrego tutaj się czai i zapewne ułatwi Wam to codzienne funkcjonowanie.

Teraz w sklepach i restauracjach jest mnóstwo jedzenia, które jest odpowiednie dla wegetarian i wegan. Nawet nie wyobrażacie sobie, że to takie proste. I też nie musi oznaczać nie wiadomo jakich wydatkół. Poświęcicie codziennie trochę czasu, aby dowiedzieć się czego i jak szukać. Dzięki tej akcji wszystko macie podane na tacy.

Wystarczy , że zapiszecie się do programu na tej stronie i codziennie bedzięcie dostawać porcję informacji. Może po tych 30 dniach złapiecie zajawkę i zostanie Wam to na dłużej. Oby na zawsze:)

środa, 4 stycznia 2012

Ostatni rok i koniec świata.

Przeglądam dzisiaj rozmaite blogi i popłynę za modą. A co. Dużo ludzi snuje plany i marzenia. Też podzielę się z Wami moimi pomysłami i zajawkami na najbliższy czas. Nie lubiłam nigdy postanowień noworocznych, bo wychodzę z założenia, że jeżeli chcesz coś w sobie zmienić to działaj od razu. Odkładanie na tzw. potem z reguły nie jest dobre. Rozleniwia jeszcze bardziej i demotywuje.
Nie, nie, nie. Tak robić nie można.

Jednak - co jest bardzo ważne - to pewne działania czasem trzeba ubrać w jakiś program. Na spontanie jest szalenie dobrze, ale często - kiedy brakuje analizy czy planu - to można zapętlić się w niezłe kółko nudy , apatii i zwątpienia. Zwątpienia w możliwości swoje i innych. I to zarówno jeśli mowa o najpoważniejszych na świecie zabawach z aktywizmem wszelako pojętym, jak i też po prostu w relacjach z ludźmi dookoła.
Zwłaszcza, jeżeli chodzi o tych najbliższych ludzi bądź tych, którzy najbliżsi stają się właśnie w Twoich oczach i głowie. Jak się nie postarasz to po prostu spieprzysz sprawę i tyle. Dlatego może niekoniecznie chcę mieć dokładny grafik na 12 miesięcy, ale gdzieś w głowie zarys jest.
































I jesienią się trochę uspokoić i czytać. Dużo. W domu.

wtorek, 20 grudnia 2011

Święta sręta. Trufle ciasteczkowe z gorzką czekoladą i wiśniówką.


W tym roku pierwszy raz od kilku lat jadę na świeta do domu. Nadal ich nie obchodzę, to akurat zmianie nie uległo, ale zmieniło się natomiast to, że stałam się do bólu sentymentalna. Dlatego jadę.
Stare miejscówki, pogaduchy z babcią, ciepłe herbatki i korzenne ciasteczka. Takie pierdoły, a jednak zaczęły mnie strasznie cieszyć. Nie wiem, co się dzieje. Starość? Ciąża? Żadne z tych. Po prostu zmiany w głowie.
Męczę jutuba piosenkami z podstawówki, planuję zrobić na ścianie galerie ramek ze zdjęciami z różnych czasów, piję non stop oranżadę w szkle. I powiem Wam, że to wszystko jest po prostu fajne i cieszy szalenie.

A co do nowości, to zaproszono mnie do publikacji artykułu w magazynie Vege!. Obczajcie w empikach najnowszy numer. Znajdziecie tam też dużo przepisów , które pozwolą Wam ogarnąć bezmięsne święta i zamknąć narzekające buzie rodziny.

Sama publikować świąŧecznych przepisów nie będę, bo już kiedyś pojawił się ultra mix 20 potraw. Możecie do woli wybierać pośród propozycji stąd. Część z nich pewnie znowu zagości na rodzinnym stole, a w głowie mam pomysł na nowe ciasto, na które przepis postaram się tutaj zamieścić po świętach.

A dzisiaj coś, co możecie przygotować w domu w ramach prezentu dla bliskich. Przepis to wariacja na temat jednego z tych, zamieszczonych w najnowszym Vege!

Ciasteczkowe trufle z gorzką czekoladą i wiśniówką obtaczane w gorzkim kakao

  • 100 g ciastek digestive
  • 1 szklanka daktyli bez pestek
  • pół tabliczki gorzkiej czekolady
  • 2 kieliszki wiśniówki
  • pół szklanki kakao + kakao do obtoczenia

Ciastka rozdrobnić blenderem na proszek lub - dla uzyskania tego samego efektu - wpakować je w worek i przejechać kilka razy wałkiem do ciasta. Daktyle wraz z kakao, rozpuszczoną czekoladą i wiśniówką zmiksować blenderem na gładką masę. Połączyć z ciastkami. Z masy formować kulki wielkości orzecha włoskiego i obtaczać je w kakao.

wtorek, 22 listopada 2011

Miłe zaskoczenie.


Ludzie, którzy sami prowadzą blogi na googlu, wiedzą , że jest taka opcja jak statystyka. Czasem sobie tam zaglądam, tak ot - żeby połechtać czule moje ego i utwierdzić się w przekonaniu, że jestem zajebista :) i posprawdzać właściwie parę rzeczy. Najfajniejszą opcją - poza rosnącą liczbą odwiedzin , co wiadome , jest przede wszystkim możliwość sprawdzenia słów kluczowych, według których internauci trafiają na tegoż oto bloga.

Wczoraj moje serce zabiło mocniej , kiedy ujrzałam to, co podsyłam Wam printscreenem. Nie wiem skąd i jak to się tu znalazło. Spędziłam godziny, próbując dociec jakim cudem takie rzeczy się dzieją. Sama wpisałam ten magiczny równoważnik zdania w googla i niestety nie odkryłam tej tajemnicy. Niemniej jednak, konia z rzędem temu kto trafił na mojego bloga w taki sposób .

niedziela, 20 listopada 2011

Nieodparta chęć pisania i powracająca faza gotowania.


Właśnie usiadłam na kanapie . Pierwszy raz od kilku miesięcy, usiadłam w miarę spokojna. I pojawia się konkretna ochota na pisanie, zatem postanowiłam, że odezwę się z zaświatów. Ciekawe swoją drogą jest to, że dzisiaj jak znikniesz z internetu to praktycznie znikasz z życia.

Wiele z Was nieustannie pyta, gdzie ja ciągle się chowam i czemu znowu zawieszam tego cholernego bloga. Szczerze, mogę Was dosłownie zasypać powodami . Są tak różne i uzbierało się ich tak wiele od sierpnia, kiedy ostatni raz tu zajrzałam, że opowiadanie o tym zajęłoby mi kilka ładnych godzin. Ale po co mam się tłumaczyć. Takie życie. Czasu brak ciągle, a dni krótsze, a milion rzeczy do zrobienia. I też klasycznie już odpowiem - nie zawsze chce się gotować.
Jednak powróciła mi faza na konkretniejsze myślenie o tym, co jem. Zdrowiej, ciekawiej, różnorodniej. Generalnie życiowo troszeczkę się dewastuję, ale co jak co - o jedzenie dbam. Znowu jem śniadania, znowu dużo kaszy i razowego, dużo rozmaitych oliw i nasionek. I znowu gotuję. Piekę strasznie rzadko, bo nasz skłoterski piekarnik już nie daje rady i trzeba zacząć myśleć o wymianie .

Kilka dni temu ogarnęła mnie misja przyrządzenia superobiadu dla przyjaciół. Byłam na kawie w Kwadracie, pogadałam trochę ze znajomą blogerką i obiecałam jej, że aktualizacja bloga będzie. Wróciłam do domu strasznie przemarznięta, ale z torbą pełną warzyw. Do tego wygrzebałam z szafki przywieziony ze śmietnika ryż jaśminowy i wkroczyłam do kuchni. Miałam pomocnika, który dzielnie się spisywał przy produkcji jedzenia i idealnie doprawił marynatę do tempehu . W tle obowiązkowo radio Złote Przeboje i dużo śpiewów i tańców.
Ostatnio nie wyobrażam sobie spędzania czasu bez muzyki, toteż i w kuchni musi być.

Dyniowa potrawka z rozmarynem i prażonymi płatkami migdałowymi
  • 1 kg dyni, pokrojonej w drobną kostkę
  • 2 cebule, poszatkowane
  • kawałek pora, poszatkowany
  • puszka pomidorów krojonych
  • garść uprażonych płatków migdałowych
  • suszony rozmaryn - dużo
  • oliwa
  • pieprz
  • sól

Cebulę i pora podsmażamy na oliwie. Po chwili dodajemy dynię i rozmaryn . Podlewamy odrobiną wody i przykrywamy pokrywką. Zaglądamy dopiero po jakichs 10 minutach, żeby trochę pomieszać i dolać wody, ale zbytnio się nie przejmujemy. Ten zabieg można powtarzać aż dynia będzie miękka. Idealnie komponuje się z ryżem jaśminowym, a przed podaniem posypujemy płatkami.

Sałatka ze świeżego szpinaku z suszonymi figami i oliwą z oliwek
  • 300 g liści szpinaku
  • paczka suszonych fig
  • oliwa z oliwek
  • ocet balsamiczny
  • prażone pestki dyni
  • sól
  • pieprz

Liście myjemy i osuszamy, figi kroimy w paski. Do tego dodajemy pestki, solimy i pieprzymy , a na koniec polewamy obficie oliwą z oliwek. Po wymieszaniu skrapiamy octem balsamicznym.

Tempeh w "wędzonej" marynacie
  • 200 g tempehu
  • 1/2 szkl. oleju
  • dym w płynie - odrobina
  • ulubiona mieszanka przypraw (np. do kurczaka), ale szczerze to nie wiem, co do niego było dodane, bo nie ja to przyrządzałam

Tempeh pokroić w plastry. Przyprawy wymieszać z olejem i dymem w płynie, który nada specyficznego aromatu . Zalać plastry tempehu, odstawić minimum na pół godziny i potem smażyć z obu stron na złoto.
Dym w płynie można dostać w sklepach typu Kuchnie Świata, z tego co mi wiadomo. Ja używam zapasów kolegi, który otrzymał go od znajomych z Białorusi. Jeśli wybieracie się do tego kraju, to koniecznie kupcie sobie buteleczkę tego specyfiku i popytajcie też o chałwę ze słonecznika lub majonez roślinny z woreczka. Tam te produkty są na porządku dziennym i znajdziecie je w większości sklepów .


I do jedzenia możecie posłuchać tego chociażby: