Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleko kokosowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleko kokosowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 stycznia 2011

Kremowe lody czekoladowe!

Dawno nie jadłam lodów , bo było za zimno. Nadal jest zimno, więc żadna nowość. Po prostu dostałam od pewnej zaprzyjaźnionej właścicielki sklepiku & bistra z arabskim jedzeniem dwie puszki mleka kokosowego. Miała je wyrzucić, bo trochę po terminie, ale zapytała czy może nie chce go jeszcze wykorzystać. Jeśli ma się nadmiar mleka kokosowego, to koniecznie robimy dhal z soczewicy, batoniki bounty lub właśnie wegańskie lody.
Mleko kokosowe idealnie się do domowej produkcji lodów nadaje, bo jest tłuste i gęste. W efekcie końcowych posmak kokosa jest praktycznie niewyczuwalny, a ich konsystencja jest dokładnie taka sama jak oldskulowych lodów Calipso w kostce , które pochłaniałam kilogramami w dzieciństwie. Teraz miałam ochotę na czekoladowe, ale dodatki możecie dowolnie modyfikować.

Lody czekoladowe (z podanej proporcji wychodzi około 6-8 gałek)

  • 1 puszka mleka kokosowego pełnotłustego
  • 1/3 szkl. cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka cukru z wanilią
  • 4 czubate łyżki kakao

Wszystkie składniki miksujemy do uzyskania gładkiej konsystencji. Następnie przelewamy do pojemnika i wrzucamy do zamrażarki. Niektórzy do robienia lodów używają specjalnych maszynek mrożących. Ja takich rzeczy nie posiadam, bo po co mi kolejnty grat. Mrozimy miksturę przez minimum 7 godzin, a potem wyciągamy na 5 minut , by troszkę odtajały. Następnie taflę łamiemy na kawałki i miksujemy blenderem (koniecznie takim metalowym, jak do kruszenia lodu) , ucierając na gładką masę. Ważne , aby przy miksowaniu podnosić nogę blendera wysoko, aby nabierać dużo powietrza - nada to naszemu deserowi nieco puszystości.

Lody mają zbitą, kremową konsystencję. Bez problemu można je nakładać gałkownicą do rożków, pucharków, dodawać do wegańskiego latte czy czegokolwiek sobie zamarzycie. Zamiast kakao polecam dodawać rozmaite dżemy, owoce czy więcej cukru waniliowego, pokruszoną czekoladę albo kawę. Co kto preferuje. Enjoy!

***

I parę obrazków dla wieczornej refleksji.



czwartek, 8 lipca 2010

Botwinka nieklasyczna z mlekiem kokosowym.


Zebrało się trochę zdjęć jedzenia z ostatnich dni. Generalnie bardzo rzadko jadam zupy , stąd też stosunkowo mało przepisów na nie. Zupy w mojej kuchni pojawiają się tylko i wyłącznie wtedy , kiedy mamy zbyt dużo śmietnikowych warzyw i nie nadążamy z przerobieniem (zawsze idealne warzywne zupy krem ze wszystkiego co się nawinie) bądź też wtedy, kiedy nie chce/nie mogę spędzać za dużo czasu przy gotowaniu.

Teraz było inaczej. Pyszne młode buraczki z ogródka doczekały się honorowego dania. Część liści poszła do różnych sałatek, inspirowanych tymi i tymi przepisami.

Ale i tak nie ma lepszego pomysłu na młode buraki niż botwinka. W tym wypadku nie taka klasyczna , bo zabielana mlekiem kokosowym :) Połączenie mistrz , słodkawy smak przypominający śmietankę, a zapach kokosów ledwo wyczuwalny, jednym słowem można oszukiwać. Aha - zupa była w 99% freegańska :) (właśnie za wyjątkiem ww. mleka)


Składniki:
  • 2 pęczki botwinki
  • 3 młode marchewki
  • kawałek pora
  • kilka łodyżek natki pietruszki i listków selera
  • sól, pieprz, 1 liść laurowy, 2 ziarenka angielskie
  • mała puszka mleka kokosowego
  • łyżka mąki pszennej
  • łyżka oleju
  • 2,5 l wody

Marchew siekamy w kostkę, pora w talarki i całość przesmażamy minutę na oleju. Botwinkę siekamy, liście odkładamy na bok, a łodyżki i bulwy dodajemy do garnka z pozostałymi warzywami i znowu chwilę smażymy. Dolewamy wodę, dodajemy przyprawy i sól i gotujemy przez 10 minut. Następnie dodajemy resztę botwinki oraz posiekaną natkę i liście selera. Gotujemy przez kilka minut , aż zmiękną. Mleko mieszamy dokładnie z łyżką mąki pszennej i dolewamy na sam koniec do zupy , ciągle mieszając.
Przed podaniem można posypać kiełkami, koperkiem, pietruszką czy czym sobie wymyślicie.

czwartek, 15 kwietnia 2010

Zamiast Wielkanocy - stoisko z jedzeniem na koncercie.

Pierwszy raz w życiu udało mi się przeforsować "nieobchodzenie" świąt. Miejmy nadzieje, że tak już zostanie. I oby Ci co mieli się z tym pogodzić, w końcu się pogodzili. Już 10 lat temu przestałam utożsamiać się z jakąkolwiek religią, więc siłą rzeczy nie chciałam uczestniczyć w żadnych uroczystościach wiązanych z takowymi. Przede wszystkim ze względu na zgodność z samą sobą, ale i też przez szacunek dla ludzi wierzących. Jednak ten drugi argument w dzisiejszym społeczeństwie jakoś podupada, bowiem nawet Ci , z którymi przyszło mi święta spędzać całą swoją wiarę i religię do tych dwóch uroczystośći sprowadzają. Tłumaczą to tradycją, zwyczajem, obowiązkiem. Kiedy mówiłam , że takie podejście zakrawa na hipokryzję, wielokrotnie musiałam znosić bezpodstawne ataki. Przecież tylko stwierdziłam fakt?

Z reguły chciałam zawsze porozmawiać , na spokojnie wyjaśnić swoje stanowisko i po prostu najnormalniej w świecie się z tego wyłączyć. Jednak problemem drugiej strony bardzo często jest to, że nie jest w stanie zaakceptować tego, że ktoś może mieć inny pomysł na życie. Utrudniają na wszelkie sposoby , obrzydzają dni powszednie do tego stopnia, że w końcu kapitulujesz i dla świętego spokoju siadasz do tego stołu na godzinę, aby odpękać swoje.
Miejmy nadzieję, że już nie będę musiała oszukiwać samej siebie.

Te święta spędziłam na koncercie , w gronie przyjaciół . Przygotowaliśmy górę jedzenia i w tym miejscu chcę podziękować wszystkim pomocnikom i "wyręczycielom" .

***
Trochę spóźniony post, bo odwlekałam go , gdyż sądziłam , żę dużo przepisów do zamieszczenia itp. itd. . Praktycznie na wszystkie koncerty, które organizuję wspólnie z moim chłopakiem przygotowuję stoisko z jedzeniem. Ci , co siedzą w hc/punk wiedzą , że dobre wegańskie żarło to to nieodłączny element każdego gigu :) . Kiedy wkręciłam się w klimat , element cateringowy przechodził jakiś kryzys czy coś. W Poznaniu tylko ja organizowałam się z jedzeniem i w końcu stało się to męczące, że ten fajny zwyczaj zanika. Jednak z czasem więcej ludzi się w to zaangazowało . Nie wiem jak w innych miastach , ale tutaj jak narazie niestety same dziewczyny ogarniają motyw. Apel: drodzy koledzy, ogarnijcie się i do garów! :) W 3m i w Wawie mężczyźni doskonale radzą sobie z tym zadaniem , zatem do dzieła!


Przepisów nie będę dziś zamieszczała, uaktualnię posta jutro.
Narazie łapcie zdjęcia:



Wegąńskie jajka , według tego przepisu. Znajomy mnie przymusił, żeby wyprobować to dla śmiechu. Generalnie - dla mnie obrzydliwe, ale ludziom smakowały. Imitacja żółtka stała się inspiracją do stworzenia "jajecznej" pasty kanapkowej.



Kotlety z soczewicy, sojonez, freegański gulasz warzywny & sałatka. W prawym górnym rogu już zaczyna się słodkie : bounty .


Tarta jabłkowa z cynamonem według przepisu stąd. Zamieszczę potem. To w pudełeczku to krem straciatella do babeczek.


Banana Split Cupcakes , a przepis stąd. Czekoladowe brownie . I dwie pasty kanapkowe : dip z avocado i pasta "jajeczna".

środa, 14 kwietnia 2010

Matcha!




Już kiedyś pisałam o maniactwie herbacianym, jakiemu niestety uległam parę lat temu. Teraz juz jest znacznie lepiej, ale ulubione herbaty i ziola nadal stoja na półeczce.
Przedstawiam Wam jedną z najbardziej zadziwiających zielonych herbat - matcha. Proszkowa herbata używana w ceremoniach picia herbaty Chanoyu.
Klasycznym sposobem parzenia są oczywiście wszystkie ceregiele związane z ceremonią, jednak dla indywidualnych potrzeb możesz ogarnąc to w następujący sposób: ok. 1-2 łyżeczki na miseczkę ok. 0,3 l zalewamy przegotowaną wodą o temperaturze około 70-80 stopni i energicznie mieszając doprowadzamy do rozpuszczenia.

Przez zachodnią kuchnię matcha wykorzystanazostala oczywiscie na milion sposobow. Na jej bazie tworzone są mleczne napoje, shake'i. Mozna jej dodawac do wypieków, które w ten sposob uzyskaja przyjemny smak i pistacjowy kolor - ciastka, serniki, babeczki. Niedługo wrzucę przepis na jedną z takich pyszności.

Zdjęcie stąd.


Narazie mój ulubiony przepis - matcha kokosowa . Jesli macie spieniacz do mleka - zróbcie sobie matcha latte.

Składniki:
  • 1 łyżeczka herbaty matcha
  • 3/4 szklanki mleka roślinnego
  • 4 łyżki mleka kokosowego
  • łyżeczka syropu z agawy lub cukru trzcinowego (opcjonalnie)

Herbatę matcha rozpuszczamy w 2 łyżkach zimnego mleka roślinnego. Najlepiej uzyć do tego blendera, wtedy nie bedzie zadnych grudek. Resztę mleka wlewamy do rondelka i podgrzewamy, po paru minutach dodajemy mleko kokosowe, mieszamy i dalej podgrzewamy. Kiedy pojawi się para i na powierzchni mleka pierwsze małe bąbelki , dodajemy uprzednio przygotowaną miksturę z matcha.

Całość można przygotować także na zimno i podawać z kostkami lodu.


sobota, 27 marca 2010

Kremowe lody malinowe.


Kolejny przepis z kolejki oczekujących. Generalnie wiele osób twierdzi, że weganie mają tyle a tyle problemów z ogarnięciem jedzenia. Nie zauwazyłam tego na przestrzeni tych ładnych paru lat, ale bardzo częstym problemem dla ludzi okazują się lody:) Oczywiście za granicą standardem są wszelkiej maści kombinacje i rodzaje lodów dla alergików czy wegan , przygotowane na bazie mleka sojowego czy ryżowego. W Polsce - no może wyłączając Sopot, gdzie działa genialna wegańska lodziarnia pana Giuseppe (koniecznie tam zajrzyjcie, jeśli odwiedzicie Trójmiasto) - wybór ograniczony jest do kilku lodów wodnych i mrożonych sorbetów truskawkowych. Innym sorbetom nie ufam, nauczona wypadkiem sprzed jakichś dwóch lat. Przytoczę Wam historię , bo i tak wpadka na skalę całego kraju, więc mało kto nie musiał wtedy wyzerować licznika :) Otóż, całe polskie wegańskie środowisko zachwycało się pewnymi sorbetami dostępnymi w sklepowych lodówkach (z grzeczności nie podam nazwy firmy) . Generalnie same plusy i szał dupy - szeroki wybór smaków od bananowych i gruszkowych po jagodowe i pomarańczowe. Duże kubki, wegański skład , elegancko. Co więksi smakosze dostrzegali lekko śmietankowe posmaki uzyskane zapewne sztucznymi aromatami. Potem nagle ktoś zajrzał do składów w innych językach i tutaj zonk - mleko w proszku. Sprawa w końcu nie została wyjaśniona, ale po jakimś czasie na opakowaniach pojawił się nowe etykietki z poprawionym składem. Niby jest wegański, ale jakoś te śmietankowe posmaki doceniane przez co niektórych sieją ziarno wątpliwości. Ja od tamtej pory nabrałam większej rozwagi przy podejmowaniu pochopnych decyzji.

Wiadomo, że bardzo często mogą zdarzyć się pomyłki. Wiadomo, że jest dużo rzeczy, których nie można stuprocentowo wyeliminować ze swojego życia. Lecz pamiętajcie - weganizm jest ciągłym staraniem się. I nie ma sensu odgrywać wielkich scen pokuty i wywoływać wymioty, kiedy okaże się , że jedzony od lat batonik musli nagle zaczął zawierać jajko :) Trzeba patrzeć na to, co się kupuje i zjada. Lecz nie można poświęcać temu całego swojego czasu, bo przecież długie godziny spędzone w markecie nad przeszukiwaniem etykiet słodyczy nie ratuje życia żadnej istocie. Zrezygnujcie z niepewnych produktów, róbcie je sami. Wolny czas poświećcie na działanie :)

***
Poniżej przepis na pyszne lody malinowe. Odgórną zasadą przy produkcji domowych wegańskich lodów jest zaopatrzenie się w pełnotłuste mleko kokosowe i mąkę kukurydzianą. Nie obawiajcie się smaku kokosów - w gotowych lodach w ogóle nie jest wyczuwalny , ale zastosowanie jest koniecznie , bo ważna jest konsystencja. Tłusta i gęsta idealnie zastępuje słodką śmietanę i inne nievgn bajery stosowane do robienia tradycyjnych lodów.

  • 1 puszka mleka kokosowego
  • pół szkl. zamrożonych malin
  • pół szkl. cukru
  • 2 łyżki mąki kukurydzianej
  • kilka kropel esencji waniliowej
Podane składniki zmiksuj do uzyskania gładkie konsystencji. Przełóż do domowej maszyn do robienia lodów i postępuj zgodnie z instrukcjami użytkowania. Ja takowej nie mam, więc radzę sobie na dwa sposoby :
1. wlewam masę do foremek i zamrażam na tzw. kość . Potem kiedy mam ochotę na lody to wyciągam foremkę i po paru minutach wyjadam łyżeczką
2. Wrzucam masę do zamrażarki na 2 godziny. Wyciągam i miksuję , aby napowietrzyć. Potem kilka razy powtarza się taki zabieg aż do uzyskania zadowalającego efektu.

Narial dudh , czyli gorące mleko kokosowo-waniliowe z bananem.

Wiem, wiem, że wygląda jak szklanka mleka sojowego i już. Mogłam posypać z góry kakao lub cynamonem, abyście zobaczyli, że jest ultra gęste. Musicie mi jednak uwierzyć i pokusić się o spróbowanie tego cuda. Przepis jest zweganizowaną i uproszczoną wersją popularnego w Indiach napoju o nazwie narial dudh . Oryginalnie przyrządza się go z miąższu świeżego kokosa , gotowanego z przyprawami i bananami w mleku. Całość trwa ponad godzinę i wymaga częstego przecedzania mikstury aż do uzyskania pożądanej gęstości.

W mojej wersji oczywiści mleko krowie zastąpione sojowym, a proces żmudnego rozłupywania kokosów, wyciągania miąższu i całej zabawy związanej z rozgotowywaniem wspomnianego, skróciłam sobie wykorzystaniem mleka kokosowego z puszki.

Składniki (na 4 kubki)

  • 0,5 szkl. mleka sojowego waniliowego lub naturalnego
  • 1 szkl. mleka kokosowego pełnotłustego
  • 3 banany
  • 1/2 łyżeczki przyprawy chai masala ( mam bardzo drobno zmielona mieszankę przypraw : kardamon, cynamon, imbir, pieprz czarny, goździki)
  • ew. cukier trzcinowy lub syrop z agawy do osłodzenia

Wszystkie składniki zmiksuj blenderem i przelej do rondelka. Następnie podgrzej aż na powierzchni pojawią się bąbelki. Podawaj gorące.

piątek, 22 stycznia 2010

Banany w cieście na mleku kokosowym

Miałam nie jeść słodkiego ze względu na zęby. W sumie nie ogarniam, bo nieciekawy okres na takie stanowcze decyzje. Może druga połowa lutego.
Dodatkowo trzeba spożytkować nieziemskie ilości bananów przyniesionych ze śmietników. Niektóre mogą poleżeć, bo są jeszcze zielonawe(!) a inne w sam raz (większość idealnie żółta bez ciemnych plam! najlepsze banany jakie kiedykolwiek znaleźliśmy) na koktajle czy takie właśnie wynalazki jak ten poniżej.
Miałam zrobić zdjęcie ostatnich znalezisk i Wam pokazać, bo jeszcze nigdy nie przynieśliśmy warzyw i owoców w takim idealnym stanie. Ale mój chłopak już zabrał się za przetwarzanie podczas mojej nieobecności i po zdjęciu. Pozostaje mi tylko wymienić :
tacka cykorii,
duży melon,
3 kalafiory,
3 opakowania papryk pakowanych po sztuce w jednym kolorze,
ze 3 kg wymienionych bananów,
siatka ziemniaków,
jakieś 10 jabłek,
6 pęczków rzodkiewek,
2 białe rzodkwie,
kilka marchewek i porów z tacek od włoszczyzny.

Ostatnio też znaleźliśmy 3 opakowania baby szpinaku, który został wyrzucony na 3 dni przed upłynięciem daty ekspozycji. Co prawda niektóre listki były zgniecione, ale bez przesady.

Wyrzucaniu dobrego jedzenia mówimy stanowcze nie!

***



Wracając do przepisu :) Banany smaku kokosowego wprawdzie w tej potrawie nie mają- ale jeśli chcielibyście taki uzyskać to wystarczy dodać kilka łyżek wiorkow kokosowych. Użyłam mleka kokosowego z racji jego śmietanopodobnej konsystencji - w efekcie wyszło ciekawe gęste ciasto o delikatnym smaku.

Składniki
  • kilka dojrzałych bananów
  • 1,5 szkl. mąki tortowej
  • 2/3 szkl. mleka kokosowego
  • kilka łyżek wody
  • 2 łyżki syropu z agawy (zamiast cukru)

Banany obrać i przekroić na pół. Każdą połówkę jeszcze wzdłuż. Wymieszać składniki ciasta do uzyskania konsystencji racuchowej :) Musi być bardzo gęste, praktycznie trzeba oblepiać nim banany. W razie czego dolewać wody .

Przed podaniem polać melasą, syropem klonowym lub posypać cukrem pudrem. Ja swoją porcję zjadłam z tym smarowidłem :) Dodałam tym razem łyżeczkę kawy i też daje radę. Poza tym- polecam wyłuskać ciecierzycę po ugotowaniu . Sprawi to, że pasta będzie miała gładką konsystencję bez żadnych farfocli.

No i umarł mi blender znowu, więc znowu żałoba . Stopił się w środku podczas miksowania ciecierzycy . Szajs i tyle. Nie ma ktoś jakiegoś na zbyciu? :) Rozpoczynam poszukiwania na allegro .

***

I na zakończenie - kilka fot różnych przyniesionych śmietnikowych rzeczy.


Mieciutkie bułki. I wszystkie wegańskie, bo wiem skąd pochodzą i skład znam :)


Musztarda, tak. Wcześniej też przynosiliśmy koncentraty pomidorowe.


Imprezowy stuff! Serwetki, kubeczki, papilotki do muffinek.
Co prawda nie używam żadnej z tych rzeczy, ale a nuż się przydadzą podczas koncertowego cateringu :)



środa, 30 grudnia 2009

Tosty francuskie z waniliowym serkiem! + o miodzie słów parę...

Zamieściłam już wszystkie przepisy w poście poświątecznym, więc możecie tam zajrzeć.


Zabieram się za wypróbowanie przepisów z książki "Zaskakujące tofu". Na pierwszy rzut tosty francuskie z serkiem waniliowym. W przepisie na tosty było mega dużo różnego rodzaju słodzików-cukier, miód, cukier waniliowy. Zrezygnowałam z tego wszystkiego na rzecz jednej łyżki syropu klonowego, którym udekorowałam talerz.


  • 4 kromki chleba pszennego
  • olej do smażenia
  • syrop klonowy - łyżka na talerz :)

sos:


  • 1/4 kostki tofu naturalnego
  • pół szkl. mleka kokosowego (może być też sojowe)
  • kropla ekstraktu waniliowego
Przygotować sos , czyli zmiksować wszystkie składniki. Zanurzać w nim kolejno kromki chleba i smażyć na rozgrzanym oleju do uzyskania złotego koloru. Układać na talerzu i polać syropem klonowym.

Z książki też wykorzystałam motyw na serek waniliowy. Zrobiłam trochę rzadszy, bo już mam lekki przesyt sernikowy - a tak wyglądała i smakowała ta masa po wykonaniu jej według przepisu:)
Podaje Wam także moją wersję:

  • 1/4 kostki tofu naturalnego
  • pół szklanki mleka kokosowego
  • łyżeczka syropu klonowego
  • kropla esencji waniliowej
Zmiksować wszystko i jeść!

***

A jak już przy miodzie jesteśmy - nie wiem skąd to się wzięło, ale wielu wegan spożywa miód. Nie będę pisała długiego artykuły, ponieważ takowy ukazał się w niedawno wydanym zinie. Tylko kilka słów.

Dziwi mnie to strasznie, jeśli mowa o osobach, które na weganizm decydują się ze względów etycznych.
Uważam , że jeśli sprzeciwiasz się wykorzystywaniu zwierząt to nie powinieneś robić wyjątków. Skoro nie jesz mięsa ani wydzielin zwierząt, dlaczego z tego kręgu wykluczasz pszczoły? Przecież one nie rosną na drzewach. Miód jest efektem ich eksploatacji.
Pszczoły to niezwykle inteligentne stworzenia, którym należy się szacunek. Zresztą jak wszystkiemu, co stworzyła Natura. Tym istotom nie można odbierać życia i wolności . Mają rozwinięty układ nerwowy, więc potrafią odczuwać ból. Jednak nawet gdyby go nie odczuwały - to nie jest kryterium.
Będąc weganinem nie korzystasz z produktów będących wynikiem wyzysku innych gatunków. Obojętnie czy odbywa to się w ultra-eleganckich warunkach przy znieczuleniu czy można to porównać do hitlerowskich obozów zagłady.

Wielokrotnie zastanawiałam sie nad tym, dlaczego te pszczoły - bardzo często też przez osoby tak głośno krzyczące o równości wszystkich stworzeń - są spychane na margines. Szukanie argumentów "za" jedzeniem miodu i weganizmem zawsze było dla mnie śmieszne.

Ale w sumie są dwa czynniki, które potrafią troszkę zamydlić oczy.
Z reguły widujemy pszczoły swobodnie latające od kwiatka do kwiatka i nie podejrzewamy nawet, że ich życie jest tak bardzo kontrolowane przez przemysł pszczelarski. Tak jak inne zwierzęta hodowlane, pszczoły podlegają podobnym procesom: reżimy żywieniowe, stosowanie pestycydów i leków, sztuczne zapładnianie, modyfikacje genetyczne, a także transport, itp.
Troszeczkę o skutkach przemysłu pszczelarskiego możecie poczytać w tym artykule.

Druga sprawa - podświadomie traktujemy owady jako niższą kategorię zwierząt. Robaki jak robaki. Akurat tak się składa, że nie na tym rzecz polega, aby wybierać sobie gatunki zwierząt , które włączasz do swojego tzw. kręgu współczucia. Wszystko albo nic.

Zaraz pojawi się tłum pieniaczy, którzy będą usiłowali udowodnić mi hipokryzję. Ile komarów zgniotłam gazetą, ile bakterii niszczę w kiblu, a ile to robaków przydeptałam butem, czego to nie rozjechałam rowerem, a na popularnej anegdocie kończąc - ile pająków połknęłam podczas snu.

Zapobiegając wszelkim bezsensownym kłótniom:
żadnych owadów nie zabijam - moskitiera w oknie to sprawdzone rozwiązanie, a kiedy jakieś zwierzątko się mimo niej dostanie do mieszkania - to wynoszę je za okno .
Co do bakterii w kiblu - jeśli ktoś twierdzi, że są zwierzętami to powinien powrócić do podręcznika biologii ze szkoły podstawowej. a i tak rzadko sprzątam łazienkę:)
Co do jazdy autobusem, rowerem, chodzenia pieszo - nieświadomie mogę zabijać , ale nie mogę wszystkiemu zapobiec.
Anegdot z pająkiem nie będę komentować, bo brak mi słów:)

Weganizm nie jest idealnym wyjściem z każdej sytuacji - polega na ciągłym staraniu się i jeśli idzie o eksploatację zwierząt - unikaniu wszystkiego, czego uniknąć można. Zastanów się zatem , czy spożywanie miodu - pszczelich wymiocin - jest ok w kontekście przytoczonego wyżej zdania .


***
I jeszcze na koniec - jest dużo sprzeczności jeśli idzie o tzw. miód sztuczny. Nie jem tego, gdyż nie mam pewności co do pochodzenia jego składników, bo takich informacji na opakowaniu nie ma.

Z tego, co wyczytałam w książkach dotyczących technologii żywienia są dwie metody jego otrzymywania : jeden to obróbka termiczna cukru i powstaje w wyniku tego syrop, do którego dodaje się esencje smakowe i aromaty (które mogą być uzyskiwane na bazie naturalnych esencji otrzymywanych z mleczka bądź pyłku pszczelego), a drugi sposób - to przerabianie wody z cukrem przez pszczoły.

Jeden i drugi produkt może w Polsce nosić nazwę "miodu sztucznego" . Jeden i drugi produkt w takim wypadku
raczej niewiele ma wspólnego z wegańskim produktem. Zanim sięgnięcie po słoiczek w sklepie - lepiej dokładnie wybadajcie sprawę.
A ja i tak omijam takie chemiczne wynalazki i wolę syrop klonowy :)

czwartek, 12 listopada 2009

Zupa z papryką i cukinią na mleku kokosowym


Przepis powstał na bazie potrawy przygotowywanej przez mamę mojego chłopaka, która opatrzyła ją nazwą szu- szu. Nie wnikam w szczegóły, bo wątpię czy coś takiego istnieje naprawdę w kuchni azjatyckiej :) raczej to tylko popis nieskrepowanej wyobraźni tudzież efekt przekształcania oryginalnej nazwy zaczerpniętej od kogoś , skądś...

Bazowe szu - szu to coś w rodzaju sosu do ryżu. Składa się z pokrojonych w paski papryki rożnokolorowej, cebuli i cuknii, malej posiekanej papryczki chilli i ogórka kiszonego pokrojonego również w paski.Warzywa - oprocz ogorka , dusisz z solą i pieprzem oraz kurkumą, curry . Potem dolewasz wody/bulionu warzywnego , gotujesz przez 15 minut, następnie dodajesz ogórek i zagęszczasz mąką. Ważne jest, aby warzyw w gotowej potrawie było mniej niż sosu. Pomimo prostoty całość jest smaczna.

Zostało mi trochę składników od tego sosu i na bazie takiej kombinacji warzyw postanowiłam zrobić zupę. Podawaj ją z ugotowanym na sypko ryżem lub makaronem ryżowym / ew. makaronem won ton. Proporcje podałam na większą ilość.

1 papryka czerwona, pokrojona w paski
1 papryka zolta, pokrojona w paski
1 duza cebula, pocięta w półtalarki
1 sredniej wielkosci cukinia, pokrojona w paski
1 mała papryczka chilii
puszka mleka kokosowego pełnotłustego
płaska łyżeczka sosu sojowego jasnego
przyprawy : garam masala, kurkuma, papryka słodka , kolendra i kozieradka, cynamon, sol i pieprz
szklanka bulionu warzywnego lub wody z sosem sojowym
olej do smażenia

Papryczkę chilii i przyprawy podsmaż przez dwie minuty na oleju , ciągle mieszając. Dodaj cebulę i paprykę, dopraw sosem sojowym. Duś całość przez 10 minut, po czym dodaj cukinię. Kiedy warzywa zmiękną, dolej bulionu. Jak się zagotuje, powoli wlej mleko kokosowe i pogotuj jeszcze przez 15 minut na wolnym ogniu.


***

Wywar warzywny to podstawowy składnik większości zup. Przygotujesz go bardzo łatwo.

Weź kawałek pora, 1 pietruszkę, 1 marchewkę, kawałek korzenia selera lub kilka łodyżek natki, cebulę, parę liści laurowych i kilka ziarenek ziela angielskiego. Warzywa pokrój w kostkę i ugotuj z podanymi przyprawami. Gotowe! Możesz przygotować go więcej i przechowywać przez parę dni w szczelnie zamkniętych słoikach w lodówce. Możesz używać go jako substytutu rosołu -wspaniale rozgrzewa podczas przeziębień!, wykorzystywać podczas robienia zup, sosów.

A co z kostkami warzywnymi i innymi cudownymi tzw. przyprawami do zup?

Za ich odrzuceniem przemawia wiele argumentów.

Pierwszym z nich jest fakt, że ciężko znaleźć takie , które byłyby w ogóle wegetariańskie. Nawet do bulionów warzywnych (a także wielu mieszanek przypraw, gotowych sosów czy nawet chipsów) dodawany jest wzmacniacz smaku o nazwie inozynian disodowy , ukryty pod symbolem E631 , który może być otrzymywany z suszonego mięsa lub guanylan disodowy (E 627 ), ekstrahowany z ryb lub glonów morskich. Pewności niestety nie masz, więc najlepiej czytaj składy i omijaj takie produkty szerokim łukiem.

Drugim argumentem, przemawiającym za wyeliminowaniem takich gotowców ze swoich posiłków jest niesamowita ilość innych związków chemicznych i konserwantów, którymi niepotrzebnie szpikujesz swoje ciało. Konsekwencje odczuwalne są dopiero po latach, kiedy okazuje się, że zaczynasz mieć problemy z układem krwionośnym i pokarmowym. Pamiętaj, że większość tzw. chorób cywilizacyjnych jest silnie uzależniona od tego , w jaki sposób się odżywiasz.

Trzeci argument, który jak mantrę powtarzam we wszystkim, co do Was pisze, to zwiększenie produkcji śmieci. Sreberka, plastikowe kubeczki, folijki. Chcecie , żeby to nas kiedyś zasypało?



piątek, 16 października 2009

Krem dyniowo - pomidorowy z mlekiem kokosowym


Przepis zapowiedziany w poprzednim poscie. Jestem już trochę znudzona standardowymi wersjami zupy dyniowej, toteż wpadłam na taki miks.

Użyłam resztek od produkcji soku dyniowego i marchwiowego, więc cieżko mi określić ile składników nieresztkowych potrzeba , aby przyrzadzic tą zupę. Proporcje podaje zatem tak na oko :)

2 szkl. dyni , pokrojonej w kostkę
3 marchewki, pokrojone w kostkę
2 duże ziemniaki, pokrojone w kostkę
kawałek selera i pora
1 puszka pomidorów krojonych
przyprawy : liść laurowy, ziele angielskie, chilli, garam masala, pieprz czarny, papryka słodka, świeża pietruszka lub kolendra
2 ząbki czosnku, drobno posiekane
1 mała cebulka, drobno posiekana
olej

Zagotować około litra wody w garnku . Dodać liść laurowy, ziele angielskie, ziemniaki, marchew, por i seler. Całość gotować przez 10 minut, po tym czasie dodać dynię i pomidory. Gotować aż warzywa zmiękną, po czym wyciągnąć liście laurowe oraz kulki ziela angielskiego.
Na patelni zeszklić cebulę i czosnek , dodać do nich chilii, masalę, pieprz i paprykę słodką. Przelać do zupy, dodać pietruszkę lub kolendrę. Zmiksować blenderem na gładką masę.

Nalać do miseczek i udekorować strużkami mleka kokosowego, ewentualnie posypać płatkami suszonej papryki. U mnie to średnio wygląda, gdyż kupiłam mleko niskotłuszczowe, bo było w promocji :) Ale jeśli kupicie normalne gęste mleko kokosowe to efekt będzie zadowalający.