piątek, 3 września 2010

Lody malinowe po raz kolejny.


Prezentowałam Wam już kiedyś przepis na lody malinowe .Tym razem inne składniki i inne proporcje sprawiają, że jest to właściwie sorbet malinowy z lekkim "mlecznym" posmakiem. Spróbujcie sami!


Ostatnio dumpsterowe łowy są coraz obfitsze, więc zamroziłam kilka porcji zmiksowanych malin. Nie wiem , jak to określić w przepisie, bowiem użyłam do niego zamrożonego musu pod postacią takich trzech okrągłych pojemniczków po tym tofu . Jeśli zliczyć na objętość to wyjdzie hmm- 1.5 szklanki musu malinowego? Powiedzmy :)

  • 1,5 szkl. zamrożonego musu malinowego
  • 3 łyżki mleka roślinnego w proszku
  • odrobina cukru do smaku (ja nie dałam w ogóle , bo miałam słodkie maliny)
Mus wyciągnąć z zamrażarki i zostawić w temperaturze pokojowej na kilkanaście minut. Następnie pociąć go nożem na drobniejsze kawałki, dodać mleko w proszku i miksować do uzyskania gładkiej konsystencji. Zasady BHP te same jak w przypadku lodów bananowych :) Też mają taką konsystencję, że można je nakładać gałkownicą.
Posypałam swoje misiami przywiezionymi z Czech. Mają tam bardzo duży wybór dekoracji do ciast w rozsądnych cenach :)

***
Jak już przy lodach, to znowu byłam w 3mieście i odwiedziłam Giuseppe. Oczywiście zawsze robię tak, że nie jem prawie nic przedtem, żeby od razu spróbować jak najwięcej nowego. Za każdym razem muszę zjeść gianduię - smak zbliżony do nutelli. Tym razem w połączeniu z ananasem i wiśnią.


Zrobiłam też kombo smaków - pomidor z octem balsamicznym, limonka z pieprzem i spiruliną oraz dla złagodzenia języka pomarańcz. Stwierdzam, że lody o niespodziewanych smakach są ekstra. Zwłaszcza pomidorowe , bowiem smakowały jak mocno schlodzone gazpacho zmiksowane z lodem. Mniam!


2 komentarze:

zielenina pisze...

ech, domowe lody są pyszne, szkoda tylko, że za oknem 10 stopni :) zapraszam do zabawy z okazji dnia blogera http://zielenina.blogspot.com/2010/09/dzien-blogera-czyli-dwie-dziesiatki.html

czcicielka soi pisze...

jak dla mnie marcepanowe wymiatają!
Każda wizyta nad zatoką musi się skończyć prędzej czy później u Giuseppego