poniedziałek, 13 września 2010

Śniadaniowa kasza jaglana na d.i.y. migdałowym mleku

Doskonale sycące 10-minutowe śniadanie, które pomoże Wam przetrwać obrzydliwe deszczowe poranki, jakie serwuje nam teraz wrzesień. Jeśli nie zaczniecie mieszać kaszy, to nie musicie obawiać się o przypalony garnek. Nie wiem skąd jest ta zasada, ale się sprawdza. Tak samo dzieje się z gryczaną i pęczakiem - lecz jeśli zaczniecie mieszać to spedzicie cały czas przy garze jak nic. Wystarczy wrzucić ją do rondelka z wrząca wodą w trakcie biegu do łazienki, a wszelkich czynności porannych dokonać w czasie gotowania. Już ostatnio się rozwodziłam nad zaletami tego zboża , więc nie będę się powtarzać.


Składniki:
  • pół szklanki kaszy jaglanej
  • szklanka wrzątku
  • szczypta soli
  • łyżka cukru trzcinowego (opcjonalnie)
  • 2 dojrzałe banany
  • pół szklanki mleka migdałowego
  • łyżka jagód w syropie/ konfitur domowej roboty / świeżych owoców

Kaszę przepłukujemy i wrzucamy do wrzącej, lekko osolonej wody. Gotujemy przez 10 minut. Następnie dodajemy cukier, banany i mleko . Całość miksujemy blenderem na gładką masę. Dekorujemy owocami i zjadamy!

Jeśli chcecie, aby było rzadsze to naturalnie zwiększacie ilość mleka. Ja jednak wolę taką opcję, którą można praktycznie ciąć nożem. W sumie nauczyłam się jeść taką kaszę i też tak przygotowane owsianki, bowiem sprawdza się idealnie w podróży . Wiem co mówię, bo przez 2 lata dojeżdżałam busem na drugi koniec miasta o 7 rano .Taka kasza + kakao w termos i 50minutowa zimowa podróż staje się znośna .

8 komentarzy:

quinoamatorka pisze...

Hej, dodam, że kasza jaglana zawiera też krzem, który korzystnie wpływa na wygląd skóry, włosów i paznokci. I że najlepiej ją zawsze przed użyciem sparzyć na sitku i wypłukać, bo nieraz zawiera goryczkę, do której pozbycia się samo płukanie może nie wystarczyć. Bardzo mi się podobają Twoje jaglane propozycje. Ja ostatnio zajadam się kremem jaglanym na słodko z dodatkiem łuskanej fasolki mung. Bardzo fajny efekt. Nie śmiej się, ale co oznacza ten skrót d.i.y? Coś w rodzaju dairy free pewnie, ale co dokładnie to nie wiem, a lubię wiedzieć:)

ilovetofu pisze...

ciekawy pomysl z wyparzaniem. ja nigdy tego nie robiłam, bo tak szczerze to mi goryczka nie przeszkadza. w sumie jest na miejscu, bo lubie wyczuwac zelazo w jedzeniu :) tak sobie wmawiam, ze to jego smak jest.

a d.i.y to skrot od "do it yourself" (zrob to sam). jednak jest to dla mnie cos wiecej niz tylko tzw. produkty domowej roboty. w kulturze hardcore/punk, w której tkwie po uszy :) uroslo to do rangi sposobu zycia. w sumie calość tej kultury na takich ideach miedzy innymi się opiera. wsrod znajomych wzajemnie uczymy sie roznych rzeczy, co pozwala nam stac sie bardziej niezaleznymi i dzieki czemu uchylamy sie od koniecznosci posiadania i wydawania zbednych pieniedzy . i tak od tworzenia muzyki , poprzez jej wydawanie na plytach , szycie ubran i robienie nadrukow, organizacje koncertow , poprzez typowo codziennie sprawy jak naprawa roweru, scinanie wlosow , polozenie kafelków w łazience czy domowa produkcja tofu. a na warsztatach psychologicznych czy ginekologii konczac:)

staram sie prawie zawsze tworzyc od podstaw i zarazac tym innym. gotowanie pasuje tutaj doskonale. pozwala to zobaczyc codziennie czynnosci w nowych swietle, daje duzo satysfakcji z powodu nabywanych ciagle umiejetnosci. ale przede wszystkim- to mnostwo frajdy w przeciwienstwie do monotonnych gotowców.

goraco zachecam do wcielenia tego w kazdy mozliwy obszar zycia!

quinoamatorka pisze...

Ha! Dzięki za super wykład :) Idea jest mi bliska i choć kusi mnie, żeby napisać, że jestem już chyba na to za stara ;), to napiszę tylko - szczerze podziwiam! Gotowców raczej nie używam, choć oczywiście zależy, jak je zdefiniujemy.

ilovetofu pisze...

nigdy nie jest się na to za starym :) no wiadomo, ze ciezko uniknac czasem jakichs gotowców w gotowaniu (np. gotowe serki, tofu, mleko, chleb). jednak cała zabawa w tym, żeby samemu nauczyć się robić możliwie jak najwięcej rzeczy. nawet dla rodziny z dziećmi jest to pełna frajdy możliwość uczynienia życia ciekawszym :). pozdr!

quinoamatorka pisze...

Wiesz, w kuchni sobie radzę. Umiem zrobić tofu i chleb na zakwasie, makaron, pierogi, pizzę, ukisić kapustę i ogórki, upiec puszysty placek drożdżowy i kilka innych rzeczy też potrafię, to może nie jest jeszcze ze mną tak źle? Nie umiem zrobić tofu do inari sushi, ale na pewno jeszcze będę próbowała, bo nie znoszę, jak mi coś nie wychodzi ;) Pozdrawiam Cię :)

ilovetofu pisze...

no i widzisz sama:)
i przede wszsytkim prowadzisz bloga, na ktorym innym pokazujesz, ze gotowanie to nie przykry obowiazek , ale szalenie fajna sprawa.
pozdr!

zielenina pisze...

Dziewczyny, jaglankę najlepiej prażyć podobno właśnie ze względów, których napisała Quino. Ona zawiera też masę tryptofanu działającego przecidepresyjnie, ze dorzucę o zaletach :) Jemy bardzo często, w zimie praktycznie codziennie, a dziecię je cały rok codziennie na śniadanie kombo z jaglanki i kukurydzianej z owocami.
Kasza jaglana ma też silne właściwości rozgrzewające i dlatego idealnie się nadaje na śniadanie. Dobra, już nie truję więcej, bo mogę tak długo ;-)
Ilovetofu, nie warzy Ci się to mleko migdałowe jak dasz do ciepłej kaszy?

ilovetofu pisze...

zielenina : w takim razie bede prażyć kaszę, będę :) a nie, mleko się nie waży. zachowuje się identycznie jak sojowe czy ryżowe domowej produkcji.