
Ostatnio pod wpływem posta podpatrzonego na Smierć kanapkom! zaczęłam się też zastanawiać jakie śniadanie jest moim ulubionym. W sumie jak się zastanowię, to śniadanie z reguły wyglada tak samo u mnie;] Ciężko wybrać mi jeden smak,bo jak tylko mam trochę więcej czasu to łącze po odrobinie różnych potraw w jedno.
Całość składa się z kilku obowiązkowych pozycji
1. Napój ciepły : z reguły jedna z wielu zielonych herbat lub rooibosów , które wypełniają ogromne pudło w mojej kuchni:) na tym zdjęciu się nie znalazła, bowiem się parzyła dopiero.
2. Napój zimny : z reguły szklanka wyciśniętego świeżo soku lub jakieś udziwnione smoothie, a kiedy brak freegańskich owoców to szklanka wody z cytryną.
3. Owsianka /naleśnik/musli - każdą z tych potraw robi się w zatrważającym tempie. Jednak naleśników sama jeść nie lubię, więc rzadko są jadane.
4. Chleb na słono - tost typu sandwichowego albo kromka z jakąs pastą, warzywami badź w chwilach nieogarnięcia po prostu z wegańską margaryną ( narobiłam sporo zapasów z Niemiec:) ) posypana ziołami lub jak na tym zdjęciu - takim znaleziskiem jak przyprawa do chleba z masłem;] , którą zwiozłam z Torunia (skład: sezam, mak, sól morska, cebula suszona).
Po takim zestawie aż miło ogarnąć kolejny dzień i nawet w największą pluchę niegroźne Wam zarazki.
Ktoś sobie pomyśli, że suchar i dziewczyna już zamieszcza jakieś śniadaniowe zdjęcia, zło ;] Zamiesciłam je po to, abyście ogarnęli trochę swoje życie i jedli śniadania! Przygotowanie takiego zestawu zajmuje mi niecałe 10 minut. Krew mnie zalewa, jak widzę ludzi , którzy twierdzą , że nie mają czasu/pomysłu/ wolą pospać/sranie w banie.
W konsekwencji zapychają się standardową sucharską kanapką masło/szynka/ser, a w opcji wegetariańskiej suchą bułką z pasztetem sojowym. Na porządku dziennym są też przypadki zapychania się paczkami czipsów i paluszkami z kiosku na rogu. A potem przychodzą z krzywą miną, że ciągle choroby ich łapią, że im wegetarianizm nie służy, że wypada włos i łamie się paznokieć. Wszystko wszystkim służy, tylko nie można opierać swojego jedzenia w 100% na czipsach i makaronie z sosem ze słoika/paczki. ZŁO!
***
A twór w miseczce, pomimo swego średnio apetycznego wyglądu , jest bardzo smaczny. To pszennianka. Skończyły się płatki owsiane, więc trzeba było wykombinować coś z pszennych. Z reguły robię z nich kotleciki albo farsze na słono. Pierwszy raz jadłam je w wersji owsiankowej.
Przepis chyba każdy zna - garść płatków wrzucasz do rondelka z wrzącą wodą lub dowolnym mlekiem roślinnym, dodajesz banana, jabłko, bakalie, orzechy i słonecznik+ inne rzeczy, na które masz ochotę (resztki ryżu czy kaszy, jogurt sojowy, sezonowe owoce, marchewkę) i gotujesz przez 3 minutki. Nie słodź! Potem dodaj dowolne dodatki słodzące- powidła/syrop klonowy/syrop z agawy.
***
Śniadanie może też wyglądać tak (czas przygotowania - 7 minut) :

zestaw trzech napojów :
- herbata zielona gun powder,
- woda z cytryną,
- smoothie z trzech bananów,dwóch łyżek malin z zaprawy przywiezionej od babci;] oraz garści musli crunchy truskawkowego (znalazłam ostatnio takie zajebiste wegańskie i się uzależniłam)
Danie główne: makaron z dnia poprzedniego, podsmażony z odrobiną oleju lnianego, garstką pestek słonecznika i przyprawą bruschetta (suszone pomidory, czosnek, bazylia, majeranek).
Kwestią zasadniczą dla tego, żebyście zmieścili się w 7 minut jest dobra organizacja. Wstawiacie wodę na herbatę i w tym samym czasie makaron z ww. składnikami na gaz. Obieracie banany, wrzucacie je do pojemnika do miksowania, dodajecie musli i maliny, miksujecie blenderem pół minuty. Kroicie plaster cytryny i wduszacie sok do szklanki wody, następnie zalewacie herbatę i przekładacie makaron do talerza.
Voila!