wtorek, 24 listopada 2009

Bananowe pancakes z migdałami

Uwielbiam małe grube naleśniki po tzw. amerykańsku :) Oryginalna wersja rodem z familijnego serialu zakłada wysoki tort obficie oblany syropem klonowym. Mój żołądek nie jest tak pojemny jak żołądek amerykańskiego chłopca, codziennie ćwiczony w McDonalds'ie, więc na śniadanie tylko trzy sztuki.

Składniki:
250 g mąki razowej
1 szkl. wody lub mleka roślinnego
1 łyżka oleju
2 łyżki cukru
szczypta proszku do pieczenia
2 dojrzałe banany, zmiksowane na gładką masę
rozdrobnione migdały lub płatki migdałowe

konfitura, cukier puder, melasa, syrop klonowy, świeże owoce - dowolnie dekorujcie :)

Zmiksować / dokładnie wymieszać wszystkie składniki . Odstawić na parę minut, aby proszek zaczął działać. Następnie wylewać na patelnię z odrobiną oleju, formując nieduże acz grube naleśniki (średnica tak na oko 15 cm). Smażyć z obu stron aż się zarumienią. Udekorować czym dusza zapragnie i gotowe!

Banany w tym przepisie poza tym , że nadają fajny smak, to dodatkowo sprawiają, że naleśnik jest taki miękki :)


Jak już o McDonalds mowa, to strasznie działają mi na nerwy "wegetarianie" , którzy jadają tam frytki, lody czy sałatkę, piją colę, kawę, herbatkę i zagryzają z uśmiechem ciasteczkiem. Pomijam już fakt, że produkty te są wegetariańskie raczej tylko z wyglądu. Tutaj macie składy poszczególnych produktów, a tam między innymi takie smaczki jak naturalny aromat wołowiny dodawany do frytek, wszechobecna żelatyna w shake'ach i jogurcikach, etc. Wszystkie restauracje muszą dostosowywać się do pewnych norm wyglądu i składników , nawet jeśli rodzima firma wygra przetarg na produkcję danej potrawy to dostosowuje ją do wymogów amerykańskich - dlatego nie łudźcie się, że polskie frytki będą ok. Głównym problemem jest powiązanie tego koncernu z przemysłem mięsnym, o czym możecie więcej poczytać między innymi tutaj.
Boli mnie przede wszystkim to, że osoby rzekomo świadome pewnych spraw ciągle przymykają oczy , bo chwilowa przyjemność jest ważniejsza.


Zresztą nie chodzi mi tutaj tylko o tą konkretną firmę, ale także i wiele innych megakoncernów. McDonalds jest dla mnie tylko synonimem słów KFC, Coca- Cola, Pepsi, Nestle, Danone, Unilever. Wymieniłam tylko kilka najpopularniejszych nazw, a poszczególne marki produktów można wymieniać i wymieniać.
Czytacie teraz tego posta, a to znak , że macie w tej chwili dostęp do Internetu - w google łatwo znajdziecie odpowiedź na pytanie, dlaczego wspominam akurat o tych.

To koncerny, w które ludzie pakują swoje pieniądze
i w ten sposób jawnie wspierają
całą machinę
eksploatacji i cierpienia zwierząt,
wyzysku ludzi oraz
degradację Matki Ziemi!

Nie przemawia do mnie argument, którym niektórzy chcą się posiłkować tłumacząc swoją hipokryzję - "kupując w takich miejscach produkt bezmięsny/bezmleczny/ bezjajeczny pokazuje właścicielowi, że to jest ok i on kiedyś mięso wycofa ". Tonący brzytwy się chwyta.
Czy firma McDonalds wycofa całą gamę burgerów i zastąpi je frytkami? Nie.
Czy firma McDonalds wycofa całą gamę nuggetsów i zastąpi je ciastkami? Nie.

Zyjemy w systemie, w którym ciężko wykluczyć wszystkie powiązania - ale zawsze powtarzam, że trzeba starać się jak tylko to możliwe.
A całkowity bojkot takich firm jest możliwy - trzeba tylko chcieć. Poczytać etykiety, poszperać w internecie.

Może od razu wyprzedzę pytanie, które często pojawia się w rozmowach z ludźmi - a co z marketami? Znam osoby, które nie robią tam zakupów w ogóle. Znam osoby, które bojkotują konkretne sieci.
Ja mam do tego inne podejście, podyktowane różnymi kwestiami.
Preferuję lokalne ryneczki miejskie, gdzie zaopatruje się w owoce i warzywa, sklepy z wegetariańskim jedzeniem, małe piekarnie .
Robię też zakupy w markecie, bo nie stać mnie na kupowanie jedynie organicznych produktów. Oczywiscie w markecie, w którym na półkach leży mięso, jogurty, skórzane buty. Jednak supermarket to po prostu współczesna odpowiedź na dawne targi . Nie twierdzę, że mi to odpowiada ( będąc szczera to handel i obrót pieniędzmi i cały kapitalizm w ogóle mi nie odpowiada :) , ale to temat na osobne rozważania), ale tak wygląda po prostu dzisiejsza sytuacja.

Jednak kupując w markecie wegańskie produkty - dokonujesz wyboru, komu za te produkty płacisz. Dla przykładu - kupując kaszę, płacisz jej producentowi i przy okazji dokładasz się do zysku całego marketu, ale Twoje pieniądze lądują w ich kieszeni za ten konkretny produkt.
Kiedy soki i wody mineralne lokalnych producentów sprzedają się lepiej niż np. Cappy, Kropla Beskidu czy Nałęczowianka (marki te należą do wymienionych wyżej koncernów) jest to znak dla zarządu marketu, że coś jest na rzeczy. A co jest w tym najważniejsze -

spada popyt na produkty danego koncernu,
to koncern przysłowiowo dostaje po dupie!

Pojawia się też miłe zjawisko rozpowszechniania się cruelty free produktów w miejscach, gdzie dociera do nich niezaangażowana osoba. Przytoczę znany przykład - w efekcie wzmożonego kupowania mleka sojowego importowanego przez Biedronkę z Austrii - market postanowił nawiązać z tą firmą kontrakt i pojawiło się mleko sojowe ich własnej marki. Przy okazji cena jest bardzo atrakcyjna , co cieszy nie tylko wegan , ale i wielu ludzi ciekawych nowych smaków. Często widuje kobiety, które biorą czekoladowy napój na spróbowanie. A każdy karton mleka roślinnego cieszy mnie tak samo jak każdy kotlet sojowy zamiast mielonego na obiad.

Oczywiście nie chcę koloryzować i tym bardziej nie sieję tutaj cudownej wizji supermarketu zmieniającego świat, bo za nimi też kryje się dużo syfu.
To po prostu ten system jest chory, czy zatem jego poszczególne elementy mogą być inne?
Jedynym konsekwentnym wyjściem jest ucieczka do natury i wycofanie się z tego wszystkiego.
Jednak narazie pozostaję przy cywilizacji, więc w ten sposób staram się coś zmieniać.

Inaczej rzecz ma się z koncernami , których kilka przytoczyłam wcześniej.
W przeciwieństwie do marketu, który utrzymuje się z handlu szeroką gamą towarów, gdzie preferencje klienta skutkują ich doborem, koncern nastawiony jest na produkcję i obrót węższą gamą produktów. Z tego powodu McDonalds - bazujący na sprzedaży mięsa - nie zmieni branży tylko dlatego , że wzrasta ilość zamawianych kubków kawy. Coca Cola nie zrezygnuje ze swojej głównej rozpoznawalnej marki tylko dlatego, że ludzie równie chętnie kupują ich wodę mineralną. Te firmy rozszerzają swoją ofertę, żeby zarabiać jeszcze więcej. Nie wpłyniesz na ich politykę sprzedaży swoimi preferencjami.

I dlatego właśnie z takimi koncernami powinieneś walczyć. Możesz być konsekwentny. I pamiętaj, że tylko całkowity bojkot takich firm przez duża liczbę ludzi , może doprowadzić do konkretnych zmian.

Zacznij zmianę od siebie i rozszerzaj to dalej!

A jeśli masz ochotę na fast-foodowe produkty - zrób je sam. Domowe frytki ze świeżych ziemniaków, koktajle i ciastka , burgery - pełne chemii śmieci z tamtych tzw. "restauracji" nie dorastają im do pięt.

Organiczna cola w szklanej , zwrotnej butelce to przyjemność dla Ciebie,
ale przede wszystkim chwilowa ulga dla Matki Ziemi.
Żyj tak, aby doprowadzić do tego , by te chwile stały się normą!



Dla mnie od początku pewne rzeczy były jasne - widzisz zło, zwalczaj je wszelkimi dostępnymi sposobami !

6 komentarzy:

isadora pisze...

Dlatego właśnie nawet kawy nie piję w McDonald's i tego typu miejscach. A szlag mnie trafia jak widzę rodziny z małymi dziećmi spędzające niedzielę nad zestawem śmieci, zwanych jedzeniem.
A poza tym to placki bardzo smakowite zrobiłaś :)

ilovetofu pisze...

podsuwanie takich rzeczy dzieciom to tez duzy problem.

mentalnosc ludzi jest niestety taka, że happy meal to szczyt marzen ich dziecka. Smieszy mnie to, ze rodzice ktorzy jednak w jakims tam stopniu sa swiadomi, czym taki fast food jest, pchaja tam swoje dzieci twierdzac, ze cos mu sie od zycia nalezy. to samo zreszta tyczy sie przeslodzonych napojow, chipsow, lodow napakowanych chemią.

W ten sposob wlasnie wyrzadzaja im duza krzywde, zamiast fundować coś fajnego.

Jak dla mnie - patologia. :)

mala-yerba pisze...

bardzo fajnie, że napisałaś o tym. mi czasami ręce opadają jak słyszę argumenty w stylu "nie mam czasu" albo "to i tak nic nie zmieni" w kontekście świadomego kupowania i niekupowania korporacyjnych produktów. fakt, że wybór mamy co raz bardziej ograniczony i co raz mniej jest stref wolnych od kokakoli i czasami ciężko jest zrobić zakupy w osiedlowym nawet sklepiku. poza tym odnoszę wrażenie, że to trochę taki lans pokazać się z butelką koli, a niekoniecznie z hop colą albo po prostu produktem z niższej półki:/

olga spaceage pisze...

Bardzo fajny wpis ale zabrakło mi jednej rzeczy w odniesieniu do supermarketów (w których też kupuję bo nie da się od tego uciec i chyba trzeba to zaakceptować) - mam wrażenie że celowo zawyżają ceny produktów roślinnych - chodzi mi o mleko sojowe (pomijam Biedre)- dlaczego w większości sklepów np alpro kosztuje około 9 zlotych? w Anglii kosztuje 1.10 funta czyli maxymalnie 6 złotych (tyle samo kosztuje zwykłe krowie mleko) - transport do Polski nie jest tyle droższy, czasami mam wrażenie, że głównymi konsumentami tego mleka są rodzice dzieci z nietolerancją mleka i oni dla nich kupią wszystko - za każdym razem mnie to zasmuca że to już takie na maxa chamskie wykorzystywanie (sklepy są po to żeby zarabiać to oczywiste), wykraczające daleko poza codzienną praktykę, słabo :(

ilovetofu pisze...

akurat importowane produkty sojowe sa drogie nie tylko w marketach , ale ceny takich rzeczy nie schodza ponizej tych 9 zł zarowno w osiedlowym sklepie jak i w sklepiku ze zdrowym zarciem.

to raczej problem importera, ktory z gory doklada swoja marżę, a nie marketu

a wracajac do poczatku Twojej wypowiedzi - z marketów da się zrezygnowac, bo znam wielu ludzi, ktorzy je olewaja i sama do tego dążę. problem tylko, czy wystarczajaco jestesmy utwierdzeni w przekonaniu, ze markety nam przeszkadzaja. ja jeszcze mam mieszane uczucia co do pewnych spraw, wiec narazie robie tam zakupy.

olga spaceage pisze...

Tak tak mi też chodziło o ceny eks/importerów - naprawdę tego nie rozumiem skąd te ceny

z drugiej strony miałam przyjemnośc rozmawiać z jedną z osób zajmujących się importem zdrowej żywności i niestety cena sklepowa była 2 zł wyższa na sztuce czegośc co kosztowało 5 złotych - prawie połowa to marża sklepu - słabe :/