sobota, 5 grudnia 2009

Najprostsza na świecie zapiekanka. A na deser - txt Michala Kolesara


Spędzam właśnie weekend nad morzem, u rodziców. Mama z okazji mojego przyjazdu przygotowała takie cudo. Kilka prostych składników , a efekt zaskakujący. Zdjęcie może nienajlepsze, ale robione już nocą :)

Nie podam proporcji, bo mama robiła na oko. Dolna Warstwa - makaron świderki + brokuły+ podduszone z cebulą pieczarki, górna warstwa - marchewka starta z selerem, podduszona. Całość zalana vgn beszamelem , posypana bułką tartą i zapieczona w piekarniku.


***

Ostatnio doszłam do wniosku, że prowadzenie typowo kulinarnego bloga troszkę mnie nudzi. Nie chcę też, aby moja obecność w necie ograniczała się tylko do prezentowania jedzenia. Cieszę się mega, kiedy dochodzą mnie co chwila słuchy, ze próbujecie wszelkich przepisów.
Zawsze jednak powtarzałam - dla mnie weganizm to styl życia, a nie tylko zawartość talerza. Wiem , że bloga czytają osoby świadome obecnej sytuacji zwierząt, ale wiem też, że pojawiają się tutaj ludzie, którzy z tematem mają niewiele wspólnego . Postanowiłam, że od tej pory przy każdym wpisie będzie pojawiało się coś więcej. Będą to moje przemyślenia, jak i też teksty innych ludzi, którzy są dla mnie autorytetem. Pojawią się też przetłumaczone na język polski artykuł, po to, aby przybliżyć Wam te teksty, do których lektury nie chce się sięgać, bo obcy język często stanowi barierę.

Dziś chciałam Wam przybliżyć postać czeskiego aktywisty Michala Kolesara. Najwięcej informacji o nim możecie znaleźć na stronie, którą prowadzi : http://michalkolesar.net/?cat=5 .
W skrócie - człowiek ten związany jest z ALF-em , jednak jego działania mają troszeczkę inny charakter. Otóż przeprowadza tzw. jawne uwolnienia (open rescues). Z odsłoniętą twarzą wyciąga z ferm kurczaki , uwalnia zwierzęta z laboratoriów i ferm futrzarskich. Dokumentuje wszystko na kamerze wideo, a filmy potem pojawiają się w internecie. Zawsze podaje numer dowodu osobistego.
Dlaczego nie kryje się ze swoimi działaniami ,tak jak inni ludzie przeprowadzający akcje bezpośrednie?
Kolesar chce pokazać przez to społeczeństwu, ze to co robi - pomimo iż stoi to w sprzeczności z obowiązującym prawem - jest słuszne. Pokazując twarz zyskuje akceptację społeczeństwa. Ludzie uczą się wtedy, że akcje bezpośrednie nie mają nic wspólnego z terroryzmem. Co jest w tym wszystkim najlepsze - nie był jeszcze ani razu "karany" za swoje akcje bezpośrednie.
Oczywiście działając w ten sposób podejmuje duże ryzyko, a jakikolwiek wyrok uniemożliwi mu przeprowadzanie dalszych uwolnień.
Jedni nazywają go idiotą, inni podziwiają. Według mnie to niesamowicie odważny facet. Wszyscy, którzy wyśmieją jego działania, niech się zastanowią najpierw czy sami robią cokolwiek, aby ratować życie innych. Powtarzam - zawartość talerza to dla zwierząt wciąż za mało :)

Znajomy przetłumaczył ostatnio bookleta z jego kilkoma tekstami. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to piszcie: revolution_action@tlen.pl

Poniżej zamieszczam jeden z jego tekstów. Pojawił się tutaj w odpowiedzi na wszelkie pytania, jakie bardzo często zadają mi ludzie w związku z tzw. organic/eko/bio produktami odzwierzęcymi. podpisuję się pod tym tekstem w 100% , zatem zapraszam do lektury.


ORGANICZNA KIEŁBASA TO KŁAMSTWO!
- Michal Kolesar

Pewna młoda kobieta tłumaczyła mi kiedyś, że spożywa jedynie organiczne mięso, ponieważ nie chce brać udziału w okrutnym przemyśle mięsnym. Odpowiedziałem, że jeśli siedziałbym w celi, to cieszyłbym się, gdyby była schludna, z kablówką i seksem każdego wieczoru. Byłoby to lepsze niż spanie w brudzie, głodzie, będąc podgryzanym przez szczury i poniżanym przez strażnika. Byłoby to tysiąc razy lepsze, jednak cel uwięzienia byłby identyczny.
Czy chciałbyś być Żydem, Świadkiem Jehowy, niemieckim antyfaszystą lub Rumunem w Oświęcimiu, jeśli byłoby tam czysto? Zakładam, że nie. Czy komory gazowe byłyby w porządku, gdyby śmierć w nich była szybka i bezbolesna? Nie byłyby. Oczywiście byłoby to mniejsze zło niż Oświęcim pełen robactwa, gdzie gaz zabijał tak powoli, że ludzie walili głową w ściany, aby przyspieszyć śmierć. Lecz w tym przypadku lepsze nie oznacza dobre.
Czytałem kiedyś opowieść o Aleksandrze Macedońskim i Diogenesie z Synopy. Podczas przejażdżki konnej, Aleksander zauważył, jak Diogenes rozgrzebuje nogą stertę kości. Zapytany, co robi, odpowiedział, że rozmyśla nad różnicą pomiędzy kośćmi ojca Aleksandra a kośćmi jego niewolników. Pomimo że Diogenes to mój ulubiony cynik (1), tu się mylił. Różnica nie należy szukać w kościach, czyli w śmierci, lecz w życiu.
Organiczne rolnictwo, czy raczej bardziej organiczne rolnictwo, w większym stopniu troszczy się o zwierzęta niż duże fermy przemysłowe. Hoduje się bardziej odporne odmiany, młode muszą być karmione mlekiem matki (bydło – przez 3 miesiące, świnie 40 dni, owce i przez 45 dni), zwierzęta są narażone na mniejszy stres, rezygnuje się z niektórych technologii. Praktyki znane z ferm przemysłowych, takie jak zatłoczone klatki dla kur czy obcinanie ogonków prosiakom, nie mają tu miejsca. Znacznie ogranicza się też użycie środków fermaceutycznych i suplementów diety, takich jak stymulatory wzrostu i leki przeciwpierwotniacze (2). Stosowanie hormonów dopuszcza się tylko w określonych przypadkach, zabronione jest klonowanie i transfer embrionów, itd. Wszystko to stanowi ważny krok naprzód w sposobie, w jaki miliardy zwierząt są obecnie traktowane przez człowieka.
Jednakże, nie ważne jak bardzo zwolennicy takiego traktowania zwierząt by nas do tego przekonywali, nie jest prawdą, że zwierzęta z ich hodowli mogą swobodnie się przemieszczać i że w zamian za to, odpłacają się nam witalnością i zdrowiem, natomiast my otrzymujemy smaczne produkty, które możemy konsumować z czystym sumieniem (3). Zakłada się, że dopuszczalne jest wykorzystywanie i zabijanie zwierząt, pod warunkiem, że idzie to w parze z opieką nad nimi. Na pewno trzymanie zwierząt w ten sposób jest bliższe ich naturalnym potrzebom, jednak wciąż jest to ingerencja w ich naturalny cykl życia oraz poważne zaburzenie tego cyklu. Bez wątpienia zwierzęta są zdrowsze niż te z ferm przemysłowych, jednak mówienie, że mogą się nam odpłacić, gdy staną się smaczna potrawą, to dla mnie przewrotna logika. Fakt, że traktuję kogoś lepiej niż inni, nie daje mi prawa do zabicia go z czystym sumieniem i zajadania się jego mięsem.
Przedstawię to na podstawie prostego schematu. Ktoś porywa i morduje twoją ukochaną lub ukochanego i próbuje wytłumaczyć, że nie zrobił nic złego, ponieważ do chwili śmierci traktował ofiarę bardzo dobrze. Czyż nie jest niespójne i nielogiczne łączenie ze sobą obowiązku opieki i prawa do zabicia istoty, którą się opiekowaliśmy?
Pewnego razu wraz z pewnym bardziej organicznym rolnikiem zostaliśmy zaproszeni do dyskusji, podczas której mówił on, jak bardzo lubi swoje bydło i resztę swoich zwierząt, że bydło jest dla niego zawsze najważniejsze i że nawet do rzeźni odwozi je osobiście. Powiedziałem mu, że gdyby naprawdę lubił zwierzęta, to przede wszystkim nie zabierałby ich do rzeźni. Zaczął mi tłumaczyć, jak chętni i z jakim spokojem zwierzęta idą na śmierć. Dlaczego nie, skoro wydaje im się, że mogą mu ufać.
Kolejnym argumentem używanym do budowania dobrego wizerunku hodowli i uboju zwierząt, nie tylko na bardziej organicznych fermach, jest twierdzenie, że gdyby nie ludzie, zwierzęta żyjące na fermach w ogóle by nie istniały. Trzeba zdać sobie sprawę z jednej rzeczy: zwierzęta hodowlane są naszymi dłużnikami, daliśmy im życie, więc należą nam się ich jajka, mleko i mięso. Gdyby nie ludzie, nie byłoby krów, świń czy kur w stodołach czy na pastwiskach. (4) To oczywiście kłamstwo. Ani krowy, ani świnie, ani kury nie są nam nic dłużne, ludziom zależy po prostu na zdobyciu ich mięsa, mleka czy jaj.
Organicznym produktem czeskim na rok 2004 jest kiełbasa. Mówi się o niej jako o bio kiełbasie, jednak to myląca promocja. Organiczna kiełbasa to kłamstwo. „Bio” pochodzi z greckiego i oznacza „życie”, wątpię czy w martwej świni jest choć odrobina życia. Dlaczego więc mówi się o bio mięsie, bio jagnięcinie i bio kiełbasach? Co życie ma wspólnego z martwymi zwierzętami?
Powinniśmy pamiętać, że również w takim sposobie hodowli, zwierzęta są postrzegane jako produkty, towary, którymi można handlować i że prędzej czy później zostaną zabite.
Fundamentalne pytanie, jakie każdy powinien sobie zadać, brzmi: co jest nam potrzebne do życia? Czy potrzebujemy mięsa, mleka, jaj i miodu? Nie. Niedźwiedzi na motocyklach i słoni morskich w szortach? Nie. Eksperymentów na zwierzętach? Nie. Wszystko to jest nam niepotrzebne. A skoro nie ma potrzeby, nie ma też powodów, a co za tym idzie, nie ma też uzasadnienia. Dlaczego miałbym wybierać pomiędzy gorszym jajkiem a lepszym jajkiem, skoro mogę się bez nich obejść? Dlaczego miałbym wybierać pomiędzy mniej a bardziej okrutnym wyzyskiem, skoro jakikolwiek wyzysk jest zbędny?

1) Filozofia cynicka – nurt filozoficzny w Starożytnej Grecji, oparty na bezpośredniości, prostocie i dosadności, a wręcz surowości
2) Kokcydioza – choroba pasożytnicza drobiu i innych zwierząt. Leki przeciwpierwotniacze mają silny negatywny wpływ na układ odpornościowy zwierząt.
3) www.pro-bio.cz
4) Dipl. Ing. Reinhard Geßl, członek zarządu austriackiego stowarzyszenia naturalnej hodowli zwierząt: Etyczna odpowiedzialność rolników – dobro zwierząt a rolnictwo naturalne”, Biuletyn o rolnictwie organicznym, numer 25, Stowarzyszenie rolników organicznych PRO-BIO, Sumperk, listopad 2003

3 komentarze:

Poprzez pisze...

Mnie najbardziej irytuje opór ludzi przed wzięciem odpowiedzialności za swoje decyzje. Jesz mięso = masz krew na rękach. I nie ważne, że to nie Ty zabijasz. To umywanie rąk, udawanie, że się nie wie w jaki sposób zwierzęta są zabijane. Zawsze zadziwia mnie w jak śmieszny i żenujący sposób ludzie próbują uspokoić swoje sumienie. I pomyśleć, że to nas uważają za dziwologów, podczas gdy dla mnie
to ich postawa jest całkowicie niezrozumiała. Tymbardziej więc zawsze cholernie się cieszę, kiedy widzę pokrewne mi w tym temacie dusze. Oby było nas więcej. A zwłaszcza takich osób jak Michal Kolesar - ogromny podziw! Pozdrawiam.

LulaBum pisze...

dziekuje za ten artykul...czasami opadaja mi rece i braknie juz argumentow w dyskusjach o weganizmie. Takie artykuly dodaja sil i mocy :) Pozdrawiam

Sarenka pisze...

ze tez do tej pory tu nie bylam! ale napewno teraz zaczne.
Czyli wbrew temu co widac na wiekszosci blogow weganskich da sie ladnie fotografowac jedzenie weganskie. No prosze!
Ciesze sie ze tu trafilam i to nie tylko ze wzgledu na jedzenie.
Pozdrawiam