piątek, 9 października 2009

TOFUcznica

Tofucznica to niby taki standard , a ja ją wypróbowałam dopiero niedawno. Jakoś nigdy tofu nie może doczekać się u mnie bardziej wymyślnych potraw. W najlepszym wypadku trafia pokrojone w mała kosteczkę do sałatek czy makaronów. Z reguły zjadam je w czystej postaci , co chwila podgryzając z lodówki i tupiąc nogami ze złości za każdym razem, kiedy nagle - nie wiedzieć czemu - znika.
No cóż, nazwa bloga znikąd nie powstała :)




Składniki:
pół kostki tofu naturalnego
kilka dużych pieczarek
mała cebulka
ew. pomidor sparzony i obrany ze skórki
olej
sól, pieprz, kurkuma



Pieczarki pokroić, cebulkę posiekać i poddusić na oleju. Jesli lubicie z pomidorami - to tez teraz wrzuccie posiekane. Jak wszystko będzie miekkie, dodać pokruszone tofu i przyprawy. Smażyć, co jakiś czas mieszając , aż tofu zacznie nabierać takiej fajnej złocistej i chrupiącej skórki.

Smacznego!

poniedziałek, 5 października 2009

Tym razem na słono i na jesiennie...

...bo ostatnio ciągle wypieki i wypieki i słodkie i słodkie.

Moja matka zawsze powtarzała , że jak jest "zima ubiera się na zimowo, a latem na letnio". Według niej odpowiednio chodzisz zimą w ciemnym, latem w jasnym. Ciemne to szarości i ciemne brązy , a jasne w jej rozumieniu to beże i rożnego rodzaju srakowate brązy. Hmm... osobliwa teoria koloru, ale może i dałaby się obronić, gdyby kilku profesorów z mojej głupiej szkoły zechciałoby na takie dywagacje marnować czas.
A mama nawet do tej pory truje mi dupę o czarne spodnie w lipcu :)

Jakoże coś tam zawsze w genach się dziedziczy, ja mam po niej akurat podobne schorzenie - przypasowuje pewne potrawy do pór roku i jak po kolei po sobie następują to muszą w menu pojawić się odpowiednie dania. I nie chodzi tutaj o dostępność sezonową- bo w dzisiejszych czasach możesz przecież pomrozić, pomarynować, posuszyć - ale o pewne zajawki , które koniecznie muszą pojawiać się w danym miesiącu. Bórówki w sierpniu, buraki w październiku, grzybowe zupy w listopadzie :) Nie jestem tak konsekwentna jak rodzicielka i oczywiście odstępstwa od tych norm są bardzo częste :)

I obecnie jestem na etapie "idzie jesień, trzeba jeść jesiennie" i chodzi za mną w kółko dynia. Dynia jednak do domu trafić nie może, ale październik dopiero się rozpoczął - będzie czas.

Kolejnym jesiennym klimat to różnorodne wariacje leczo i potrawek typu jednogarnkowego. Narazie testuje i przekształcam różne pomysły z książki Another Dinner is Possibile .


Wypróbowałam ziemniaczki po prowansalsku, które okrasiłam akcentem typowo polskim : mizeria , uha!



Składniki:
5 sredniej wielkosci ziemniaków
1 puszka pomidorów pokrojonych
1 mini słoiczek przecieru pomidorowego
1 mała cukinia
1 mała marchewka
1 cebula
3 ząbki czosnku
4 łyżki oleju z pestek winogron
zioła : bazylia, tymianek, rozmaryn, oregano, estragon
pieprz czarny i sól do smaku

Ziemniaczki obrać i pokroić na mniejsze kawałki, po czym ugotować na parze. W miedzyczasie należy przygotować sos. W garnku rozgrzać olej i wrzucić posiekaną cebulkę i czosnek oraz pociętą w talarki marchewkę. Dusić na wolnym ogniu przez 10 minut, po czym dodać cukinię i dusić przez następne 10. Kiedy warzywa zmiękną dodać do nich pomidory i przecier. Dusić wszystko ze sobą parę minut. Na koniec posolić , dodać pieprzu i zioła, które przed posypaniem proponuje rozetrzeć w dłoniach, aby wydobyć ich aromat.

Całość wymieszać delikatnie z ziemniaczkami i serwować gorące.

Mizerię przygotowałam z pociętego w plasterki ogórka zielonego , posolonego , popieprzonego, pomieszanego z jogurtem soy. Obok kiełki lucerny , bo smaczne i zdrowe.


A do popicia polecam sok jabłkowy z sokowirówy, którą ostatnio zabrałam rodzicom, bo się kurzyła.




Smacznego!

czwartek, 1 października 2009

Muffiny c.d.

Jak obiecywałam - zamieszczam kolejne zdjęcia ostatnio wyprodukowanych babeczek.

Ostatnio nie zamieszczam elaboratów refleksyjnych, a to dlatego, że wszystkie lądują w pewnym miejscu. Jak ten pomysł wypali, to oczywiście poinformuje odpowiednio.

O jednej rzeczy należy jednak napomknąć . Spójrz w kalendarz. Pierwszy października to nie tylko kombek na studia.
Mamy Miedzynarodowy Dzien Wegetarianizmu , a jutro - Dzien Zwierząt Hodowlanych.
Niech to zmusi bardziej opornych do wyprobowania jedzenia wolnego od śmierci i cierpienia. Przepisów na tym blogu znajdziecie mnóstwo, może czas w końcu wcielać to w życie?

Na razie łapcie to:



Muffinki czekoladowe z masłem orzechowym i czekoladą


Ciasto:
1 szkl. mąki pszennej
1/2 szkl. mleka waniliowego
1/4 szkl. cukru trzcinowego
1/4 szkl. oleju
kilka kropel esencji lub aromatu rumowego
3 duże łyżki kakao
płaska łyżeczka sody

Ciasto przyrządzić w taki sam sposób , jak przy poprzednich babeczkach.

Dekoracje zrobiłam używając dużej łyzki crunchy masła orzechowego na każdą babeczkę. Czekoladowe płatki powstały w wyniku roztopienia gotowej polewy czekoladowej (sprawdz skład) i wylania niewielkiej ilości na płaski talerzyk. Nalezy rownomiernie rozlozyc ja cienką warstwą i wstawić do lodówki na około 15 minut. Jak zastygnie - łamać i powtykać w masło orzechowe.




Muffiny czekoladowe z tofu -musem czekoladowym (wyżej)
Muffiny wiśniowe z kremem z orzechów nerkowca i ciasteczek razowych (niżej)



Przepis na ciasto do czekoladowych muffinek jest identyczny jak powyżej. Całym sekretem jest tutaj mus - pomysł zaczerpnięty z Vegan Cupcakes Take Over World .

Zmodyfikowałam go nieznacznie do warunków polskich oraz moich domowych, bowiem raz - nie spotkałam się u nas z deserowymi chipsami czekoladowymi, podanymi w tym przepisie,toteż zastosowałam roztopioną polewę czekoladową. A dwa - nie miałam syropu z agawy do osłodzenia więc dodałam melasy.

Podaje zatem swoją wersję musu:

kostka naturalnego tofu (najlepsze jest takie miękkie, np. takie z różową etykietką z rysunkiem pandy firmy Solida Food)
3 łyzki roztopionej wegańskiej gorzkiej czekolady/ czekoladowej polewy
1/4 szkl. mleka sojowego
2 łyzki melasy lub syropu z agawy
kilka kropel esencji waniliowej


Pokruszyć tofu, dodać mleko , melasę i wanilię. Zmiksować wszystko blenderem na gładką masę. Rozpuścić polewę według zaleceć na opakowaniu, a jesli uzywacie czekolady to najlepsza opcją będzie kąpiel wodna. Musicie wziąc dwa garnki - jeden trochę większy od drugiego lub metalową miskę i większy od niej garnek. Wlewacie do większego garnka dużo wrzącej wody(tak, żeby "dotykała" drugiego garnka czy miski), na niego kładziecie mniejszy z pokruszoną czekoladą. Mieszacie drewnianą łyżką aż się rozpuści.

Rozpuszczoną czekoladę dodajecie do tofu i miksujecie na najnizszych obrotach. Całość przełożcie do zamykanego naczynka, ewentualnie nakryjcie folią aluminiową (aby tofu nie nabrało zapachów lodówki) i wstawcie do lodówki na pół godziny.

Nakładajcie za pomocą rekąwa lub szprycy do dekorowania ciast. Ja dodatkowo posypałam mus kuleczkami czekoladowo- waniliowym (jeszcze raz powiem - skład obadajcie!)


Pomysł na kolejne muffiny - również zaczerpnięty z tamtej książki - zrodził się z popularnego w Stanach i UK mieszania kremów i jogurtów z pokruszonymi ciasteczkami . Ja uzyłam tutaj digestive' ów (razowe herbatniki) z Marks&Spencer. Możecie użyć dowolnych wegańskich ciasteczek.

Ciasto wiśniowe:
1 szkl. mąki pszennej
1/2 szkl. mlek
1/4 szkl. cukru trzcinowego
1/4 szkl. oleju
płaska łyżeczka sody
pól szklanki wydrążonych wiśni

Składniki - poza wiśniami - zmiksować, dodać wiśnie. Przelać do foremek i piec w temperaturze 200 st. C przez 15-20 minut.
Na wierzch nałożyłam krem z nerkowców , który wymieszałam z 4 pokruszonymi ciastkami. Element wieńczący całość to ćwiartka ciastka wbita w kremową masę.



Smacznego!



wtorek, 29 września 2009

Fabryka muffinek

Po moich ostatnich licznych akcjach w stylu "rzucam studia, bo są zbyt gówniane i mnie wkurwiają i ograniczają i demotywują do życia" obrałam sobie kilka innych celów . Oczywiście głupi zdrowy rozsadek mówi, że mam je skończyć, żeby mieć ten zasrany mgr - żeby mieć ten zasrany wybór. No i pewnie tak zrobię, ale chyba bym się już porzygała na myśl o pracy w tej dziedzinie.

Jak dobrze pójdzie - będzie cukiernia. Co więcej - marzę o prawdziwej fabryce muffinek.


A poniższe wypieki - przygotowane na gig, który ostatnio organizował kumpel w Starym Kinie - stanowią element wprawki przed tym sporym przedsięwzięciem.
Była tarta, bo jeszcze nigdy jej na koncertach nie prezentowałam, a chodziła za mną od dawna - obczaj te przepisy . Były też cztery rodzaje muffinek, bo ostatnio pożyczyłam od znajomych niesamowite źródło inspiracji , jakim jest książka Vegan Cupcakes take over the world . Miałam większe ambicje co do dekoracji i rozmaitych kremów, ale niestety wszystkie bazowały na margarynie (takiej twardej w kostce) , a takowej wegańskiej w Poznaniu nie znalazłam, nawet w miejscach, w których wcześniej bywała:) . Staram się nie stosować wszelkich utwardzonych tłuszczów smalcopodobnych (poza tym krem na tym nie smakowałby kremem ale smalcem, a to przecież nie to), a margaryna do pieczywa jest za miękka i nie związałaby masy należycie.
Ale spoko - zamówię odpowiednią z neta i będę dalej eksperymentować:) Teraz dekoracje i ich koncepcję wymyśliłam sama, poza zaczerpniętym z wymienionej książki musem czekoladowym.




Tarta wiśniowo- jabłkowa

Ciasto:
1 szkl. mąki pszennej
1 szkl. mąki razowej
1/3 szkl. oleju
3 łyżki cukru trzcinowego
łyżeczka melasy (opcjonalnie, aby trochę ciemniejszy kolor ciasta był )
6 - 8 łyżek wody

Nadzienie:
pół słoiczka konfitur wiśniowych (lub wydrążone wiśnie pocięte w połówki)

4 jabłka pocięte w plasterki

Kruszonka:
3 łyżki mąki
3 łyżki cukru
3 łyżki oleju
2 łyżki płatków owsianych lub migdałowych
trochę wody



Wszystkie składniki ciasta zagnieść porządnie, tak aby utworzyło zwartą kulę. Potem - jak macie czas - to wrzucić do lodówki na pół godzinki i potem się będzie ładnie rozwałkowywało. Jak nie macie czasu - to po prostu porwać je na mniejsze kawałki i tak stopniowo wyłożyć całą blaszkę, pamiętając także o brzegach. Obojętnie jaką metodę wybierzecie - ciasto sie upiecze, więc nie ma co się przejmować. Pamiętajcie o tym, żeby posmarować blachę olejem i posypać bułką tartą, aby potem ładnie odeszło. Ostatnio nabyłam nową blaszkę - bo teściowie nie mieli żadnej okrągłej, a trzeba takową do tarty mieć. Wykonana jest z teflonu, więc nic nie przywiera bez żadnego smarowania i obsypywania :)

Na tak przygotowane ciasto, wyłożyć konfiturę i rozsmarować ją po całej powierzchni . Na to nałożyć pocięte w plasterki jabłka. Jeśli używacie całych wiśni to niech stanowią pierwszą warstwę (ułóżcie połówki w ten sposób, żeby skorka była do dołu).

Przygotować kruszonkę w następujący sposób - wymieszać wszystkie składniki do uzyskania postaci kruszonkowej :). W razie czego dodawać albo trochę wody (jeśli za suche) albo płatków owsianych (jeśli za mokre). Posypać całe ciasto.

Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 200 st. C i piec około 35 minut.


Smacznego!


Babeczki waniliowe ze słodkimi pierdołami

Ciasto:
1 szkl. mąki pszennej
1/2 szkl. mleka waniliowego
1/4 szkl. cukru trzcinowego
1/4 szkl. oleju
kilka kropel esencji lub aromatu waniliowego
płaska łyżeczka sody

Zmiksować powyższe składniki i przełożyć ciasto do foremek, zostawiając niecały centymetr od góry -tak, aby mogły spokojnie wyrosnąć. Piec w temperaturze 200 st. C przez około 20 minut.
Do dekoracji użyłam kupnego żółtego lukru i posypki kolorowej oraz wegańskich żelków pociętych w małe plasterki. Pamiętaj o sprawdzeniu składów i wszystko nakładaj kiedy ciasto wystygnie !


Smacznego!

Reszta zdjęć i przepisów wspomnianych słodkości niebawem, bo muszę już wychodzić z domu.

poniedziałek, 28 września 2009

Lody też mogą być wegańskie ...



...a w dodatku mogą być tak smaczne, że zaniemówicie.

Byłam w weekend u siostry w Trójmieście i obowiązkowym punktem wycieczki musiała być nowo otwarta 100% wegańska lodziarnia Gelati Giuseppe. Kurcze, umarłam tam.

Nie chodzi juz nawet o to, ze to lody, bo sporo tego zjadłam będąc weganką. Zarówno kupne sorbetowe i niesorbetowe, włoskie z maszyny, w czekoladzie na patyku.

Te lody są bezkonkurencyjne. Nigdy nie jadłam takich w całym swoim życiu.

Ogromne porcje bez konserwantów , barwników i całego tego chemicznego gówna, wytwarzane na bazie mleka sojowego i ryżowego oraz organicznych owoców i warzyw (w ofercie są nawet marchewkowe i buraczkowe) , orzechów, kakao , wanilii z dodatkiem naturalnych słodzików takich jak chociazby syrop z agawy.
100% produkcji rzemieslniczej- 0% grycan - jak to mawia Pan Giuseppe.
Wszystko za rozsądną cenę, jesli zestawimy to z cenami zwyklych lodów w tradycyjnych lokalach (mniejsza porcja 3 smaków w wafelku bez czekolady - 6 zl, duża porcja widoczna na zdjeciu ponizej + wafelek w czekoladzie- 10 zl).

W ofercie jest około 30 propozycji. Do wyboru zwykle 8., bo przygotowuje te smaki sam każdego poranka. Jesli chcecie to szukajcie namiarów w necie, bo dojezdza na przyjecia:)
Co prawda nie bylo wtedy akurat mojej obsesji - lodow kawowych, ale to co zjadlam i tak przebiło wcześniejsze upodobania.

Smaki - straciatella (waniliowe z pokruszoną czekoladą) + jakieś na c..., które smakowały jak nutella + czekoladowe.




Później poszliśmy na dokładkę, wiec wzięłam bananowe , wiśniowe i marchewkowe.
Ekstra uczta;]

------------------------------------------------------------------

Dawno mnie tutaj nie było, bo miałam sporo wyjazdów, ale nadrabiam już zaległości. Na pierwszy rzut :





najlepszy deser września

1 banan przekrojony wzdluz
łyzeczka melasy
platki migdalowe

Wszystko ulozyc w sposob widoczny na zalaczonym obrazku i zajadać:)

wtorek, 15 września 2009

łakocie!

Ostatnio odwiedziła mnie moja siostra i przywiozła dwie najpyszniejsze rzeczy na świecie.

Pierwsza z nich to pączki.

Co prawda - nawet już będąc weganką - dużo ich zjadłam , bo przepis banalnie prosty. Ale żadne poprzednie nie dorównują tej wersji - donuty i takie tradycyjne nadziewane czekolada , obficie polane różowym gęstym lukrem i posypane wiórkami czekoladowymi. Można umrzeć ze słodkości.



Składniki (proporcje na bardzo dużo pączków:) ) :
1 kg mąki pszennej
2/3 szklanki oleju
2,5 szklanki mleka waniliowego soy/ryż
2/3 szklanki cukru trzcinowego
10 dag drożdży
łyżka octu
nadzienie - wegańska czekolada gorzka
olej do smażenia


Podgrzewamy olej w jednym garnku. W drugim garnuszku podgrzewamy mleko z cukrem. Gdy mleko będzie podgrzane - wlewamy ok. 5 łyżek do miski , dodajemy szczyptę mąki i cukru i w takiej miksturze rozrabiamy drożdże. Odstawiamy i czekamy aż zaczną rosnąć.
Potem dosypujemy stopniowo mąkę i ugniatamy ciasto na przemian dolewając mleko, dosypując znowu mąki i dolewając ciepłego oleju. Cały czas dodajemy wszystkiego po trochu na przemian - i ugniatamy, ugniatamy, ugniatamy (w międzyczasie należy jeszcze dolać ocet - jest to konieczne, bo spulchnia ciasta i blokuje nadmierne wchłanianie oleju podczas smażenia).

Po wyrobieniu ciasta formujemy pączki . Bierzemy nieduży kawałek , spłaszczamy go lekko, nadziewamy i formujemy kulkę. Jesli mamy ochotę na donuty to robi się to tak - formujemy kulkę, spłaszczamy ją porządnie i kieliszkiem wykrawamy środek:)

Gdy już zrobimy wszystkie pączki, układamy je na blacie i następnie zakrywamy ściereczką by wyrosły, tak na około 30 min.

Pod koniec rozgrzewamy w rondlu olej i wrzucamy pączki kolejno do garnka. Smażą się bardzo szybko, więc jak zbrązowieją to znak , że time is out.

Potem proponuję odsączyć je na papierowych ręcznikach i jak tylko troszeczkę ostygną to można jeść.

Jako dekorację można użyć zwykłego cukru pudru bądź przygotować lukier i sypać rożnymi wiórkami, orzechami, posypkami :)

------------------------------------------------------------------

Pączki były tylko przygotowaniem do prawdziwego cuda, jakim mnie uraczono później. Ciasto to wymyśliła moja siostra i nazwała je (niefortunnie według mnie, ale co tam - spierać się nie będę) wegańskim snickersem. Wolę nazywać je ciastem karmelowo - orzechowym i tyle :) Powiem jedynie, że jest to najlepsze ciasto jakie kiedykolwiek w życiu jadłam.


Przepis tutaj

I znowu mity o konieczności zastosowania
jajek i mleka
zostały obalone.


Jeśli ktoś spragniony dodatkowych wrażeń to
zapraszam do poślinienia się przy
tym.
Planuję w przyszłości sama otworzyć taką knajpkę.


poniedziałek, 14 września 2009

Zgarnij wszystko z lodówki i zrób sałatkę!


Sałatka z tofu i kiełkami słonecznika

3 czerwone pomidory
1 żółty pomidor
garść zielonych oliwek
garść kiełków słonecznika
pół kostki tofu naturalnego
troszkę posiekanej natki pietruszki
płatki migdałowe do dekoracji
sól i pieprz do smaku
2 łyzki oleju z pestek winogron


Pomidory pokroić w kostkę, oliwki w plasterki, a tofu w cienkie paski lub mniejszą kostkę. Dodać kiełki , sól, pieprz i olej i delikatnie wymieszać. Przed podaniem posypać natką i płatkami migdałowymi.

Bardzo rzadko używam przepisów na sałatki czy surówki, bo z reguły wymyślane są tak jak ten - na zasadzie "połącz to, co masz w lodówce".

Dzieje się tak między innymi z tego powodu, że czasem zostają resztki i trzeba jakoś zakombinować, żeby jeszcze je wykorzystać.

Wszystko dlatego , że ja po prostu nienawidzę marnowania jedzenia.

Odnoszę to do wszystkich dziedzin życia.

Nienawidzę też wyrzucania sprawnych sprzętów.
A także wymieniania zawartości szafy na każdy sezon.
Nienawidzę po prostu bezmyślności ludzkiej.


Takie przemyślenia nachodzą mnie za każdym razem, kiedy przechodzę koło śmietników.

Człowiek bezmyślnie kupuje i konsumuje.
Promocje, dodatki, obniżki i całe to gówno.


Półki się uginają pod naporem całej kolekcji butów , z których większość była na nogach tylko raz (albo i nie - bo przecież "takie buty nie są do zwykłego chodzenia").
Kuchnia i lodówka pękają w szwach , bo to normalne , że dwie osoby nie są w stanie zjeść tyle ile pięcioosobowa rodzina. Ale chleba nigdy w domu nie może zabraknąć!
W markecie pojawia się telewizor wielki jak szafa, płaski jak kartka A4. Trzeba kupić, bo ten obecny juz ma dwa lata. Taki staroć nie potrafi sprostać wymaganiom. Nie można przecież pauzować transmisji meczu!


Ten świat żyje według zasady - KUPUJĘ , WIĘC JESTEM.
Dzień bez wizyty w centrum handlowym dniem straconym!

To wszystko to przecież normalna sprawa. Przecież skoro ktoś ma pieniądze- niech kupuje. To jedyna przyjemność życia. Poza tym - jak Cię widzą, tak Cię piszą.
Czego ja się tutaj czepiam.

Jak dla mnie - wątpliwa przyjemność i wątpliwa normalność.
Rozbawione panienki z rękoma uginającymi się pod naporem plastikowych toreb (wiadomo - nowe koszulki, promocyjne rajstopki, szminki powiększające usta, coca cola light) , które wbiegają w objęcia swoich pachnących mężczyzn, (ogolony u fryzjera za stówę, patrz jakie ma dobre spodnie, a jaki telefon, no no ) prosząc ich o dodatkową kasę na buty z Zary.
Można się porzygać.

Jeśli chcesz się od tego odciąć - jest ciężko. Na szczęście natura wyposażyła nas w mozg, problem tylko- czy odpowiednio z tego daru skorzystasz.

Kupuj z głową.
Kupuj to, co jest Tobie faktycznie potrzebne.
Kupuj tyle, ile możesz zużyć i zjeść.
Nie produkuj tylu śmieci, nie marnuj jedzenia, nie trać wody i prądu.
Używaj wielokrotnie, odwiedzaj lumpeksy i komisy.
Jeśli coś się zepsuje- spróbuj to naprawić.
Jeśli czegoś już nie potrzebujesz, oddaj to komuś, kto zrobi z tego użytek.

I na koniec - wszystkim opornym, którzy nie chcą używać głowy i swoją wiedzę budują tylko w oparciu o potwierdzone naukowe źródła - czyt. Wikipedia - proponuje zapoznać się z poniższą definicją:

Konsumpcjonizm to postawa polegająca na nieusprawiedliwionej (rzeczywistymi potrzebami oraz kosztami ekologicznymi, społecznymi czy indywidualnymi) konsumpcji dóbr materialnych i usług, lub pogląd polegający na uznawaniu tej konsumpcji za wyznacznik jakości życia (lub za najważniejszą, względnie jedyną wartość) – hedonistyczny materializm.

Zastanów się czy chcesz dalej brnąć w ten syf?