Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kremy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kremy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lipca 2011

Tiramisu , aha!


Pierwsze wegańskie tiramisu w moim życiu jadłam w Berlinie. Miało to miejsce jakieś 2 lata temu, w bardzo kochanej knajpce na Kreuzbergu - Yellow Sunshine, która specjalizuje się w serwowaniu fastfoodów i słodkości w wersji weg(etaria)ńskiej.

Jakiś czas temu, kiedy mieliśmy zapasy silken tofu, postanowiłam zrobić kilka pucharków , tak dla umilenia wieczoru. Muszę jednak przyznać, że przepis ten nie jest jednak idealny. Kilka dni temu, moja koleżanka przygotowała najlepsze i najbardziej puszyste tiramisu na świecie. Jestem właśnie na etapie otrzymywania sekretnej receptury i niedługo się nią z Wami podzielę.

Zamiast silken tofu oczywiście możecie zastosować zwykłe, z tą jedną uwagą - koniecznie dodajcie trochę mleka sojowego i oleju podczas miksowania.

Składniki (na 8 szklanek):
  • 1 biszkopt, upieczony chociażby z tego przepisu
  • 2 op. silken tofu
  • 1/2 szkl. cukru pudru
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej lub kilka kropel aromatu wanilinowego
  • 2 filiżanki mocnej czarnej kawy (parzyłam w kawiarce)
  • 2 łyżki ciemnego rumu
  • kakao, kawa rozpuszczalna drobnogranulkowana i starkowana gorzka czekolada do posypania

Biszkopt dzielimy na małe kawałki, prostokąty lub kwadraty , które będą pasowały do pucharków. Tofu, cukier puder i wanilię miksujemy na gładką masę. Kawę mieszamy z rumem i nasączamy nią biszkopty.
Następnie warstwami w każdym pucharku nakładamy biszkopt i masę serową. Całość zwieńczamy posypką kakaowo-kawową i wiórami czekoladowymi.

***

Miałam przez chwilę pomysł, aby ogarnąć tofu i dzisiaj znowu je przyrządzić.
Jednak pomysł przegrał walkę z butelką zimnej hopcoli , która towarzyszyła mi przy całodniowym tańcu i śpiewach z genialną Madonną. Idę tańczyć dalej, a co!


czwartek, 10 lutego 2011

Francuska tarta z warzywami i nibyserem.



Pieczone obiady!!!
Pisałam już w poprzednim poście, że dostęp do piekarnika jest , więc cześciej bedą takie specjały gościć na tym blogu. Teraz przepis na najprostszą na świecie tartę. Zaopatrzcie się tylko w gotowe ciasto francuskie (większość tych tańszych jest vegan, ale sprawdźcie skład), ulubione warzywa i do dzieła. Ja użyłam tego, co było pod ręką - kawałek brokuła, 1 mała marchewka, 1 cebulka i mała cukinia.Cały sekret tkwi w sosie , pod którym owe warzywa zapiekacie. Jest bardzo prosty w przygotowaniu i stanowi ulepszoną wersję kremu z nerkowców, a przepis na niego podawałam tutaj.


Nibyserowy sos nerkowcowy :
  • 1/2 szkl. nerkowców, namoczonych w wodzie na minimum pół godziny
  • 2 łyżki oleju
  • 2 czubate łyżki płatków drożdżowych
  • szczypta soli
  • świeżo mielony czarny pieprz , słodka papryka mielona, zioła prowansalskie
  • woda

Wszystkie składniki miksujemy, powoli dolewając niewielkie ilości wody . Musimy uzyskać konsystencję zbliżoną do serka topionego . Polewamy warzywa ułożone na cieście (ważne jest, aby nie zgniatać ciasta francuskiego ani nie przyklejać go do blaszki - po prostu delikatnie ułożyć) i pieczemy 20 minut w temperaturze 180 stopni C.


I w ramach wyjaśnienia - nie, nie robiłam ciasta sama :) Mąka jest na stole, ponieważ chłopak robił domowy makaron na lasagne (jak dla mnie jest mistrzem domowego makaronu, więc jakoś musiałam to zaakcentować na tym blogu) . Przepis na lasagne jutro.

środa, 12 stycznia 2011

Zimowa alu patra i sezamowy dressing na bazie nerkowców.

Zimą zawsze ogarnia mnie kombinowanie potraw na hinduską modłę. Nawet jak już nie ma czego skonstruować z lodówkowych resztek, to robię sobie na obiad chociażby ryż z garam masalą i startą marchewką z kokosem . Prawdopodobnie to moje parcie na korzenne potrawy i wszystko, co ogrzewa ( bo pochodzi z kraju, gdzie ciepło, więc to logiczne :)) podkręcane jest przez świdrujące głowę oferty knajp , umieszczone na potykaczach. Przechodzisz przez Stare Miasto, mróz wciska się w uszy, tracisz równowagę na lodzie lub piaskowo-solno -roztopowej breji i co chwila atakują Ciebie zewsząd gorące czekolady z chilli, rozgrzewające dawki kakao z cynamonem i wzmacniające herbaty darjeeling z hibiskusem i plastrami pomarańczy. Do tego trafiasz na stoisko z przyprawami na wagę i znowu zmasowany atak. Wracasz do domu i parzysz kolejną chai tea, rozpuszczasz czekoladę i zjadasz ją z cynamonem , a wieczorem pijesz napój imbirowy z cytryną i melasą.

Naturalną koleją rzeczy jest też przyjmowanie tych smaków w formie stałej. Znowu sięgnęłam po książkę "Kuchnia Kryszny" , żeby przyrządzić odwlekany od dawna zestaw : alu patra, czyli smażona rolada z ziemniaków i gadżar wada - krokiety marchwiowe (przepis na nie pojawi się na dniach). Alu patra zrobisz bardzo szybko. Wystarczy tylko wcześniej ugotować ziemniaki (możesz wykorzystać też resztki z obiadu), a całość łącznie ze smażeniem zajmie Ci 20 minut. Spróbujcie tego przepisu, bo naprawdę warto.

Dressing sezamowy wymyśliłam sama, mając do dyspozycji ostatnie pół szklanki nerkowców , które trzeba było jakoś dopełnić. Efekt był zdumiewająco dobry.


Alu patra - smażona rolada z ziemniaków
proporcje na około 25 sztuk(przepis cytuję z książki Kuchnia Kryszny)

  • 4 średniej wielkości ziemniaki
  • 2 łyżki wiórków kokosowych
  • 2 łyżeczki ziarna sezamowego
  • 2 łyżeczki brązowego cukru
  • 2 łyżeczki startego świeżego imbiru (można zastąpić łyżeczką granulowanego)
  • 2 posiekane zielone chili (w swojej wersji zastąpiłam szczyptą suszonego chilli)
  • 1 łyżka posiekanych liści kolendry(można zastąpić natką pietruszki)
  • 2 łyżeczki garam masali
  • 1½ łyżeczki soli
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 200 g mąki pszennej
  • ½ łyżeczki kurkumy
  • ¼ łyżeczki pieprzu cayenne
  • 2 łyżki oleju
  • pół szklanki wody
  • olej do smażenia

Najpierw przygotowujemy nadzienie.
Ugotować ziemniaki w łupinkach, a następnie obrać je i rozdrobnić widel
cem w misce razem z wiórkami kokosowymi, sezamem, cukrem, imbirem, chili, kolendrą (natką), garam masalą, solą(1 łyżeczka) i sokiem z cytryny.

Gdy nadzienie stygnie robimy ciasto. Mieszamy ze sobą kurkumę, mąkę i pieprz cayenne, pozostałą ilość soli i 2 łyżki oleju. Powoli dolewany wodę i wyrabiamy ciasto (zagniatać tak długo, aż stanie się miękkie i elastyczne). Czasem w zależności od rodzaju mąki, trzeba dolać trochę więcej wody lub podsypać mąką. Ocenicie to sami.
Ciasto podsypując mąką należy rozwałkować na duży prostokąt o grubości ok. 3mm i równomiernie rozprowadzić na nim nadzienie. Potem zwinąć w rulon. Jeśli nie chce Wam się skleić , posmarujcie brzeg ciasta wodą i po kłopocie. Wałek ciasta pokroić w krążki grubości ok. 1,5 cm. Ważne, aby przy krojeniu nie dociskać od razu noża w dół, ale kroić tak , jak się kroi chleb - wtedy zachowacie ładny kształt krążków (zasada ta sprawdza się przy wszystkim, co ma rożne warstwy : lasagne, torty, zapiekanki)
Potem rozgrzewamy olej na patelni i smażymy krążki z obu stron, aż będą koloru złotobrązowego.

Podajemy je jako dodatek do konkretnego obiadu lub przekąskę z ulubionym sosem. Koniecznie spróbujcie tego:

Dressing sezamowy na bazie nerkowców
  • pół szklanki nerkowców, namoczonych na minimum pół godziny (im dłużej tym lepiej)
  • 2 łyżki tahini (lub 2 łyżki uprażonych ziaren sezamu, zmielonych w młynku do kawy , wymieszanych z łyżką oleju)
  • szczypta soli
  • szczypta świeżo zmielonego czerwonego pieprzu
  • woda
Wszystkie składniki miksujemy razem aż do uzyskania jednolitej konystencji, stopniowo dolewając wody do uzyskania konsystencji gęstej śmietany.

***
Przy okazji garść ogłoszeń :)

Skonczyliśmy właśnie najnowszy numer zina Let's taste a revolution! . Już była informacja na blogu, ale przypominam w razie czego. Zamówienia składajcie na mojego maila revolution_action@tlen.pl. Cena 3 zł + przesyłka .



niedziela, 28 listopada 2010

Hummus!

Dawno już nie publikowałam nic na blogu, a to za sprawą miliona wydarzeń - dobrych i niedobrych - które spadły na głowę. W międzyczasie pojawił się nowy layout, ot tak dla odświeżenia. Teraz w końcu sprawy się poukładały i powracam, dzieląc się z Wami najlepszą rzeczą na świecie - domowym hummusem. Generalnie jeśli mam wymienić jedzenie, które nie znudzi mi się nigdy, to są to dwie rzeczy - zielona herbata i hummus. O herbatach już kiedyś post był, a teraz czas na to drugie cudo.

Po co mamy jeść ciecierzycę?
Po pierwsze, bo jest bardzo smaczna . Jednak dla wszystkich spragnionych info żywieniowego, po krótce tylko wymienię, że to doskonałe źródło wartościowego białka. Zawiera dużo cynku, wapnia, magnezu, żelaza i kwasu foliowego. Gratis macie w niej dużo witamin z grupy B.


fotka z google'a

Poniżej zdjęcie suchej i namoczonej ciecierzycy. Generalnie z jednej szklanki suchego ziarna uzyskacie 3 szklanki ugotowanego. Zatem opłaca się wygospodarować odrobinę czasu i nie polegać na ciecierzycy w puszce.

foto stąd


Ciecierzycę można także przerobić na kiełki, które wyglądają tak :

fotka z google'a

Należy namoczyć ziarna na noc, a drugiego dnia postępować jak ze zwyczajnymi kiełkami. Wrzucić je do słoika, moczyć dwa razy dziennie przez 15 minut, odlewać wodę i potem trzymać w ciepłym miejscu. Po kilku dniach będą takie cuda.

A czym właściwie jest hummus?
Jak mówi nieoceniona wiki, to po prostu حُمُّص‎ - ciecierzyca po arabsku . Cudo pochodzi oryginalnie z Libanu, ale generalnie popularne jest na całym Bliskim Wschodzie.
Jest kilka zasad , których trzeba przestrzegać , aby jarać się hummusem tak samo, jak jaram się nim ja. Po pierwsze - ciecierzyca. Żadne tam zamienniki w postaci grochu zwykłego polskiego ani białej fasoli. Pasty z nich są przepyszne, ale do hummusu im daleko. Druga rzecz - tahini . Hummus bez tahini to zwykła pasta z cieciorki. Inny smak, inna konsystencja. Dobre tahini można dostać w sklepach arabskich albo zrobić je samemu , na przykład według tego przepisu.
Trzecia rzecz - czosnek i cytryna . Tak, tak, tak . Hummus bez czosnku i cytryny to jak hummus bez ciecierzycy i tahini :).

Dużo ludzi tworzy wariacje nt. hummusu, dodajac do niego suszone pomidory i różne zioła. Jednak ja zawsze pozostaje wierna prototypowej wersji.

I co do serwowania hummusu - najlepiej smakuje wybierany z miseczki ciepłą pitą arabską pokrojoną w paseczki. Koniecznie trzeba polać go przed podaniem oliwą z oliwek lub dobrym olejem i skropić sokiem z cytryny. Potrawa ze zwykłego smarowidła do chleba staje się czymś niesamowicie szczególnym. Jednak także sprawdza się na kanapkach - po polsku, tradycyjnie , z warzywami lub bez.

  • 1 szkl. ugotowanej ciecierzycy (lub 1 puszka gotowej)
  • szczypta soli i pieprzu
  • sok z jednej cytryny
  • 2 łyżki tahini
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/3 szkl. oliwy z oliwek lub dobrego oleju
  • pół szkl. wody

Ciecierzycę miksujemy ze wszystkim składnikami , poza olejem i wodą. Następnie dolewamy stopniowo olej , dalej miksując. Potem zawsze dodaję poł szklanki wody, bo wolę rzadszy hummus. Jednak jeśli chcesz - to zmniejsz ilość wody lub wyeliminuj ją całkowicie.

środa, 10 listopada 2010

Tarta warzywna z sosem nerkowcowym - przepis z Wegańskiej Niedzieli


Czasu mam dzisiaj szalenie mało, więc tylko krótki post z przepisem. Obiecywałam , że się pojawi wczoraj , więc muszę nadrobić zaległości. Niemniej jednak chciałam podziękować Wam za tak liczny udział we wszystkich imprezach. Następne wkrótce!


Składniki :

ciasto
1 szkl. mąki pszennej
1/3 szkl. oleju
szczypta soli
3 łyżki zimnej wody

farsz
1/4 małego kalafiora , podzielonego na rozyczki
1 marchewka, starta na grubo
1 mała papryka + 1 cebula, pocięte drobno i podduszone na oleju
sól, pieprz, estragon, bazylia, rozmaryn

sos
50 g nerkowców, namoczonych na noc w wodzie
1 ząbek czosnku
4 łyżki wody
1 łyżka oleju
bazylia, sól, pieprz

Ciasto zagniatamy i odstawiamy do lodówki na kilka godzin (lub zamrażarki na pół godziny) . Następnie wykładamy nim formę i brzegi. Układamy składniki nadzienia - krzyż kalafiorowy :) , potem obok drugi krzyż z marchewki i w pustych miejscach papryka z cebulką. Odcedzamy nerkowce i miksujemy je z resztą składników. Polewamy tartę. Całość pieczemy w temperaturze 180 st. C przez 30 - 35 minut.

czwartek, 14 października 2010

Oswajamy tofu! Twarożek z suszonymi pomidorami , kaparami i świeżą bazylią.

Ostatni przepis w ramach akcji, dlatego, że i coś do chleba powinno się pojawić. Propozycja ultra szybka i prosta w ogarnięciu. Zamiast tofu sprawdzają się także namoczone wcześniej zmielone nerkowce lub migdały bez skórki. Idealny jako dip albo smarowidło. Robię teraz wszystko, aby maksymalnie wykorzystać pożyczone kokilki/ramekiny/foremki i nawet pastę w to ładuje. Pożyczyłam je co prawda w celu wykonania jednej rzeczy, ale wszystko w swoim czasie.



Składniki:
  • 60 g tofu naturalnego
  • 6 suszonych pomidorów
  • łyżeczka kaparów
  • łyżka oliwy z oliwek (lub dowolnego innego oleju)
  • kilka łyżek wody
  • odrobina świeżo zmielonego pieprzu i soli
  • kilka listków świeżej bazylii, posiekanych drobno

Tofu pokruszyć, a cztery pomidory pokroić . Dodać do tego kapary i oliwę. Miksować blenderem na gładką masę, stopniowo dodawając ze 3-4 łyżki wody aż do osiągnięcia zadowalającej konsystencji. Na koniec dodać posiekane dwa pomidory i bazylię.

poniedziałek, 4 października 2010

Oswajamy tofu ! Ekspresowy sos czosnkowy


Z przyjemnością dołączam się do tej akcji kulinarnej, zainicjowanej przez Wegetariankę . Generalnie dla spragnionych propozycji dań z tofu proponuje kliknąć tutaj, bowiem na tym blogu znajdziecie ich mnóstwo (nazwa zobowiązuje):) . Jeśli ktoś jest chętny, zostało mi jeszcze kilka bookletów TOFUinwazja .
Niemniej jednak dziwię się, że nie pojawił się jeszcze przepis na sos czosnkowy z tofu. To idealna propozycja dla osób , które dopiero zaczynają . Możecie go zastosować wszędzie tam, gdzie stosuje się tradycyjny sos czosnkowy. My przyrządziliśmy sobie mistrzowską wegańską pizzę i całość komponowała się idealnie. Łapcie przepis! Na jego bazie możecie przygotować wegańską wersję sosu tzatziki lub Tysiąc Wysp.



Składniki:
  • 1/2 kostki tofu naturalnego (miałam takie 180 g)
  • 3 ząbki czosnku
  • 3 lyżki oleju
  • sól i pieprz do smaku
  • woda

Całość miksujemy aż do uzyskania gładkiej pasty, a następnie dolewamy tyle wody, aby uzyskać konsystencję pożądaną , czyli w moim wypadku śmietanopodobną . Voila!

środa, 11 sierpnia 2010

Masło z orzechów nerkowca z wanilią. Bórówki, jagody, maliny!


Nerkowiec to chyba mój ulubiony orzech. Już prezentowałam Wam rozmaite przepisy na twarożki i kremy z jego udziałem. Nie wiedzieć czemu, nie pokazałam Wam jeszcze domowego masła nerkowcowego. Wiem, że wygląda prawie identycznie jak reszta nerkowcowych past i smarowideł. Ale spróbujcie przygotować go sami w domu, a zauważycie różnice. Gładka konsystencja przypominająca wszelkie smooth peanut butter. Słodkawy smak w połączeniu z wanilią sprawia, że można zjeść słoiczek łyżeczką. Na bazie tego przepisu możecie zrobić też masło z blanszowanych migdałów czy standardowe masło orzechowe.



Masło z orzechów nerkowca z wanilią
  • 300 g nerkowców
  • łyżka cukru pudru
  • pół łyżeczki sproszkowanej wanilii
  • łyżka oleju rzepakowego

Suche nerkowce wrzucacie do jakiegoś wąskiego naczynia i kruszycie blenderem. Następnie dodajecie cukier, wanilię i ucieracie na gładką pastę , stopniowo dodając po odrobinie oleju. Całe miksowanie powinno trwać minimum 5 minut na najwyższych obrotach , bowiem im dłużej miksujesz tym lepsza konsystencja. Można przechowywać je w lodówce przez tydzień (o ile wytrwa).
Nadaje się jako krem do muffinów, nadzienie do naleśników, smarowidło do tostów czy kanapek ze świeżymi owocami tj. na załączonym obrazku.

Jak już jesteśmy przy malinach, jagodach i borówkach - koktajl z ich dodatkiem.


  • 1 szklanka mleka roślinnego (miałam ryżowe)
  • kilka malin
  • łyżka jagód
  • łyżka borówek

Miksujecie aż do rozdrobnienia wszystkich owoców.

czwartek, 8 lipca 2010

Placki z ciecierzycy z suszonymi pomidorami i dipem z nerkowców.


Placki z ciecierzycy są zmodyfikowaną wersją tegoż przepisu, zaczerpniętego z książki "Przemytnicy marchewki , groszku i soczewicy". Pierwszy raz jadłam je u mojej siostry, a sama postanowiłam dodać suszonych pomidorów i wyszło ekstra. Całość jest tak prosta w wykonaniu i uległa wszelkim modyfikacjom, że aż miło.

  • szklanka suchej ciecierzycy
  • czubata łyżka suszonych pomidorów w płatkach
  • płaska łyżeczka soli
  • pieprz, czosnek granulowany, bazylia
  • 3/4 szklanki wody
  • olej do smażenia
Ciecierzycę namoczyć w lodówce przez noc. Następnie odlać wodę i zmielić całość blenderem na gładką masę, dodając stopniowo 3/4 szklanki wody. Masa powinna mieć konsystencję podobną do ciasta na placki ziemniaczane. Dodać przyprawy, a jeśli ciasto jest zbyt rzadkie/gęste można poratować się dodając mąki kukurydzianej/wody .
Smażyć na rozgrzanym oleju na rumiany kolor .

Dip z nerkowców z koperkiem i szczypiorkiem przyrządzicie na bazie podstawowego przepisu na twarożek nerkowcowy.
Paczkę nerkowców namoczyć na noc. Następnego dnia odlać wodę, dodać łyżkę oleju i ząbek czosnku. Posolić i miksować do uzyskania gładkiej konsystencji, stopniowo dodając pół szklanki lub więcej wody. Wymieszać z posiekanym koperkiem i szczypiorkiem.

poniedziałek, 31 maja 2010

Tort borówkowy.


Tort według mojego standardowego przepisu, z tą małą nowością , że borówki królowały. Darmowe, a jakże inaczej :) Kwiatek usypany startą czekoladą od szablonu logo Vegan Society.
Warstwy ciasta nasączone syropem tym razem bezalkoholowym posmaruj konfiturą z borówek. Syrop przyrządzisz w bardzo prosty sposób - pół szklanki wody, sok z jednej cytryny, 2 łyżeczki wegańskiego miodu cynamonowo-mandarynkowego od kolegi Xaviera ciężko go dostać poza Toruniem i koncertami czy imprezami, na których się czasem zjawia, więc możecie zastąpić melasą lub syropem klonowym czy złocistym . Stwierdzam, że syropy bezalko są lepsze.
Ciasta nie jadłam, ale ponoć piłkarze po sobotnim meczu , który odbył się w ramach Dni Weganizmu byli zadowoleni:) Już niebawem na stronie fotorelacja z imprez. Ostatecznie muszę stwierdzić, że imprezy się udały. Teraz czas ostatecznej mobilizacji i wracam do pisania pracy seminaryjnej.

Pozostaje nam zatem delektować się wizualnie! Przepraszam, za tą gazetę - pośpiech, pośpiech.

poniedziałek, 24 maja 2010

Twarożków kolejna odsłona - kremowe tofu z rukolą


Wiele osób, które świeżo dowiadują się o tym, że jestem weganką zadaje to upierdliwe pytanie "co ty właściwie jesz?". Jeszcze częściej słowa te padają w odniesieniu do kanapek - "a co na obkład? " (to słowo używane jest w Wielkopolsce na wszystko, co kładzie się na chleb ). Otóż po pierwsze - prawie w ogóle nie jem kanapek. Nie to, żeby były niefajne. Jak dla mnie to po prostu zbyt uboga forma śniadaniowa. Nadają się jedynie na jakąs przekąskę czy ewentualny dodatek do zupy/sałatki/ kotlecików. Do tego dochodzi jeszcze skrajne wynudzenie schematem zarzucanym niegdyś codziennie przez rodziców do szkoły - 2 kanapki z białego chleba z serem + soczek tymbark. Jeśli jednak już dochodzi do tego, że jem kanapki - to za długo wymieniać, z czym one są.
Łapcie przepis na kolejny twarożek, bo ostatnio były komentarze, że takowe smarowidła są jak najbardziej porządane.

Składniki:
  • 1 kostka tofu naturalnego
  • pół szkl. mleka roślinnego niesmakowego lub wody
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • sól i pieprz do smaku
  • 3 łyżki oleju (najlepiej jakiegoś o neutralnym smaku np. rzepakowy lub z pestek winogron)
  • 2 garści posiekanej rukoli

Tofu rozdrabniamy, blendujemy na wysokich obrotach do uzyskania ultra gładkiej konsystencji z mlekiem/wodą , sokiem z cytryny , solą i pieprzem. Potem stopniowo dodajemy po trosze oleju i wciąż miksujemy. Ten zabieg pozwala nabrać takiej majonezowej konsystencji naszemu twarożkowi , co czyni go wprost idealnym nie tylko jako dodatek do chleba, ale także sos do sałatki , warzyw na parze lub z grilla czy też urozmaicenie kremowej zupy.
Na koniec wrzucamy rukolę i delikatnie mieszamy.




czwartek, 15 kwietnia 2010

Twarożek migdałowy i migdałowe mleko.



Zawsze byłam fanką twarożków i wszelkich płynnych serków czy kremów do warzyw i pieczywa. Zaraz po przejściu na weganizm modyfikowałam różne rodzaje tofu na rozmaite sposoby i od roku bawię się w twarożki przygotowywane z rożnych orzechów lub pestek. Nieraz już prezentowałam sos lub serek z nerkowców - zarówno na słodko jak i na słono , był też przepis na serek/dip ze słonecznika . Tym razem przyszedł czas na migdały.
W wersjach ekspresowych możecie zaopatrzyć się w migdały blanszowane lub takie w słupkach czy płatkach.
Do serków polecam całe migdały, które najpierw zalewacie wrzątkiem na kilka minut, potem obieracie ze skórki (schodzi bardzo łatwo) i obrane moczycie przez minimum 3 godzinki (nawet lepiej jak posiedzą całą noc). Trzeba je moczyć przez wzgląd na blender, który przy mieleniu twardych orzechów może długo nie pociągnąć. Poza tym - twarożki są wtedy delikatniejsze i smaczniejsze.

Przepis jest ultra prosty, możecie go modyfikować do woli dodając świeży koperek czy szczypiorek i rzodkiewkę, kiszonego ogórka, kiełki, suszone pomidory, zioła. Ten na zdjęciu powyżej to wersja czosnkowa.


Składniki:
  • 1 szkl. migdałów, obranych ze skórki i wymoczonych
  • szczypta soli i pieprzu
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki oleju
  • czubata łyżka płatków drożdżowych (można się bez nich obejść, ale nadają fajny "serowy" posmak)
  • woda
Miksujecie wszystkie składniki dolewając powoli wodę w zależności od pożądanej gęstości. Ważne jest, aby pomiksować długo -wtedy całość staje się mocno kremowa. Jeśli chcecie uzyskać sos - dajecie więcej wody. Możecie jesć od razu lub poczekać na drugi dzień - przechodzi idealnie smakiem.
Pamiętajcie też, że kiedy dodacie płatki drożdżowe, to na drugi dzień całość stanie się o wiele gęstsza.


***

I drugi przepis - mleko migdałowe.
Jeszcze prostsza rzecz niż twarożek. Najcześciej robię mleko z płatków migdałowych - szybciej jest :) Dajecie łyżkę stołową płatków na szklankę wody. Nie musicie czekać aż zmiękną i od razu można zmiksować. Czas przygotowania wynosi mniej niż minutę! Jeśli macie ochotę - można troszkę osłodzić.
Kiedy przygotowujecie mleko z całych migdałów , to polecam zastosować się do tych wszystkich zabiegów, które opisałam przy produkcji serka. Potem wrzucacie 7-10 migdałów na kubek i miksujecie.
Mleko migdałowe idealnie nadaje się do wypieków, musli, owsianki czy kakao . Szczerze to jakoś nie pasuje mi do kawy czy zbożówki - nie zabiela należycie :) Mam w planach jeszcze zrobienie na tym budyniu, dam znać jak poszło.


Zamiast Wielkanocy - stoisko z jedzeniem na koncercie.

Pierwszy raz w życiu udało mi się przeforsować "nieobchodzenie" świąt. Miejmy nadzieje, że tak już zostanie. I oby Ci co mieli się z tym pogodzić, w końcu się pogodzili. Już 10 lat temu przestałam utożsamiać się z jakąkolwiek religią, więc siłą rzeczy nie chciałam uczestniczyć w żadnych uroczystościach wiązanych z takowymi. Przede wszystkim ze względu na zgodność z samą sobą, ale i też przez szacunek dla ludzi wierzących. Jednak ten drugi argument w dzisiejszym społeczeństwie jakoś podupada, bowiem nawet Ci , z którymi przyszło mi święta spędzać całą swoją wiarę i religię do tych dwóch uroczystośći sprowadzają. Tłumaczą to tradycją, zwyczajem, obowiązkiem. Kiedy mówiłam , że takie podejście zakrawa na hipokryzję, wielokrotnie musiałam znosić bezpodstawne ataki. Przecież tylko stwierdziłam fakt?

Z reguły chciałam zawsze porozmawiać , na spokojnie wyjaśnić swoje stanowisko i po prostu najnormalniej w świecie się z tego wyłączyć. Jednak problemem drugiej strony bardzo często jest to, że nie jest w stanie zaakceptować tego, że ktoś może mieć inny pomysł na życie. Utrudniają na wszelkie sposoby , obrzydzają dni powszednie do tego stopnia, że w końcu kapitulujesz i dla świętego spokoju siadasz do tego stołu na godzinę, aby odpękać swoje.
Miejmy nadzieję, że już nie będę musiała oszukiwać samej siebie.

Te święta spędziłam na koncercie , w gronie przyjaciół . Przygotowaliśmy górę jedzenia i w tym miejscu chcę podziękować wszystkim pomocnikom i "wyręczycielom" .

***
Trochę spóźniony post, bo odwlekałam go , gdyż sądziłam , żę dużo przepisów do zamieszczenia itp. itd. . Praktycznie na wszystkie koncerty, które organizuję wspólnie z moim chłopakiem przygotowuję stoisko z jedzeniem. Ci , co siedzą w hc/punk wiedzą , że dobre wegańskie żarło to to nieodłączny element każdego gigu :) . Kiedy wkręciłam się w klimat , element cateringowy przechodził jakiś kryzys czy coś. W Poznaniu tylko ja organizowałam się z jedzeniem i w końcu stało się to męczące, że ten fajny zwyczaj zanika. Jednak z czasem więcej ludzi się w to zaangazowało . Nie wiem jak w innych miastach , ale tutaj jak narazie niestety same dziewczyny ogarniają motyw. Apel: drodzy koledzy, ogarnijcie się i do garów! :) W 3m i w Wawie mężczyźni doskonale radzą sobie z tym zadaniem , zatem do dzieła!


Przepisów nie będę dziś zamieszczała, uaktualnię posta jutro.
Narazie łapcie zdjęcia:



Wegąńskie jajka , według tego przepisu. Znajomy mnie przymusił, żeby wyprobować to dla śmiechu. Generalnie - dla mnie obrzydliwe, ale ludziom smakowały. Imitacja żółtka stała się inspiracją do stworzenia "jajecznej" pasty kanapkowej.



Kotlety z soczewicy, sojonez, freegański gulasz warzywny & sałatka. W prawym górnym rogu już zaczyna się słodkie : bounty .


Tarta jabłkowa z cynamonem według przepisu stąd. Zamieszczę potem. To w pudełeczku to krem straciatella do babeczek.


Banana Split Cupcakes , a przepis stąd. Czekoladowe brownie . I dwie pasty kanapkowe : dip z avocado i pasta "jajeczna".

środa, 14 kwietnia 2010

Bhangra dip z czerwonej soczewicy + audycja o d.i.y. ziołowych miksturach na różne dolegliwości


Przepis na tą pastę/dip/dhal moja siostra wyciągnęła kilka lat temu z kopalni dobrego jedzenia . Idealnie nadaje się na sos do rozmaitych warzyw, a na zimno - kiedy lekko gęstnieje - można zastosować ją jako pastę do chleba. I w sumie częściej tak ją jadam, bowiem była to jedna z pierwszych bezmięsnych past kanapkowych, jakie zaczęłyśmy sobie przyrządzać, kiedy na półkach polskich sklepów monopol miały obrzydliwie nudne pasztety sojowe polgruntu. Jak spojrzę na ofertę dzisiejszych sklepów i zestawię ją z wegetarianskim zapleczem gotowców sprzed 10 lat- spory postęp nastapil, aczkolwiek ,co mnie dziwi - nadal nie ma weganskich lodow ani jogurtow, ktore bylyby produkowane w kraju. Pojawilo się jedno rodzime mleko sojowe, obrzydliwe do kwadratu. Nic, czekamy następne 10 lat :)

Składniki:
  • 1 szklanka soczewicy czerwonej
  • 1 szklanka wody
  • 1/2 szklanki oleju
  • sól
  • przyprawy : garam masala, asafetyda, a w przypadku braku ww. - curry :)
  • sok z jednej cytryny (opcjonalnie)

Rozgotować soczewicę . Dodać pozostałe składniki i przyprawy i miksować na niskich obrotach, do uzyskania gładkiej konsystencji.

***

Słuchajcie dzisiaj o 21.00 na www.alteradio.pl audycji poświęconej ziołowym domowym mieszankom i sposobom na rożne dolegliwości. Do uslyszenia!

środa, 24 marca 2010

Tort brzoskwiniowy . Słuchaj audycji o konsumpcjonizmie - 21.00, www.alteradio.pl


Ostatnio znowu zaniedbuję prowadzenie bloga, ale po weekendzie obiecuję się przyłożyć. Jak w tytule notki - jeśli macie dziś wolną godzinkę to posłuchajcie trochę moich wypocin na temat konsumpcjonizmu, o który to temat już często zahaczałam na tym blogu podczas rozmaitych okazji.

Obędzie się dzisiaj bez podawania dokładnego przepisu - zamieszczę jedynie zdjęcie tortu urodzinowego, który zrobiłam ostatnio dla mojej mamy. Przepis i metoda identyczna jak tutaj, z tą rożnicą , że do kremu dodałam pół szklanki syropu z puszki brzoskwiń, co znacznie wpłynęło na smak , a dodatkowo całość nabrała zupełnie innego charakteru wizualnego.



Mam na komputerze cały folder zdjęć różnych potraw jedzonych w ostatnim czasie , ale za to ani grama , aby usiąść i skonstruować notkę. Obiecuję poprawę!

niedziela, 14 marca 2010

Muffiny jagodowo- gruszkowe.


Druga partia babeczek wyglądała tak. Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia przekrojonej babeczki, bo jagody nadały jej kosmicznie fioletowy wygląd, który niestety pod wpływem obróbki termicznej (spieczona skórka) jest słabo widoczny i w efekcie wizualnie prawie nie różni się od babeczki czekoladowej. Oczywiscie jakość zdjęcia, aparatu i zdolności turtystycznego fotografa, jakimi mogę się pochwalić też zrobiły swoje. Musicie mi w takim razie zaufać. Wystarczy jednak pierwszy gryz, abyście od razu poczuli ten słoik jagód , które wpakowałam do ciasta ;) I zobaczyli, że żadnego kakao tutaj nie ma.

Przepis -znowu zmodyfikowany nieco - podaję ze świeżo nabytej książki The 100 best vegan baking recipes. Krem przyrządziłam według sprawdzonego przepisu , który podawałam już tutaj.

Ciasto (proporcje na 16 sztuk)

  • 2,5 szkl. mąki pszennej tortowej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • malenka szczypta soli
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/3 łyżeczki olejku waniliowego
  • 1 łyżeczka octu jabłkowego
  • 1 szkl. mleka sojowego naturalnego
  • 2 średnie gruszki, pokrojone w drobne kawałki
  • 1 słoiczek babcinych jagód w cukrze ( obj. około szklanki + 2 łyżki soku własnego, jeśli używacie jagód świeżych lub mrożonych - koniecznie dodajcie 1/3 szklanki cukru)

Rozgrzej piekarnik do 200 stopni C. W misce wymieszaj mąkę, proszek do pieczenia, sól oraz cukier (jeśli użwasz jagód niesłoikowych). W drugiej misce wymieszaj olej, wanilię, ocet i mleko. Odstaw na kila minut i po upływie tego czasu dodaj gruszki. Całość przelej do miski z "suchymi " składnikami i wymieszaj wszystko dokładnie. Potem dodaj jagody i delikatnie wymieszaj całość. Wypełniaj foremki do muffinek do 3/4 wysokości i piecz przez około 25 minut. Kiedy ostygną dekoruj kremem i posyp ulubioną wegańską posypką lub dodaj owoce.

Muffiny podwójnie ananasowe.


Mam nadzieję, że zbytnio nie doskwierała Wam moja niezapowiedziana nieobecność, ale już nadrabiam wszelkie zaległości. Przeżyłam jeden z cięższych tygodni w życiu i dawno naraz nie zwaliło się tyle spraw na moją głowę . Miejmy nadzieję, że teraz już będzie z górki. Czego życzę wszystkim.

Jak głosi powszechna zasada - w ciężkich czasach uratuje Ciebie upieczenie czegoś maleńkiego. Nie chodzi nawet o to, żeby wszystko zjeść. Upiekłam dwie partie babeczek i zjadłam po jednej sztuce na spróbowanie. Reszta rozpłynęła się z prędkością światła wsród znajomych.

Zmodyfikowalam nieznacznie przepis na Pineapple Right-Side-Up Cupcakes z mojej biblii muffinowej . Proporcje na 12 sztuk.

Ciasto :
  • 1/2 szkl. mąki pszennej tortowej (typ 450)
  • 1/2 szkl. mąki pszennej razowej (typ 2000)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • mała szczypta soli
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki zmielonego imbiru
  • 1 zmiksowany mały ananas + pół szklanki wody ( ostatnio co chwilę znajduję je na śmietnikach;] może być pół puszki ananasa puszkowanego wraz sokiem )
  • 1/4 szkl. oleju
  • 1/3 szkl. cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka esencji pomarańczowej

Góra:
  • 1 zmiksowany ananas
  • 3 łyżki syropu z agawy ( lub 2 łyżki cukru brązowej + łyżka wody)
  • 2 łyżki mąki kukurydzianej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

Rozgrzej piekarnik do 200 stopni C. Wymieszaj mąkę, przyprawy, proszek do pieczenia, sól w dużej misce. W drugiej połącz zmiksowanego ananasa, olej, cukier i esencję pomarańczową i potraktuj blenderem dosłownie pół minuty. Fajnie, jeśli zostanie trochę ananasowych niedomiksowanych kawałków. Dodaj "mokre " składniki do "suchych" w dwóch partiach, za każdym razem dokładnie mieszając. Wypełnij foremki do muffinek na wysokości 3/4. Piecz przez 25 minut . Potem odstaw do ostygnięcia.


W tym czasie przygotuj krem ananasowy , którym udekorujesz babeczki. Wymieszaj wszystkie składniki w rondelku. Potem wrzuć to na kuchenkę na mały ogień i podgrzewaj , aż zacznie gęstnięć i na powierzchni pojawią się bąbelki. Będzie miało to konsystencję gęstego budyniu. Potem nakładaj jeszcze ciepły krem nożem na ostudzone babeczki .

piątek, 19 lutego 2010

Brownies z orzechami i serkiem waniliowym



Pierwszy raz w zyciu upieklam brownies. Jak tak pomysle, to tez w ogole pierwszy raz je jadłam ;)
Siedzę u kumpeli w Toruniu i wczoraj wjechała nam mega ochota na pieczenie. Dla mnie żadna nowość, bo mogę piec non stop i wszystkich znajomych zawsze obdarowuję ciasteczkami, babeczkami , szarlotką. I powiedzcie mi, jak tutaj mieszkać w domu bez kuchni i piekarnika?


Zło totalne i przyczyna wielu popołudniowych 30minutowych depresji.
Rada na przyszłość - nigdy , ale to nigdy nie wynajmujcie mieszkania z aneksem kuchennym, bez piekarnika i bez szuflad i bez szafek kuchennych;] Totez w zwiazku z powyzszym, jak tylko mam dostęp do piekarnika to ciągle wypróbowuję nowe przepisy . Ostatnio jak widac zdaza sie to bardzo czesto, co ujemnie wpływa na stan zębów i rzecz dziwna - powoduje kurczenie się spodni;)
Tym razem postanowiłam wypróbować długo odwlekaną obowiazkową pozycję we wszystkich amerykanskich ksiazkach kucharskich - brownies.

Te ciastka to standard w amerykanskich kawiarniach i cukierniach. Sławne na równi z wszelkimi muffinami , chocolate chips cookies i ciastkami owsianymi, a przepisy i wariacje na ich temat zajmują sporą część wielu książek kucharskich - nawet tych z wegańskimi wypiekami.

Efekt przeszedl wszelkie oczekiwania i nie dziwię się, że ludzie się w nich zakochują. Mocno czekoladowe , wilgotne , lekko ciągnące się wewnątrz , a kruche na brzegach ciasto. Słodycz kawałkow roztopionej czekolady przełamana słoną nutą orzechów , a całość ukoronowana waniliowym serkiem przygotowanym z tofu. Mniam!
Skladniki:
  • 1,5 szkl. mąki pszennej
  • 1 szkl. wody
  • 1,5 szkl. cukru (miałyśmy kuchenną zbieraninę trzech rodzajów - biały drobny, dark muscovado i trzcinowy demerara)
  • 1 łyżeczka soli
  • 3/4 szkl. extra ciemnego kakao
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • 1/2 szkl. oleju
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 opakowanie gotowej wegańskiej polewy czekoladowej z orzechami (ew. polewa bez orzechów + garść drobno pokrojonych orzechów arachidowych)

Zagotuj wodę i rozpuść w niej 1/2 szklanki mąki, mieszaj energicznie aż powstanie gęsta klejopodobna masa. Wystaw na balkon , niech ostygnie. W dużej misce wymieszaj cukier, sól, kako, wanilię i olej. Dodaj ostudzoną miksturę woda-mąka i porządnie zmiksuj na niskich obrotach. Następnie dodaj resztę mąki i proszek do pieczenia . Miksuj do połączenia wszystkich składników. Następnie wyciągnij polewę z opakowania i pokrusz ją na drobne kawałki i wymieszaj widelcem z ciastem . Jeśli używasz orzechów - jesli uzywasz orzechow osobno, to tez je teraz dodaj. Przełoż ciasto do natłuszczonej i wysypanej bułką tartą niewielkiej kwadratowej /prostokątnej formy. Piecz w temperaturze 180 stopni C przez 25 minut. Poczekaj pol godzinki az przestygnie i potem pokrój na prostokatne kawalki.




Na wierzchu kazdego z nich rozsmaruj odrobine sliwkowych powidel i nałóz lyzeczka porcje serka waniliowego, ktory przyrzadzisz wedlug tego przepisu:

  • 1 opakowanie tofu naturalnego
  • 1/2 szkl. mleka sojowego waniliowego
  • 3 łyzki cukru pudru
  • 1 łyzeczka soku z cytryny
  • kilka kropel esencji waniliowej
Tofu rozkrusz na drobne kawalki, dodac pozostale skladniki i miksuj blenderem az do uzyskania kremowej konsystencji a' la serek homogenizowany.
Całośc dekoruj dowolnymi orzechami, migdalami, wiorkami czekoladowymi, suszonymi badz swiezymi owocami. Ja uzylam posypką z tabliczki migdalow w karmelu. A ponizej sposob otrzymania owej posypki;]

Enjoy!

poniedziałek, 15 lutego 2010

Tort w groszki - potrójnie czekoladowy z lekkim kremem potrójnie waniliowym.

Ostatnio nadarzyła się urodzinowa okazja (nie moja, nie zasypujcie mnie życzeniami ;] ). Zatem jak na porządne urodziny przystało trzeba było przygotować tort. Zniknął w mgnieniu oka!

Na ciasto wykorzystałam recepturę z książki More Great Good Dairy - free Desserts Naturally, ale już ją oddałam właścicielce i nie zdążyłam zanotować. W każdym razie w przepisie była i melasa i syrop klonowy i rozpuszczona gorzka czekolada. Wyszło bardzo dobre pulchne ciasto, które idealnie dało się przekroić na trzy równe warstwy . Kiedy wcześniej robiłam torty to używałam z reguły tego przepisu - podwajam proporcje, eliminuję korzenne przyprawy i ewentualnie kakao (jeśli chcecie zrobić jasne ciasto). Zawsze wychodzi i zawsze nadaje się na tort.




Po rozdzieleniu warstw nasączyłam pierwszą z nich częścią mikstury przygotowanej z :
  • 1/3 szklanki wody
  • 3 łyżek soku z cytryny
  • 2 łyżek syropu klonowego
  • płaskiej łyżeczki wódki
Następnie posmarowałam ją cienką warstwą śliwkowych powideł i nałożyłam 1/3 kremu.
Krem przyrządziłam inspirując się przepisem Sylwii i opierając się na starych przepisach na kremy karpatkowe. Zdecydowanie wolę takie rozwiązania niż typowe tzw. buttercream frosting, które składają się tylko z margaryny zmiksowanej z cukrem pudrem, co w rezultacie jest strasznie mdłe i zamula. A dzięki przewadze budyniu dominuje on smakiem nad całością, a konsystencja jest lekka i puszysta.

  • 3 opakowania wegańskiego budyniu waniliowego
  • 3 szklanki mleka roślinnego (miałam sojowe waniliowe)
  • 6 łyżeczek jasnego cukru trzcinowego demerara
  • kilka kropel esencji waniliowej
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 1 kostka wegańskiej margaryny ( najlepsza do tego jest Alsan)
Przyrządź budyń prawie zgodnie z przepisem, bowiem użyj tylko 3 szklanek na te 3 opakowania (musi wyjść bardzo gęsta masa). Następnie wyrzuć go na balkon , aby się schłodził. Potem dodaj margarynę pokrojoną w kostkę, dodaj esencję i zmiksuj wszystko na wysokich obrotach aż powstanie gładka masa.

I wracamy do ciasta:
Teraz kolej na drugą warstwę - nasączyć i posmarować powidłami, nałożyć kolejną porcję kremu. Przykryć trzecią i pozostały krem rozsmarować na górze i po bokach. Trzeba się trochę nakombinować, żeby był ładnie wysmarowany. Lecz nie zrażać się - trening czyni mistrza!

Następnie powciskajcie w masę czekoladowe grochy, które przyrządzicie po roztopieniu wegańskiej czekolady lub kuwertury w kąpieli wodnej i przelewaniu jej do takiej formy.

Kupiłam ją w sklepie cukierniczym, o którym mówiłam przy okazji domowej produkcji białej czekolady. Ułatwia strasznie zadanie, bo nie mam cierpliwości do tworzenia podobnych talarków na blacie kuchennym ;)


Smacznego!

środa, 30 grudnia 2009

Tosty francuskie z waniliowym serkiem! + o miodzie słów parę...

Zamieściłam już wszystkie przepisy w poście poświątecznym, więc możecie tam zajrzeć.


Zabieram się za wypróbowanie przepisów z książki "Zaskakujące tofu". Na pierwszy rzut tosty francuskie z serkiem waniliowym. W przepisie na tosty było mega dużo różnego rodzaju słodzików-cukier, miód, cukier waniliowy. Zrezygnowałam z tego wszystkiego na rzecz jednej łyżki syropu klonowego, którym udekorowałam talerz.


  • 4 kromki chleba pszennego
  • olej do smażenia
  • syrop klonowy - łyżka na talerz :)

sos:


  • 1/4 kostki tofu naturalnego
  • pół szkl. mleka kokosowego (może być też sojowe)
  • kropla ekstraktu waniliowego
Przygotować sos , czyli zmiksować wszystkie składniki. Zanurzać w nim kolejno kromki chleba i smażyć na rozgrzanym oleju do uzyskania złotego koloru. Układać na talerzu i polać syropem klonowym.

Z książki też wykorzystałam motyw na serek waniliowy. Zrobiłam trochę rzadszy, bo już mam lekki przesyt sernikowy - a tak wyglądała i smakowała ta masa po wykonaniu jej według przepisu:)
Podaje Wam także moją wersję:

  • 1/4 kostki tofu naturalnego
  • pół szklanki mleka kokosowego
  • łyżeczka syropu klonowego
  • kropla esencji waniliowej
Zmiksować wszystko i jeść!

***

A jak już przy miodzie jesteśmy - nie wiem skąd to się wzięło, ale wielu wegan spożywa miód. Nie będę pisała długiego artykuły, ponieważ takowy ukazał się w niedawno wydanym zinie. Tylko kilka słów.

Dziwi mnie to strasznie, jeśli mowa o osobach, które na weganizm decydują się ze względów etycznych.
Uważam , że jeśli sprzeciwiasz się wykorzystywaniu zwierząt to nie powinieneś robić wyjątków. Skoro nie jesz mięsa ani wydzielin zwierząt, dlaczego z tego kręgu wykluczasz pszczoły? Przecież one nie rosną na drzewach. Miód jest efektem ich eksploatacji.
Pszczoły to niezwykle inteligentne stworzenia, którym należy się szacunek. Zresztą jak wszystkiemu, co stworzyła Natura. Tym istotom nie można odbierać życia i wolności . Mają rozwinięty układ nerwowy, więc potrafią odczuwać ból. Jednak nawet gdyby go nie odczuwały - to nie jest kryterium.
Będąc weganinem nie korzystasz z produktów będących wynikiem wyzysku innych gatunków. Obojętnie czy odbywa to się w ultra-eleganckich warunkach przy znieczuleniu czy można to porównać do hitlerowskich obozów zagłady.

Wielokrotnie zastanawiałam sie nad tym, dlaczego te pszczoły - bardzo często też przez osoby tak głośno krzyczące o równości wszystkich stworzeń - są spychane na margines. Szukanie argumentów "za" jedzeniem miodu i weganizmem zawsze było dla mnie śmieszne.

Ale w sumie są dwa czynniki, które potrafią troszkę zamydlić oczy.
Z reguły widujemy pszczoły swobodnie latające od kwiatka do kwiatka i nie podejrzewamy nawet, że ich życie jest tak bardzo kontrolowane przez przemysł pszczelarski. Tak jak inne zwierzęta hodowlane, pszczoły podlegają podobnym procesom: reżimy żywieniowe, stosowanie pestycydów i leków, sztuczne zapładnianie, modyfikacje genetyczne, a także transport, itp.
Troszeczkę o skutkach przemysłu pszczelarskiego możecie poczytać w tym artykule.

Druga sprawa - podświadomie traktujemy owady jako niższą kategorię zwierząt. Robaki jak robaki. Akurat tak się składa, że nie na tym rzecz polega, aby wybierać sobie gatunki zwierząt , które włączasz do swojego tzw. kręgu współczucia. Wszystko albo nic.

Zaraz pojawi się tłum pieniaczy, którzy będą usiłowali udowodnić mi hipokryzję. Ile komarów zgniotłam gazetą, ile bakterii niszczę w kiblu, a ile to robaków przydeptałam butem, czego to nie rozjechałam rowerem, a na popularnej anegdocie kończąc - ile pająków połknęłam podczas snu.

Zapobiegając wszelkim bezsensownym kłótniom:
żadnych owadów nie zabijam - moskitiera w oknie to sprawdzone rozwiązanie, a kiedy jakieś zwierzątko się mimo niej dostanie do mieszkania - to wynoszę je za okno .
Co do bakterii w kiblu - jeśli ktoś twierdzi, że są zwierzętami to powinien powrócić do podręcznika biologii ze szkoły podstawowej. a i tak rzadko sprzątam łazienkę:)
Co do jazdy autobusem, rowerem, chodzenia pieszo - nieświadomie mogę zabijać , ale nie mogę wszystkiemu zapobiec.
Anegdot z pająkiem nie będę komentować, bo brak mi słów:)

Weganizm nie jest idealnym wyjściem z każdej sytuacji - polega na ciągłym staraniu się i jeśli idzie o eksploatację zwierząt - unikaniu wszystkiego, czego uniknąć można. Zastanów się zatem , czy spożywanie miodu - pszczelich wymiocin - jest ok w kontekście przytoczonego wyżej zdania .


***
I jeszcze na koniec - jest dużo sprzeczności jeśli idzie o tzw. miód sztuczny. Nie jem tego, gdyż nie mam pewności co do pochodzenia jego składników, bo takich informacji na opakowaniu nie ma.

Z tego, co wyczytałam w książkach dotyczących technologii żywienia są dwie metody jego otrzymywania : jeden to obróbka termiczna cukru i powstaje w wyniku tego syrop, do którego dodaje się esencje smakowe i aromaty (które mogą być uzyskiwane na bazie naturalnych esencji otrzymywanych z mleczka bądź pyłku pszczelego), a drugi sposób - to przerabianie wody z cukrem przez pszczoły.

Jeden i drugi produkt może w Polsce nosić nazwę "miodu sztucznego" . Jeden i drugi produkt w takim wypadku
raczej niewiele ma wspólnego z wegańskim produktem. Zanim sięgnięcie po słoiczek w sklepie - lepiej dokładnie wybadajcie sprawę.
A ja i tak omijam takie chemiczne wynalazki i wolę syrop klonowy :)