Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sojonez. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sojonez. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 kwietnia 2010

Zamiast Wielkanocy - stoisko z jedzeniem na koncercie.

Pierwszy raz w życiu udało mi się przeforsować "nieobchodzenie" świąt. Miejmy nadzieje, że tak już zostanie. I oby Ci co mieli się z tym pogodzić, w końcu się pogodzili. Już 10 lat temu przestałam utożsamiać się z jakąkolwiek religią, więc siłą rzeczy nie chciałam uczestniczyć w żadnych uroczystościach wiązanych z takowymi. Przede wszystkim ze względu na zgodność z samą sobą, ale i też przez szacunek dla ludzi wierzących. Jednak ten drugi argument w dzisiejszym społeczeństwie jakoś podupada, bowiem nawet Ci , z którymi przyszło mi święta spędzać całą swoją wiarę i religię do tych dwóch uroczystośći sprowadzają. Tłumaczą to tradycją, zwyczajem, obowiązkiem. Kiedy mówiłam , że takie podejście zakrawa na hipokryzję, wielokrotnie musiałam znosić bezpodstawne ataki. Przecież tylko stwierdziłam fakt?

Z reguły chciałam zawsze porozmawiać , na spokojnie wyjaśnić swoje stanowisko i po prostu najnormalniej w świecie się z tego wyłączyć. Jednak problemem drugiej strony bardzo często jest to, że nie jest w stanie zaakceptować tego, że ktoś może mieć inny pomysł na życie. Utrudniają na wszelkie sposoby , obrzydzają dni powszednie do tego stopnia, że w końcu kapitulujesz i dla świętego spokoju siadasz do tego stołu na godzinę, aby odpękać swoje.
Miejmy nadzieję, że już nie będę musiała oszukiwać samej siebie.

Te święta spędziłam na koncercie , w gronie przyjaciół . Przygotowaliśmy górę jedzenia i w tym miejscu chcę podziękować wszystkim pomocnikom i "wyręczycielom" .

***
Trochę spóźniony post, bo odwlekałam go , gdyż sądziłam , żę dużo przepisów do zamieszczenia itp. itd. . Praktycznie na wszystkie koncerty, które organizuję wspólnie z moim chłopakiem przygotowuję stoisko z jedzeniem. Ci , co siedzą w hc/punk wiedzą , że dobre wegańskie żarło to to nieodłączny element każdego gigu :) . Kiedy wkręciłam się w klimat , element cateringowy przechodził jakiś kryzys czy coś. W Poznaniu tylko ja organizowałam się z jedzeniem i w końcu stało się to męczące, że ten fajny zwyczaj zanika. Jednak z czasem więcej ludzi się w to zaangazowało . Nie wiem jak w innych miastach , ale tutaj jak narazie niestety same dziewczyny ogarniają motyw. Apel: drodzy koledzy, ogarnijcie się i do garów! :) W 3m i w Wawie mężczyźni doskonale radzą sobie z tym zadaniem , zatem do dzieła!


Przepisów nie będę dziś zamieszczała, uaktualnię posta jutro.
Narazie łapcie zdjęcia:



Wegąńskie jajka , według tego przepisu. Znajomy mnie przymusił, żeby wyprobować to dla śmiechu. Generalnie - dla mnie obrzydliwe, ale ludziom smakowały. Imitacja żółtka stała się inspiracją do stworzenia "jajecznej" pasty kanapkowej.



Kotlety z soczewicy, sojonez, freegański gulasz warzywny & sałatka. W prawym górnym rogu już zaczyna się słodkie : bounty .


Tarta jabłkowa z cynamonem według przepisu stąd. Zamieszczę potem. To w pudełeczku to krem straciatella do babeczek.


Banana Split Cupcakes , a przepis stąd. Czekoladowe brownie . I dwie pasty kanapkowe : dip z avocado i pasta "jajeczna".

piątek, 14 sierpnia 2009

Sojonez + rozkminy D.I.Y.

Większość ludzi z jakimi mam do czynienia , żyje w przekonaniu, iż weganizm to droga sprawa. Co mnie dziwi - pogląd ten podziela także wielu wegetarian. W ucieczce/obronie przed weganizmem ( czyli po prostu konsekwentnym sposobem życia dla każdego , kto uważa siebie za obrońcę zwierząt nie-ludzkich ) bardzo często zasłaniają się argumentem finansowym - " nie stać mnie na mleko roślinne, deserek sojowy, majonez, itd. itp.. "

Ci bardziej zatwardziali, a wielu takich spotkałam w swoim życiu, biegają po marketach i zestawiają sobie wybrane "tradycyjne" produkty z ich roslinnymi alternatywami. I tak oto mały sloiczek przykładowej pasty z soczewicy - 5 zł, kubeczek majonezu - 7 złotych, litr mleka - od 8 do 15 zł. Potem szcześliwi, z usmiechem zwyciezcy sporu, przychodzą do mnie oczekując przyznania im racji.

Usmiech jednak po chwili blednie.

Weganizm to nie jest wędrówka po mieście w poszukiwaniu czysto wizualnych odpowiedników pokarmów , które jedliśmy przedtem. Odżywiając się w jakikolwiek sposob, aby utrzymać zdrowie i kondycję należy dostarczyć odpowiednich składników pokarmowych w pożądanych przez organizm ilościach - witamin, minerałów, białka, węglowodanów, cukru, tłuszczy, itd. Warzywa i owoce, zboża , orzechy są nieporownywalnie tańsze od mięsa i nabiału, nie mowiąc już o walorach zdrowotnych.

Przywołane powyżej ceny "gotowców" rzeczywiście powalają na ziemię. Zdaję sobie z tego sprawę i nie podoba mi się to. Ale jeśli już decydujesz się żyć w tym systemie, to musisz sobie uświadomić, że takie są po prostu prawa rynku. Jeśli nie ma konkurencji lub jest ona niewielka (a tak wygląda sytuacja kilku naszych rodzimych firm oferujących produkty dla wegetarian i wegan) to wychowany w społeczeństwie zachłannym producent to wykorzystuje i narzuca wysokie ceny w myśl znanej powszechnie zasady "i tak się sprzeda".

Zastanów się tylko czy jest to Tobie potrzebne?

Nie musisz koniecznie zjadać płatków z krowim mlekiem na śniadanie. Sałatki nie muszą być zawsze połączone majonezem jajecznym, smietaną , jogurtem. Pizza z serem i sosem czosnkowym nie jest niezbedna do zycia. Swiat roślin dostarcza wspanialych alternatyw. Kwestia tylko czy potrafisz to umiejetnie wykorzystac. Weganizm nie musi oznaczać ascezy.


Urozmaicone dania, rożnorodne pasty i sosy do chleba i sałatek, kremy do ciastek są dla podniebienia niezwykle przyjemne. Jeszcze przyjemniejsze wtedy, kiedy są produktami wolnymi od cierpienia i zabijania innych istot.

Jeśli decydujesz się na weganizm i chcesz kupować tylko "gotowce" - twoj wybor. Proponuję jednak pobawić się trochę w kuchni i poeksperymentować samemu tworząc takie cuda. Zdasz sobie wtedy sprawę z tego, jak bardzo firmy nabijają Cię w przysłowiową butelkę .

Sama też kupuję wiele rzeczy - produkty nieprzetworzone (warzwa, owoce, itd) oraz też te przetworzone - jak np. pieczywo (nie mam piekarnika ), mąki, oleje . Tutaj pojawia sie kwestia niemożności wykonania tego w warunkach domowych.

Trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem podczas robienia zakupów i kiedy masz okazję coś ominąć - zrób to sam!
Gotowanie to mnóstwo radości i dobrej zabawy. Jednocześnie tanim kosztem możesz przyrządzić ekstra rzeczy.

Jako jeden z takich przykładów - vegan majonez , dla każdego tradycjonalisty, który nie wyobraża sobie sałatki jarzynowej bez grubej warstwy tego specyfiku na wierzchu :) Z podanych poniżej proporcji wychodzi około 350 ml majonezu. Wyliczyłam , że wydałam na to niecałe 2 złote.
Nieprawdopodobne, ale jednak realne:)

Czy ktoś ma jeszcze ochotę na wycieczke po supermarkecie, żeby udowodnić swoje racje? :)



Składniki:
100 ml mleka soy/ryż
250 ml oleju
2 łyzeczki zmielonej gorczycy
3 łyżki soku z cytryny
szczypta soli i pieprzu do smaku

Mleko, sok, sól i pieprz oraz gorczycę zmiksować w blenderze na wysokich obrotach. Po chwili ustawić na najmniejsze obroty i dalej miksuąc bardzo powoli dolewać olej - inaczej się zważy. Zauważysz jak stopniowo nabiera majonezowej konsystencji. Możesz modyfikować ilość oleju w zależności od porządanej gęstości

Można ten przepis odpowiednio zmieniać i na jego bazie tworzyc sosy czosnkowe , cebulkowe, pietruszkowe, koperkowe i co tam sobie tylko zechcecie.

Jeśli pominiesz gorczycę , sól i pieprz, a zamiast tego poslodzisz to odrobiną cukru/słodu i dodasz wanilii - wyjdzie przepyszny słodki i gęsty krem do ciastek, owoców, sorbetów.