Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jabłka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jabłka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 października 2010

Mus jabłkowo-renklodowy z cynamonem, goździkami i imbirem.



Kolejna propozycja z moich jednosłoikowych konfitur. Nawet ich nie pasteryzuję, bo takie małe ilości znikają w mgnieniu oka. Całość podyktowana jak zwykle tym, co znalezione :) A renklod i jabłek teraz od groma.

Składniki (na duży słoik litrowy)
  • 1 kg renklod, pokrojone
  • 1 kg jabłek, obrane i pokrojone
  • 1 cm kawałek imbiru, posiekany drobno
  • kilka łyżek cukru trzcinowego
  • przyprawy : łyżeczka zmielonych goździków, szczypta sproszkowanego imbiru, trochę kardamonu i cynamonu

Owoce i imbir przesmażamy w garnku . Często mieszamy, żeby nie przypalić. Całość powinna spędzić około godziny na wolnym ogniu. Kiedy cała woda wyparuje, dodajemy przyprawy i cukier i trzymamy na ogniu jeszcze przez 10 minut. Teraz mieszamy praktycznie cały czas, bo na pewno się przypali . Potem miksujemy całość blenderem, przekładamy jeszcze gorące do słoika i zakręcamy szczelnie. Tak przygotowany mus wytrzyma w lodówce na pewno 10 dni (u mnie już tyle stoi i jest dobrze :) ).




Możecie jeść go po prostu łyżeczką na ciepło , smarować kanapki lub dodawać do owsianek/jaglanek , jak na załączonym wyżej obrazku. Całość udekorowana vegan bitą śmietaną. Mniam!

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Znowu tarta - tym razem jabłkowa z owsianą kruszonką.


Miałam w lodówce ostatnią kostkę margaryny, więc trzeba było ją jakoś skutecznie wykorzystać. Jak już o tym mowa - małe ogłoszenie : nie wybiera się nikt do Niemiec? Potrzebowałabym nowy zapas Alsanu, więc jak coś piszcie na maila:)


Ciasto kruche generalnie jest szalenie wygodne i szybkie w przygotowaniu. No i uniwersalne, a to się liczy. Możesz ogarnąć na tym samym przepisie tartaletki, ciasto śliwkowe i wegański quiche z cukinią i kremową masą z nerkowców. Co lepsze, można zrobić więcej porcji i trzymać w zamrażarce nawet przez dwa tygodnie.
Na początku weganizmu, kiedy o margarynie 100% cruelty free mogłam tylko pomarzyć (w sklepach nie było , tak jak i nie ma do tej pory , zakupy w internecie były jeszcze zbyt drogą inwestycją, a do tego nie miałam jeszcze takich dobrych kontaktów , żeby transporty taniej margaryny niemieckiej pod dom sobie zafundować - tak jak czynię to dzisiaj) wymyśliłam sobie przepis na ciasto kruche na oleju. No może nie do końca samodzielnie, bo zawsze tam gdzieś inspiracje z puszka.pl zostały, jednak trzymało się elegancko, chrupko i nie przypominało podeszwy. Kilkukrotnie podawałam go juz na blogu (chociażby tutaj ). Czasem wracam do tej opcji, jednak nieporównywalnie lepszym jest jednak ciasto na margarynie. Inna konsystencja, bardziej kruche,nie rozpada się na kawałki. Dodatkowym atutem jest też fakt, że można rozwałkować je na naprawdę cieniutki placek (czego niestety nie da się zrobić z ciastem na oleju) .

Jednak bezkonkurencyjnie najlepszą z takich opcji, jest ciasto z dodatkiem śmietanki sojowej lub jogurtu sojowego. Zachodzi jakaś dziwna interakcja pomiędzy margaryną a śmietanką/jogurtem , która czyni ciasto kruche po prostu najsmaczniejszym. I tyle w temacie. :)
Łapcie przepis!



Tarta jabłkowa z kruszonką owsianą

Ciasto:
  • 1 szkl. mąki pszennej
  • 1/2 kostki margaryny
  • 1 łyżka cukru trzcinowego (lub 2 jeżeli używasz jogurtu)
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1/2 szkl. śmietanki soj lub jogurtu soj naturalnego

Nadzienie:
  • 3 jabłka, pocięte w plasterki
  • łyżka cukru z wanilią
  • łyżka cynamonu

Kruszonka:
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 3 łyżki płatków owsianych
  • 3 łyżki oleju

Składniki ciasta zmiksować aż się ładnie połączą. Najlepiej zrobić to w kolejności margaryna z cukrem i solą, mąka, śmietanka/jogurt. Następnie ciasto włożyć na minimum godzinę do lodówki lub 25 minut do zamrażarki. Potem wyłożyć formę na tartę owym ciastem (można posmarować blachę olejem, ja mam taką z nieprzywieralną powłoką, więc omijam ten etap po prostu) . Teraz układacie jabłka - po kolei tak, aby plasterki na siebie nachodziły. Tak jak we wszystkich książkach kucharskich. I sypiecie cynamonem i cukrem z wanilią. Przygotowujecie kruszonkę - mieszacie suche składniki i potem dodajecie olej - którą rozsypujecie po cieście.
Ciasto spędza godzinę w piekarniku nagrzanym do temperatury 200 stopni C.

Voila!

środa, 4 sierpnia 2010

Tarta śliwkowo - jabłkowa na czekoladowym spodzie.


Przewracam totanie do góry nogami kolejność postów, którą sobie ładnie ułożyłam w głowie. Jednak wszystko poszło w łeb, bo wybieram najkrótszą opcję i narazie same przepisy.
Prokrastynacja to dobra wymówka na wszelkie takie historie. Zasłaniam się , zasłaniam się!
Na komputerze mnóstwo zdjęć jedzenia, które ostatnio przygotowuję, jednak nie mogę się zmobilizować , żeby wszystko na bieżąco uaktualniać. Nie obiecuję poprawy, bo wiem, że zaraz książka będzie ważniejsza po prostu.
Jednak wrzucę je wszystkie, bo nawet same notki z przepisem spotykają się przecież z dużym zainteresowaniem.

Praktycznie całe ciasto - poza margaryną i kakao- przygotowałam z darmowych składników. Taaak, mąka też ze śmietnika ! Rozważcie taką opcję. Proporcje podaję na blaszkę o średnicy 24 cm, z której wychodzi około 12 rozsądnych kawałków.



Ciasto:
1 szkl. mąki pszennej
0,5 kostki margaryny
2 łyżki cukru trzcinowego
2 łyżeczki kakao ciemnego
0,25 - 0,5 szkl. wody zimnej bardzo

Nadzienie:
2 małe jabłka, pocięte w plasterki
10 śliwek, pociętych w plasterki
łyżka cukru z wanilią

Kruszonka:
3 łyżki mąki pszennej
3 łyżki cukru trzcinowego
szczypta kakao ciemnego
3 łyżki oleju


Krok piewszy - ciasto. Mąkę , cukier i kakao wymieszać w misce. Dodać pokrojoną w kostkę margarynę i miksować , aż wszystkie składniki się połączą. Stopniowo dodawać odrobinę wody, tak aby wyszło ładne , zwarte ciasto. Następnie - wyłożyć nim dokładnie foremkę.
Krok numer dwa: owoce ładnie ułożyć na spodzie czekoladowym. Posypać cukrem waniliowym.
Krok trzeciiiii: wymieszać składniki kruszonki i sypnąć na owoce
Krok przedostatni: wstawić do piekarnika rozgrzanego do temperatury 200 stopni Celsjusza i piec około 55 minut.
Krok ostatni : sami dobrze wiecie :)

sobota, 8 maja 2010

Ciacho drożdżowe bez drożdzy.


Ciasto powstało w efekcie prostego zabiegu zastąpienia w oryginalnym przepisie drożdzy (po prostu nie było w lodówce) mieszanką sody i proszku do pieczenia. Puszyste i pachnące. Generalnie uniosło misję.

Enjoy!

  • 3 szkl. mąki
  • 1 szkl. mleka sojowego
  • 1 łyżka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 szkl. cukru
  • 5-6 łyżek oleju
  • 1/4 łyżeczki soli
  • buteleczka aromatu waniliowego
  • 1 duże jabłko, obrane i pokrojone w cienkie plasterki
Nagrzej piekarnik do 200 st. C. Wszystkie składniki - poza jabłkami - zmiksuj na wolnych obrotach. Ciasto będzie bardzo gęste, więc jeśli będzie Ci ciężko miksować możesz dolewać odrobinę wody. Wylej do tortownicy, ułóż jabłka na wierzchu i piecz przez około 55 minut.
Voila!

czwartek, 15 kwietnia 2010

Zamiast Wielkanocy - stoisko z jedzeniem na koncercie.

Pierwszy raz w życiu udało mi się przeforsować "nieobchodzenie" świąt. Miejmy nadzieje, że tak już zostanie. I oby Ci co mieli się z tym pogodzić, w końcu się pogodzili. Już 10 lat temu przestałam utożsamiać się z jakąkolwiek religią, więc siłą rzeczy nie chciałam uczestniczyć w żadnych uroczystościach wiązanych z takowymi. Przede wszystkim ze względu na zgodność z samą sobą, ale i też przez szacunek dla ludzi wierzących. Jednak ten drugi argument w dzisiejszym społeczeństwie jakoś podupada, bowiem nawet Ci , z którymi przyszło mi święta spędzać całą swoją wiarę i religię do tych dwóch uroczystośći sprowadzają. Tłumaczą to tradycją, zwyczajem, obowiązkiem. Kiedy mówiłam , że takie podejście zakrawa na hipokryzję, wielokrotnie musiałam znosić bezpodstawne ataki. Przecież tylko stwierdziłam fakt?

Z reguły chciałam zawsze porozmawiać , na spokojnie wyjaśnić swoje stanowisko i po prostu najnormalniej w świecie się z tego wyłączyć. Jednak problemem drugiej strony bardzo często jest to, że nie jest w stanie zaakceptować tego, że ktoś może mieć inny pomysł na życie. Utrudniają na wszelkie sposoby , obrzydzają dni powszednie do tego stopnia, że w końcu kapitulujesz i dla świętego spokoju siadasz do tego stołu na godzinę, aby odpękać swoje.
Miejmy nadzieję, że już nie będę musiała oszukiwać samej siebie.

Te święta spędziłam na koncercie , w gronie przyjaciół . Przygotowaliśmy górę jedzenia i w tym miejscu chcę podziękować wszystkim pomocnikom i "wyręczycielom" .

***
Trochę spóźniony post, bo odwlekałam go , gdyż sądziłam , żę dużo przepisów do zamieszczenia itp. itd. . Praktycznie na wszystkie koncerty, które organizuję wspólnie z moim chłopakiem przygotowuję stoisko z jedzeniem. Ci , co siedzą w hc/punk wiedzą , że dobre wegańskie żarło to to nieodłączny element każdego gigu :) . Kiedy wkręciłam się w klimat , element cateringowy przechodził jakiś kryzys czy coś. W Poznaniu tylko ja organizowałam się z jedzeniem i w końcu stało się to męczące, że ten fajny zwyczaj zanika. Jednak z czasem więcej ludzi się w to zaangazowało . Nie wiem jak w innych miastach , ale tutaj jak narazie niestety same dziewczyny ogarniają motyw. Apel: drodzy koledzy, ogarnijcie się i do garów! :) W 3m i w Wawie mężczyźni doskonale radzą sobie z tym zadaniem , zatem do dzieła!


Przepisów nie będę dziś zamieszczała, uaktualnię posta jutro.
Narazie łapcie zdjęcia:



Wegąńskie jajka , według tego przepisu. Znajomy mnie przymusił, żeby wyprobować to dla śmiechu. Generalnie - dla mnie obrzydliwe, ale ludziom smakowały. Imitacja żółtka stała się inspiracją do stworzenia "jajecznej" pasty kanapkowej.



Kotlety z soczewicy, sojonez, freegański gulasz warzywny & sałatka. W prawym górnym rogu już zaczyna się słodkie : bounty .


Tarta jabłkowa z cynamonem według przepisu stąd. Zamieszczę potem. To w pudełeczku to krem straciatella do babeczek.


Banana Split Cupcakes , a przepis stąd. Czekoladowe brownie . I dwie pasty kanapkowe : dip z avocado i pasta "jajeczna".

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Jabłka w cieście ryżowo- kukurydzianym - gluten free!

Ostatnio tyle się działo, że nie miałam czasu nawet usiąść przy laptopie i zadbać o bloga. Nie obiecuję poprawy, bo wiem , że raczej tak szybko nie nastąpi. Cierpliwi bądzcie.

Postanowilam ostatnio trochę eksperymentować z rożnymi mąkami. Co prawda nie mam nic przeciwko mące pszennej, glutenowi , itp. ale dlaczego nie kombinować z rożnymi wariantami niby banalnych potraw? Uwielbiam zjadać na śniadanie jablka czy banany w ciescie, podsmazone na odrobinie oleju , posypane cukrem pudrem lub kakao. Ciasto bezglutenowe w tym przepisie jest bardzo lekkie i generalnie uniosło misję. W planach mam wyprobowanie przepisu na gluten free babeczki, a żeby przełamać swój opór wobec wypieków bez mąki pszennej .
  • 1 szklanka mąki ryżowej (kup najzwyklejszy na świecie kleik dla dzieci :) )
  • 1 /2 szklanki mąki kukurydzianej
  • 3 łyżki mąki z tapioki (mam kaszkę , więc zmieliłam ją w młynku do kawy)
  • 1/3 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 4 łyżki mleka sojowego w proszku
  • 2 łyżki syropu z agawy (lub 2 łyżki cukru trzcinowego)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 3 łyżki oleju
  • 1 szklanka wody
  • 2 duże jabłka
Wymieszaj wszystko do uzyskania gładkiej konsystencji i odstaw na chwilę. Ciasto ma mieć konsystencję gęstej śmietany. Jabłka obierz ze skórki i pokrój w plastry. Zjedz skórkę , bo ma dużo witamin! Pojedyncze plasterki zanurzaj w ciescie i smaż z obu stron do zarumienienia .

niedziela, 28 marca 2010

Waniliowe babeczki z czekoladą i jabłkami - kolejne w tym miesiącu, bowiem okazja była zacna.


Nie wiem ile tego zjadłam w tym miesiącu. Miałam ograniczać słodkie ze względu na zęby, ale wszystko poszło w łeb.

Miałam zamieścić tego posta wcześniej, ale znowu wiadomo - milion spraw na głowie. Powyższa kombinacja jest modyfikacją tego przepisu. Zamiast rodzynków wrzuciłam mnóstwo pociętej w kostkę kuwertury, wywaliłam cynamon , a reszta pozostała bez zmian. "Poczwórniłam"tylko proporcje i w piątek zrobiłam około 50 takich babeczek. Madzia z siostrą upiekły jeszcze więcej. Dlaczego?Pewnie informacje dotarły do Was z różnych źródeł. Jeśli nie, to zobaczcie sami.

środa, 3 marca 2010

Muffiny cynamonowe z jabłkami i rodzynkami , wypiekane w warunkach ekstremalnych.

Zanim przejdziecie do przepisu, zapoznajcie się z poniższą informacją.



W piątek 26. marca o godz. 10.00. przed sądem w Poznaniu odbędzie się licytacja Rozbratu, ściślej jednej z trzech działek należącej do firmy-bankruta - Darexu. Od kiedy na Rozbracie w styczniu 2008 roku pojawił się komornik, udało nam się poprzez działania prawne i protesty, zapobiec sprzedaniu i ewikcji skłotu. Jeżeli i tym razem 26. marca Rozbratu nikt nie kupi, następna licytacja będzie się mogła realnie odbyć za około 2-3 lata. Mamy zatem do czynienia z krytycznym momentem.

W tym roku upłynie 16 lat jak teren i budynki skłotu, porzucone przez właścicieli firmy Darex, którzy narobili długów i uciekli za granicę, został zagospodarowany przez poznańskie środowiska wolnościowe i anarchistyczne. Od tamtego czasu nie tylko własnymi środkami i pracą odbudowaliśmy i zagospodarowaliśmy niszczejące lokale, ale zaczęliśmy prowadzić szeroką działalność polityczną, społeczną i kulturalną. Na Rozbracie od wielu lat mieszka 20 osób, mieszczą się sale koncertowe i do prób, biblioteka, galeria, warsztaty, miejsca do spotkań i dyskusji .

9 maja 2009 roku poprzez demonstrację, w której wzięło udział 1,5 tys. osób pokazaliśmy, że Rozbrat ma liczne poparcie wśród mieszkańców Poznania oraz wielu środowisk i organizacji. Do tej pory odbyła się jedna licytacja, jednak nikt nie chciał kupić Rozbratu. Tym razem cena zostanie zgodnie z procedurą znacznie obniżona.
Jeszcze nigdy, dzięki działaniom w obronie Rozbratu, jakie prowadzimy intensywnie od początku 2008 roku, nie byliśmy tak silni, ale pomimo tego układ sił pozostaje nierówny. Rozbrat jest zagrożony. Dlatego apelujemy do wszystkich o wsparcie naszego protestu i udział w demonstracji 20 marca.


Nie poddamy się bez walki!
Rozbrat zostaje!

Zbieramy się o 17.30 na placu Adama Mickiewicza (przy krzyżach, 10 min. piechotą od Dworca PKP). Hasło przewodnie :) ..."kominiarze w obronie Rozbratu", wymusza to odpowiedni strój, o co prosimy uprzejmie wszystkich !
Przed i po demonstracji , będzie można wciągnąć jakąś ciepłą szamkę na Rozbracie oraz dopomóc w przygotowaniach.

Więcej na www.rozbrat.org

***

Do przepisu powrócmy. Warunki ekstremalne można w tym wypadku ująć dwojako.
Po pierwsze - ekstremalny kryzys psychiczny jaki mnie wczoraj ogarnął i jak wiadomo - receptą na wszystko jest pieczenie.
Po drugie - piekarnik, a właściwie jego brak. Otóż jak już nieraz wspominałam nie mam piekarnika w mieszkaniu, które wynajmuję. Na początku przeprowadzki odkopaliśmy w piwnicy rodziców mojego chłopaka stary prlowski prodiż, który wygląda tak:




Robiliśmy w nim kilka razy zapiekanki czy pizze na gotowych spodach, ale słabo grzał i żre tyle energii, że rachunek nas przeraził i schowaliśmy go do szafy. Ale wczoraj wieczorem w wyniku ekstremalnego nastroju zrodził się pomysł wykorzystania tego wynalazku i eksperymentalnego upieczenia w nim babeczek. Nie ma regulacji temperaturowej, nagrzewa się tylko od góry i nie wiedziałam czy mi się silikonowe foremki nie rozpuszczą przypadkiem. Niespodziewanie - wszystko elegancko się upiekło i nawet zmieściło się w ramach przewidywanego w przepisie czasu 25 minut. I co najważniejsze, humor wrócił. Będę częściej działać w warunkach ekstremalnych!

Przepis na te babeczki to podstawowy przepis na Golden Vanilla Cupcakes z muffinkowej wegańskiej biblii - Vegan Cupcakes Take Over The World, który nieznacznie zmodyfikowałam i wypełniłam freegańskimi jabłkami oraz rodzynkami. Enjoy!

Proporcje na 12 sztuk:
  • 1 szkl. mleka sojowego (nie miałam, więc użyłam migdałowego domowej roboty: zalej gorącą wodą na godzinkę łyżkę płatków migdałowych bądź 5 migdałów bez skórki, zmiksuj)
  • 1 łyżeczka octu jabłkowego lub soku z cytryny
  • 1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki kukurydzianej
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 płaskiej łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/3 szklanki oleju
  • 1/2 szklanki cukru trzcinowego
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • kilka kropel aromatu waniliowego
  • łyżeczka zmielonego cynamonu
  • 3 małe jabłka, obrane ze skórki i pokrojone w drobną kostkę
  • garść drobnych rodzynków

Rozgrzej piekarnik do 200 st. albo włącz prodiż na kilka minut :) Wymieszaj mleko z octem lub sokiem z cytryny i odstaw na kilka minut, niech zacznie kwaśnieć. W dużej misce zmiksuj tą mleczną miksturę z cukrem,cukrem waniliowym, aromatem i olejem. Dodaj mąkę pszenną i kukurydzianą, cynamon proszek do pieczenia, sodę i sól . Miksuj , aż wszystko się ładnie połączy. Dodaj pokrojone jabłka i rodzynki, wymieszaj łyżką. Nakładaj do foremek i piecz 20-25 minut, aż zaczną brązowieć . Sprawdzaj drewnianym patyczkiem - jeśli jest suchy to znak, że upieczone.


czwartek, 25 lutego 2010

O śniadaniu trochę + pszennianka .


Ostatnio pod wpływem posta podpatrzonego na Smierć kanapkom! zaczęłam się też zastanawiać jakie śniadanie jest moim ulubionym. W sumie jak się zastanowię, to śniadanie z reguły wyglada tak samo u mnie;] Ciężko wybrać mi jeden smak,bo jak tylko mam trochę więcej czasu to łącze po odrobinie różnych potraw w jedno.
Całość składa się z kilku obowiązkowych pozycji
1. Napój ciepły : z reguły jedna z wielu zielonych herbat lub rooibosów , które wypełniają ogromne pudło w mojej kuchni:) na tym zdjęciu się nie znalazła, bowiem się parzyła dopiero.
2. Napój zimny : z reguły szklanka wyciśniętego świeżo soku lub jakieś udziwnione smoothie, a kiedy brak freegańskich owoców to szklanka wody z cytryną.
3. Owsianka /naleśnik/musli - każdą z tych potraw robi się w zatrważającym tempie. Jednak naleśników sama jeść nie lubię, więc rzadko są jadane.
4. Chleb na słono - tost typu sandwichowego albo kromka z jakąs pastą, warzywami badź w chwilach nieogarnięcia po prostu z wegańską margaryną ( narobiłam sporo zapasów z Niemiec:) ) posypana ziołami lub jak na tym zdjęciu - takim znaleziskiem jak przyprawa do chleba z masłem;] , którą zwiozłam z Torunia (skład: sezam, mak, sól morska, cebula suszona).

Po takim zestawie aż miło ogarnąć kolejny dzień i nawet w największą pluchę niegroźne Wam zarazki.

Ktoś sobie pomyśli, że suchar i dziewczyna już zamieszcza jakieś śniadaniowe zdjęcia, zło ;] Zamiesciłam je po to, abyście ogarnęli trochę swoje życie i jedli śniadania! Przygotowanie takiego zestawu zajmuje mi niecałe 10 minut. Krew mnie zalewa, jak widzę ludzi , którzy twierdzą , że nie mają czasu/pomysłu/ wolą pospać/sranie w banie.
W konsekwencji zapychają się standardową sucharską kanapką masło/szynka/ser, a w opcji wegetariańskiej suchą bułką z pasztetem sojowym. Na porządku dziennym są też przypadki zapychania się paczkami czipsów i paluszkami z kiosku na rogu. A potem przychodzą z krzywą miną, że ciągle choroby ich łapią, że im wegetarianizm nie służy, że wypada włos i łamie się paznokieć. Wszystko wszystkim służy, tylko nie można opierać swojego jedzenia w 100% na czipsach i makaronie z sosem ze słoika/paczki. ZŁO!

***
A twór w miseczce, pomimo swego średnio apetycznego wyglądu , jest bardzo smaczny. To pszennianka. Skończyły się płatki owsiane, więc trzeba było wykombinować coś z pszennych. Z reguły robię z nich kotleciki albo farsze na słono. Pierwszy raz jadłam je w wersji owsiankowej.

Przepis chyba każdy zna - garść płatków wrzucasz do rondelka z wrzącą wodą lub dowolnym mlekiem roślinnym, dodajesz banana, jabłko, bakalie, orzechy i słonecznik+ inne rzeczy, na które masz ochotę (resztki ryżu czy kaszy, jogurt sojowy, sezonowe owoce, marchewkę) i gotujesz przez 3 minutki. Nie słodź! Potem dodaj dowolne dodatki słodzące- powidła/syrop klonowy/syrop z agawy.


***
Śniadanie może też wyglądać tak (czas przygotowania - 7 minut) :



zestaw trzech napojów :
  • herbata zielona gun powder,
  • woda z cytryną,
  • smoothie z trzech bananów,dwóch łyżek malin z zaprawy przywiezionej od babci;] oraz garści musli crunchy truskawkowego (znalazłam ostatnio takie zajebiste wegańskie i się uzależniłam)
Danie główne: makaron z dnia poprzedniego, podsmażony z odrobiną oleju lnianego, garstką pestek słonecznika i przyprawą bruschetta (suszone pomidory, czosnek, bazylia, majeranek).

Kwestią zasadniczą dla tego, żebyście zmieścili się w 7 minut jest dobra organizacja. Wstawiacie wodę na herbatę i w tym samym czasie makaron z ww. składnikami na gaz. Obieracie banany, wrzucacie je do pojemnika do miksowania, dodajecie musli i maliny, miksujecie blenderem pół minuty. Kroicie plaster cytryny i wduszacie sok do szklanki wody, następnie zalewacie herbatę i przekładacie makaron do talerza.

Voila!

niedziela, 20 grudnia 2009

Mus jabłkowy z cynamonem i generalnie o darmowych pysznościach.

Ostatnio obczailiśmy dobrą miejscówkę, jeżeli idzie o dumpster diving :)

Strasznie słabe jest to, ile dobrego jedzenia ląduje na śmietnikach, ponieważ zarząd marketu tak postanowił albo kończyła się data ekspozycji danych produktów. Wiem, że sklepy mają z góry narzucone wymogi dot. sprzedawanej żywności, ale do jasnej cholery - śmietnik to nie jest miejsce dla produktów, które nie są ani troszeczkę nadpsute. Gorsze jest jednak to, że spora część takiego jedzenia często pochodzi z gospodarstw domowych.

Jedna z cytryn w siatce jest zgnieciona -całość idzie na śmietnik.
Jeden z pomidorków koktajlowych chwyciła mała pleśń - do kontenera.
Czas ekspozycji tacek z boczniakami lub włoszczyzną się dzisiaj skończył - do wyrzucenia.
Przyszła nowa dostawa jabłek - mimo, że stara partia jest nadal świeża, nie ma na nią miejsca - zutylizować.

Skoro macie taką politykę sprzedaży - drogie markety, koncerny, przedsiębiorstwa. Skoro nie potraficie zaplanować zakupów, drogie rodziny ...
....my to umiejętnie wykorzystamy:)

Bo freeganizm to fajna sprawa!

I nie wspierasz żadnego gównianego molocha, a wręcz wykorzystujesz jego słabości :)

***

Od tygodnia niemal codziennie urządzamy wycieczki w to miejsce. Lodówka pęka w szwach, ledwo zdążamy z przetwarzaniem.
Wymienię Wam tylko te ostatnie zdobycze (wszystkie produkty były w bardzo dobrym stanie) :
3 kg buraków,
mango,
brukselka,
kilkadziesiąt pomarańczy,
kilkanaście cytryn
50 różnokolorowych papryk,
4 kg jabłek,
tacka różnokolorowych pomidorków koktajlowych,
4 tacki włoszczyzny,
3 kg pomidorów,
6 porów,
kilka cebul,
kilka pęczków rzodkiewek.
I dwa gwoździe programu - nieodpakowana herbatka ziołowa i doniczka z tymiankiem (zaledwie kilka suchych gałązek do oderwania, a reszta ekstra).

Sporo z tego pomroziliśmy, codziennie raczę się świeżo wyciskanym sokiem jabłkowym lub pomarańczowym. Przez następne dni zamieszczę kilka przepisów, które powstały z potrzeby wykorzystania znalezionych warzyw i owoców. Większość ląduje od razu w słoiki, bo nie zdążylibyśmy zjeść.





Mus jabłkowy z cynamonem
  • 5 kg jabłek
  • sok z dwóch cytryn
  • 2 łyżki cynamonu
  • 2/3 szkl. cukru trzcinowego (można użyć troszkę więcej, jeśli jabłka są kwaśne)

Jabłka pokrój, zetrzyj na tarce (lub przepuść przez sokowirówkę - szybsza metoda; wtedy mieszasz miąższ z sokiem). Całość wrzucasz do garnka , dodajesz cynamon i sok z cytryn i trzymasz na niedużym ogniu, co jakiś czas mieszając. Po pół godzinie dodajesz cukier i gotujesz jeszcze przez około 15 minut. Gorące nakładaj do wyparzonych słoiczków, szczelnie zakręcaj i ustawiaj słoiki do góry dnem, aby się zawekowały. Z tej proporcji wyszło około 10 słoiczków.

Nawiązując już do tego śniadania - musli z d.i.y mlekiem migdałowym (zalej na noc łyżkę płatków migdałowych bądź 5 migdałów bez skórki, rano zmiksuj) , a w tle freeganski tymianek :)