Doskonale sycące 10-minutowe śniadanie, które pomoże Wam przetrwać obrzydliwe deszczowe poranki, jakie serwuje nam teraz wrzesień. Jeśli nie zaczniecie mieszać kaszy, to nie musicie obawiać się o przypalony garnek. Nie wiem skąd jest ta zasada, ale się sprawdza. Tak samo dzieje się z gryczaną i pęczakiem - lecz jeśli zaczniecie mieszać to spedzicie cały czas przy garze jak nic. Wystarczy wrzucić ją do rondelka z wrząca wodą w trakcie biegu do łazienki, a wszelkich czynności porannych dokonać w czasie gotowania. Już ostatnio się rozwodziłam nad zaletami tego zboża , więc nie będę się powtarzać.
- pół szklanki kaszy jaglanej
- szklanka wrzątku
- szczypta soli
- łyżka cukru trzcinowego (opcjonalnie)
- 2 dojrzałe banany
- pół szklanki mleka migdałowego
- łyżka jagód w syropie/ konfitur domowej roboty / świeżych owoców
Kaszę przepłukujemy i wrzucamy do wrzącej, lekko osolonej wody. Gotujemy przez 10 minut. Następnie dodajemy cukier, banany i mleko . Całość miksujemy blenderem na gładką masę. Dekorujemy owocami i zjadamy!
Jeśli chcecie, aby było rzadsze to naturalnie zwiększacie ilość mleka. Ja jednak wolę taką opcję, którą można praktycznie ciąć nożem. W sumie nauczyłam się jeść taką kaszę i też tak przygotowane owsianki, bowiem sprawdza się idealnie w podróży . Wiem co mówię, bo przez 2 lata dojeżdżałam busem na drugi koniec miasta o 7 rano .Taka kasza + kakao w termos i 50minutowa zimowa podróż staje się znośna .
Jeśli chcecie, aby było rzadsze to naturalnie zwiększacie ilość mleka. Ja jednak wolę taką opcję, którą można praktycznie ciąć nożem. W sumie nauczyłam się jeść taką kaszę i też tak przygotowane owsianki, bowiem sprawdza się idealnie w podróży . Wiem co mówię, bo przez 2 lata dojeżdżałam busem na drugi koniec miasta o 7 rano .Taka kasza + kakao w termos i 50minutowa zimowa podróż staje się znośna .
