Pokazywanie postów oznaczonych etykietą migdały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą migdały. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 listopada 2010

Pesto z roszponki i migdałów. O projekcie "Weganizm. Spróbujesz? "

Zaproszono mnie do wzięcia udziału w projekcie "Weganizm. Spróbujesz?" . Akcja ma na celu promocję polskojęzycznych wegańskich blogów kulinarnych. Na tej stronie macie zebrane wszystkie aktualizacje blogów, biorących udział w tej akcji.

O niewątpliwych zaletach prowadzenia bloga z wegańskimi przepisami rozpisywałam się tuż po powrocie z Wrocławia. Można blogi traktować jako wirtualną kopalnię przepisów na różne okazje, ale też jako miejsce do przekazywania swoich idei masie ludzi. I poprzez pokazanie tego, jak bardzo rożnorodne i smaczne może być jedzenie pozbawione okrucieństwa , ułatwiasz innym podjęcie pewnych decyzji.
Ostatnio skontaktował się ze mną jeden chłopak, który napisał, że przeszedł na weganizm między innymi dzięki prowadzonym przez nas blogom. Taka wiadomość niezmiernie cieszy, zwłaszcza taką osobę jak mnie. Zaczęłam prowadzić tego bloga jako pewną odskocznię od aktywizmu, ale jakoś siłą rzeczy nigdy nie mogłam pozbawić go pewnych elementów swojego podejścia do weganizmu, praw zwierząt , ekologii. Nie mógł stać się tylko suchym zbiorem przepisów na różne okazje. Pomimo tego, że często bywały okresy, gdzie zamieszczałam tylko jedzenie, zawsze gdzieś u podłoża istniał przekaz. Bo szczerze - przecież nawet propozycja ciasta bez jajek i mleka już niesie ze sobą coś więcej. Ktoś zaczyna się zastanawiać "dlaczego". A od prostego zwątpienia się zaczyna.

***



Na powitanie dla wszystkich osób, które teraz pilnie śledzą aktualizację na stronach Empatii, proponuje niecodzienną odmianę pesto.
Ale co to do cholery jest roszponka?
Spoko, znaleźliśmy przedwczoraj opakowanie takiego cuda na śmietniku i też nie miałam pojęcia. "Lamb salad" na etykiecie niewiele wyjaśniało. Na szczęście dzięki słownikom zdałam sobie sprawę , że już tą nazwę słyszałam.


zdjęcie z internetu, ale nasza śmietnikowa roszponka nie ustępowała wyglądem :)


Roszponka należy do tej rodziny roślin , co kozłek, popularnie zwany walerianą. Jednak różni się od niej smakiem - delikatny, orzechowy, trochę zbliżony do łagodnych odmian rukoli. Zawiera dużo witaminy A i C (witamina C ułatwia np. przyswajanie żelaza), witaminy B9 / kwasu foliowego (100g roszponki to aż 46% naszego dziennego zapotrzebowania w kwas foliowy !). A co jest w niej najlepszego - ma szalenie małe wymagania dotyczące uprawy. Olewa wszelkie niewygodne warunki klimatyczne i glebowe. Najkorzystniejsza dla niej jest łagodna zima i zbiór można przeprowadzić także o tej porze roku. Wysiewa się ją od początku sierpnia aż do końca września. Zbiera od listopada do kwietnia.

Jak przygotować roszponkę? Oczywiście można zjadać ją do kanapek, tostów, przyrządzać sałatki. Odrobina vinegretu lub oliwy robią robotę. Można też podduszać ją jak szpinak i używać do farszów, pizz, zapiekanek. Można z niej również przygotować zupę.Mój chłopak wymyślił, że robi z niej pesto. Generalnie potem zwyciężyły książki, więc miksowanie spoczęło i tak na mnie, ale co tam. Pesto przyrządasz w 3 minuty. Potem w lodówce możesz je przechowywać bez wekowania przez około tydzień. Smaruj nim tosty, używaj jako sosu do makaronu czy sałatek.


Pesto z roszponki z migdałami

Składniki:

  • 250 g roszponki
  • 100 g płatków migdalowych
  • 1/2 szkl. oliwy z oliwek
  • ząbek czosnku
  • sól, pieprz
Liście opłucz i pozbaw korzonków. Suche płatki zmiel na drobne kawałeczki. Roszponkę zmiksuj blenderem z czosnkiem, solą i pieprzem. Dodaj płatki i oliwę i dokładnie wymieszaj.

czwartek, 15 kwietnia 2010

Twarożek migdałowy i migdałowe mleko.



Zawsze byłam fanką twarożków i wszelkich płynnych serków czy kremów do warzyw i pieczywa. Zaraz po przejściu na weganizm modyfikowałam różne rodzaje tofu na rozmaite sposoby i od roku bawię się w twarożki przygotowywane z rożnych orzechów lub pestek. Nieraz już prezentowałam sos lub serek z nerkowców - zarówno na słodko jak i na słono , był też przepis na serek/dip ze słonecznika . Tym razem przyszedł czas na migdały.
W wersjach ekspresowych możecie zaopatrzyć się w migdały blanszowane lub takie w słupkach czy płatkach.
Do serków polecam całe migdały, które najpierw zalewacie wrzątkiem na kilka minut, potem obieracie ze skórki (schodzi bardzo łatwo) i obrane moczycie przez minimum 3 godzinki (nawet lepiej jak posiedzą całą noc). Trzeba je moczyć przez wzgląd na blender, który przy mieleniu twardych orzechów może długo nie pociągnąć. Poza tym - twarożki są wtedy delikatniejsze i smaczniejsze.

Przepis jest ultra prosty, możecie go modyfikować do woli dodając świeży koperek czy szczypiorek i rzodkiewkę, kiszonego ogórka, kiełki, suszone pomidory, zioła. Ten na zdjęciu powyżej to wersja czosnkowa.


Składniki:
  • 1 szkl. migdałów, obranych ze skórki i wymoczonych
  • szczypta soli i pieprzu
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki oleju
  • czubata łyżka płatków drożdżowych (można się bez nich obejść, ale nadają fajny "serowy" posmak)
  • woda
Miksujecie wszystkie składniki dolewając powoli wodę w zależności od pożądanej gęstości. Ważne jest, aby pomiksować długo -wtedy całość staje się mocno kremowa. Jeśli chcecie uzyskać sos - dajecie więcej wody. Możecie jesć od razu lub poczekać na drugi dzień - przechodzi idealnie smakiem.
Pamiętajcie też, że kiedy dodacie płatki drożdżowe, to na drugi dzień całość stanie się o wiele gęstsza.


***

I drugi przepis - mleko migdałowe.
Jeszcze prostsza rzecz niż twarożek. Najcześciej robię mleko z płatków migdałowych - szybciej jest :) Dajecie łyżkę stołową płatków na szklankę wody. Nie musicie czekać aż zmiękną i od razu można zmiksować. Czas przygotowania wynosi mniej niż minutę! Jeśli macie ochotę - można troszkę osłodzić.
Kiedy przygotowujecie mleko z całych migdałów , to polecam zastosować się do tych wszystkich zabiegów, które opisałam przy produkcji serka. Potem wrzucacie 7-10 migdałów na kubek i miksujecie.
Mleko migdałowe idealnie nadaje się do wypieków, musli, owsianki czy kakao . Szczerze to jakoś nie pasuje mi do kawy czy zbożówki - nie zabiela należycie :) Mam w planach jeszcze zrobienie na tym budyniu, dam znać jak poszło.


czwartek, 25 lutego 2010

O śniadaniu trochę + pszennianka .


Ostatnio pod wpływem posta podpatrzonego na Smierć kanapkom! zaczęłam się też zastanawiać jakie śniadanie jest moim ulubionym. W sumie jak się zastanowię, to śniadanie z reguły wyglada tak samo u mnie;] Ciężko wybrać mi jeden smak,bo jak tylko mam trochę więcej czasu to łącze po odrobinie różnych potraw w jedno.
Całość składa się z kilku obowiązkowych pozycji
1. Napój ciepły : z reguły jedna z wielu zielonych herbat lub rooibosów , które wypełniają ogromne pudło w mojej kuchni:) na tym zdjęciu się nie znalazła, bowiem się parzyła dopiero.
2. Napój zimny : z reguły szklanka wyciśniętego świeżo soku lub jakieś udziwnione smoothie, a kiedy brak freegańskich owoców to szklanka wody z cytryną.
3. Owsianka /naleśnik/musli - każdą z tych potraw robi się w zatrważającym tempie. Jednak naleśników sama jeść nie lubię, więc rzadko są jadane.
4. Chleb na słono - tost typu sandwichowego albo kromka z jakąs pastą, warzywami badź w chwilach nieogarnięcia po prostu z wegańską margaryną ( narobiłam sporo zapasów z Niemiec:) ) posypana ziołami lub jak na tym zdjęciu - takim znaleziskiem jak przyprawa do chleba z masłem;] , którą zwiozłam z Torunia (skład: sezam, mak, sól morska, cebula suszona).

Po takim zestawie aż miło ogarnąć kolejny dzień i nawet w największą pluchę niegroźne Wam zarazki.

Ktoś sobie pomyśli, że suchar i dziewczyna już zamieszcza jakieś śniadaniowe zdjęcia, zło ;] Zamiesciłam je po to, abyście ogarnęli trochę swoje życie i jedli śniadania! Przygotowanie takiego zestawu zajmuje mi niecałe 10 minut. Krew mnie zalewa, jak widzę ludzi , którzy twierdzą , że nie mają czasu/pomysłu/ wolą pospać/sranie w banie.
W konsekwencji zapychają się standardową sucharską kanapką masło/szynka/ser, a w opcji wegetariańskiej suchą bułką z pasztetem sojowym. Na porządku dziennym są też przypadki zapychania się paczkami czipsów i paluszkami z kiosku na rogu. A potem przychodzą z krzywą miną, że ciągle choroby ich łapią, że im wegetarianizm nie służy, że wypada włos i łamie się paznokieć. Wszystko wszystkim służy, tylko nie można opierać swojego jedzenia w 100% na czipsach i makaronie z sosem ze słoika/paczki. ZŁO!

***
A twór w miseczce, pomimo swego średnio apetycznego wyglądu , jest bardzo smaczny. To pszennianka. Skończyły się płatki owsiane, więc trzeba było wykombinować coś z pszennych. Z reguły robię z nich kotleciki albo farsze na słono. Pierwszy raz jadłam je w wersji owsiankowej.

Przepis chyba każdy zna - garść płatków wrzucasz do rondelka z wrzącą wodą lub dowolnym mlekiem roślinnym, dodajesz banana, jabłko, bakalie, orzechy i słonecznik+ inne rzeczy, na które masz ochotę (resztki ryżu czy kaszy, jogurt sojowy, sezonowe owoce, marchewkę) i gotujesz przez 3 minutki. Nie słodź! Potem dodaj dowolne dodatki słodzące- powidła/syrop klonowy/syrop z agawy.


***
Śniadanie może też wyglądać tak (czas przygotowania - 7 minut) :



zestaw trzech napojów :
  • herbata zielona gun powder,
  • woda z cytryną,
  • smoothie z trzech bananów,dwóch łyżek malin z zaprawy przywiezionej od babci;] oraz garści musli crunchy truskawkowego (znalazłam ostatnio takie zajebiste wegańskie i się uzależniłam)
Danie główne: makaron z dnia poprzedniego, podsmażony z odrobiną oleju lnianego, garstką pestek słonecznika i przyprawą bruschetta (suszone pomidory, czosnek, bazylia, majeranek).

Kwestią zasadniczą dla tego, żebyście zmieścili się w 7 minut jest dobra organizacja. Wstawiacie wodę na herbatę i w tym samym czasie makaron z ww. składnikami na gaz. Obieracie banany, wrzucacie je do pojemnika do miksowania, dodajecie musli i maliny, miksujecie blenderem pół minuty. Kroicie plaster cytryny i wduszacie sok do szklanki wody, następnie zalewacie herbatę i przekładacie makaron do talerza.

Voila!

piątek, 19 lutego 2010

Brownies z orzechami i serkiem waniliowym



Pierwszy raz w zyciu upieklam brownies. Jak tak pomysle, to tez w ogole pierwszy raz je jadłam ;)
Siedzę u kumpeli w Toruniu i wczoraj wjechała nam mega ochota na pieczenie. Dla mnie żadna nowość, bo mogę piec non stop i wszystkich znajomych zawsze obdarowuję ciasteczkami, babeczkami , szarlotką. I powiedzcie mi, jak tutaj mieszkać w domu bez kuchni i piekarnika?


Zło totalne i przyczyna wielu popołudniowych 30minutowych depresji.
Rada na przyszłość - nigdy , ale to nigdy nie wynajmujcie mieszkania z aneksem kuchennym, bez piekarnika i bez szuflad i bez szafek kuchennych;] Totez w zwiazku z powyzszym, jak tylko mam dostęp do piekarnika to ciągle wypróbowuję nowe przepisy . Ostatnio jak widac zdaza sie to bardzo czesto, co ujemnie wpływa na stan zębów i rzecz dziwna - powoduje kurczenie się spodni;)
Tym razem postanowiłam wypróbować długo odwlekaną obowiazkową pozycję we wszystkich amerykanskich ksiazkach kucharskich - brownies.

Te ciastka to standard w amerykanskich kawiarniach i cukierniach. Sławne na równi z wszelkimi muffinami , chocolate chips cookies i ciastkami owsianymi, a przepisy i wariacje na ich temat zajmują sporą część wielu książek kucharskich - nawet tych z wegańskimi wypiekami.

Efekt przeszedl wszelkie oczekiwania i nie dziwię się, że ludzie się w nich zakochują. Mocno czekoladowe , wilgotne , lekko ciągnące się wewnątrz , a kruche na brzegach ciasto. Słodycz kawałkow roztopionej czekolady przełamana słoną nutą orzechów , a całość ukoronowana waniliowym serkiem przygotowanym z tofu. Mniam!
Skladniki:
  • 1,5 szkl. mąki pszennej
  • 1 szkl. wody
  • 1,5 szkl. cukru (miałyśmy kuchenną zbieraninę trzech rodzajów - biały drobny, dark muscovado i trzcinowy demerara)
  • 1 łyżeczka soli
  • 3/4 szkl. extra ciemnego kakao
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • 1/2 szkl. oleju
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 opakowanie gotowej wegańskiej polewy czekoladowej z orzechami (ew. polewa bez orzechów + garść drobno pokrojonych orzechów arachidowych)

Zagotuj wodę i rozpuść w niej 1/2 szklanki mąki, mieszaj energicznie aż powstanie gęsta klejopodobna masa. Wystaw na balkon , niech ostygnie. W dużej misce wymieszaj cukier, sól, kako, wanilię i olej. Dodaj ostudzoną miksturę woda-mąka i porządnie zmiksuj na niskich obrotach. Następnie dodaj resztę mąki i proszek do pieczenia . Miksuj do połączenia wszystkich składników. Następnie wyciągnij polewę z opakowania i pokrusz ją na drobne kawałki i wymieszaj widelcem z ciastem . Jeśli używasz orzechów - jesli uzywasz orzechow osobno, to tez je teraz dodaj. Przełoż ciasto do natłuszczonej i wysypanej bułką tartą niewielkiej kwadratowej /prostokątnej formy. Piecz w temperaturze 180 stopni C przez 25 minut. Poczekaj pol godzinki az przestygnie i potem pokrój na prostokatne kawalki.




Na wierzchu kazdego z nich rozsmaruj odrobine sliwkowych powidel i nałóz lyzeczka porcje serka waniliowego, ktory przyrzadzisz wedlug tego przepisu:

  • 1 opakowanie tofu naturalnego
  • 1/2 szkl. mleka sojowego waniliowego
  • 3 łyzki cukru pudru
  • 1 łyzeczka soku z cytryny
  • kilka kropel esencji waniliowej
Tofu rozkrusz na drobne kawalki, dodac pozostale skladniki i miksuj blenderem az do uzyskania kremowej konsystencji a' la serek homogenizowany.
Całośc dekoruj dowolnymi orzechami, migdalami, wiorkami czekoladowymi, suszonymi badz swiezymi owocami. Ja uzylam posypką z tabliczki migdalow w karmelu. A ponizej sposob otrzymania owej posypki;]

Enjoy!

wtorek, 12 stycznia 2010

Naleśniki z amarantusem i pastą migdałową


W ramach nocnego kryzysu naukowego trzeba było jakoś odreagować i stwierdziłam, że uratuje nas tylko przypływ słodkiego . Nie miałam zbyt dużego pola do popisu i przejrzałam zapasy, ale efekt przerósł moje oczekiwania.
Miękkie naleśniki z fajnymi kuleczkami amarantusa i pastą z tartych migdałów i syropu klonowego sprawiły, że da się przeżyć wszystko. Nawet gdy uczysz się poglądów ojców kościoła na piękno i wszyscy pieprzą tak samo lub kiedy wypelniasz formularze o dotacje z UE i toniesz przy tabelach z jakimiś stopami procentowymi , aby dostać obsrane zaliczenie z przedmiotu.

Enjoy!

  • 2 szkl. mąki tortowej
  • pół szkl. mąki razowej typ 2000
  • pół szkl. ziaren amarantusa, moczonego przez godzinkę (miał się moczyć przez noc , aby uprzyjemnić śniadaniowe musli,ale potrzeba wskazała, że równie jadalny jest w ekspresowej wersji)
  • kilka kropel esencji waniliowej
  • 3 lyżki syropu z agawy (można osłodzić także cukrem)
  • 1,5 szkl. wody
Ciasto wymieszać porządnie łyżką, odstawić na parę minut i smażyć na patelni formując cienkie duże naleśniki.

Smarować pastą przygotowaną ze szklanki tartych migdałów ,połączonych 1/3 szklanki syropu klonowego.

Zdjęcie zrobiłam rano, bo specjalnie jednego przechowałam na śniadanie :)

niedziela, 20 grudnia 2009

Mus jabłkowy z cynamonem i generalnie o darmowych pysznościach.

Ostatnio obczailiśmy dobrą miejscówkę, jeżeli idzie o dumpster diving :)

Strasznie słabe jest to, ile dobrego jedzenia ląduje na śmietnikach, ponieważ zarząd marketu tak postanowił albo kończyła się data ekspozycji danych produktów. Wiem, że sklepy mają z góry narzucone wymogi dot. sprzedawanej żywności, ale do jasnej cholery - śmietnik to nie jest miejsce dla produktów, które nie są ani troszeczkę nadpsute. Gorsze jest jednak to, że spora część takiego jedzenia często pochodzi z gospodarstw domowych.

Jedna z cytryn w siatce jest zgnieciona -całość idzie na śmietnik.
Jeden z pomidorków koktajlowych chwyciła mała pleśń - do kontenera.
Czas ekspozycji tacek z boczniakami lub włoszczyzną się dzisiaj skończył - do wyrzucenia.
Przyszła nowa dostawa jabłek - mimo, że stara partia jest nadal świeża, nie ma na nią miejsca - zutylizować.

Skoro macie taką politykę sprzedaży - drogie markety, koncerny, przedsiębiorstwa. Skoro nie potraficie zaplanować zakupów, drogie rodziny ...
....my to umiejętnie wykorzystamy:)

Bo freeganizm to fajna sprawa!

I nie wspierasz żadnego gównianego molocha, a wręcz wykorzystujesz jego słabości :)

***

Od tygodnia niemal codziennie urządzamy wycieczki w to miejsce. Lodówka pęka w szwach, ledwo zdążamy z przetwarzaniem.
Wymienię Wam tylko te ostatnie zdobycze (wszystkie produkty były w bardzo dobrym stanie) :
3 kg buraków,
mango,
brukselka,
kilkadziesiąt pomarańczy,
kilkanaście cytryn
50 różnokolorowych papryk,
4 kg jabłek,
tacka różnokolorowych pomidorków koktajlowych,
4 tacki włoszczyzny,
3 kg pomidorów,
6 porów,
kilka cebul,
kilka pęczków rzodkiewek.
I dwa gwoździe programu - nieodpakowana herbatka ziołowa i doniczka z tymiankiem (zaledwie kilka suchych gałązek do oderwania, a reszta ekstra).

Sporo z tego pomroziliśmy, codziennie raczę się świeżo wyciskanym sokiem jabłkowym lub pomarańczowym. Przez następne dni zamieszczę kilka przepisów, które powstały z potrzeby wykorzystania znalezionych warzyw i owoców. Większość ląduje od razu w słoiki, bo nie zdążylibyśmy zjeść.





Mus jabłkowy z cynamonem
  • 5 kg jabłek
  • sok z dwóch cytryn
  • 2 łyżki cynamonu
  • 2/3 szkl. cukru trzcinowego (można użyć troszkę więcej, jeśli jabłka są kwaśne)

Jabłka pokrój, zetrzyj na tarce (lub przepuść przez sokowirówkę - szybsza metoda; wtedy mieszasz miąższ z sokiem). Całość wrzucasz do garnka , dodajesz cynamon i sok z cytryn i trzymasz na niedużym ogniu, co jakiś czas mieszając. Po pół godzinie dodajesz cukier i gotujesz jeszcze przez około 15 minut. Gorące nakładaj do wyparzonych słoiczków, szczelnie zakręcaj i ustawiaj słoiki do góry dnem, aby się zawekowały. Z tej proporcji wyszło około 10 słoiczków.

Nawiązując już do tego śniadania - musli z d.i.y mlekiem migdałowym (zalej na noc łyżkę płatków migdałowych bądź 5 migdałów bez skórki, rano zmiksuj) , a w tle freeganski tymianek :)

wtorek, 24 listopada 2009

Bananowe pancakes z migdałami

Uwielbiam małe grube naleśniki po tzw. amerykańsku :) Oryginalna wersja rodem z familijnego serialu zakłada wysoki tort obficie oblany syropem klonowym. Mój żołądek nie jest tak pojemny jak żołądek amerykańskiego chłopca, codziennie ćwiczony w McDonalds'ie, więc na śniadanie tylko trzy sztuki.

Składniki:
250 g mąki razowej
1 szkl. wody lub mleka roślinnego
1 łyżka oleju
2 łyżki cukru
szczypta proszku do pieczenia
2 dojrzałe banany, zmiksowane na gładką masę
rozdrobnione migdały lub płatki migdałowe

konfitura, cukier puder, melasa, syrop klonowy, świeże owoce - dowolnie dekorujcie :)

Zmiksować / dokładnie wymieszać wszystkie składniki . Odstawić na parę minut, aby proszek zaczął działać. Następnie wylewać na patelnię z odrobiną oleju, formując nieduże acz grube naleśniki (średnica tak na oko 15 cm). Smażyć z obu stron aż się zarumienią. Udekorować czym dusza zapragnie i gotowe!

Banany w tym przepisie poza tym , że nadają fajny smak, to dodatkowo sprawiają, że naleśnik jest taki miękki :)


Jak już o McDonalds mowa, to strasznie działają mi na nerwy "wegetarianie" , którzy jadają tam frytki, lody czy sałatkę, piją colę, kawę, herbatkę i zagryzają z uśmiechem ciasteczkiem. Pomijam już fakt, że produkty te są wegetariańskie raczej tylko z wyglądu. Tutaj macie składy poszczególnych produktów, a tam między innymi takie smaczki jak naturalny aromat wołowiny dodawany do frytek, wszechobecna żelatyna w shake'ach i jogurcikach, etc. Wszystkie restauracje muszą dostosowywać się do pewnych norm wyglądu i składników , nawet jeśli rodzima firma wygra przetarg na produkcję danej potrawy to dostosowuje ją do wymogów amerykańskich - dlatego nie łudźcie się, że polskie frytki będą ok. Głównym problemem jest powiązanie tego koncernu z przemysłem mięsnym, o czym możecie więcej poczytać między innymi tutaj.
Boli mnie przede wszystkim to, że osoby rzekomo świadome pewnych spraw ciągle przymykają oczy , bo chwilowa przyjemność jest ważniejsza.


Zresztą nie chodzi mi tutaj tylko o tą konkretną firmę, ale także i wiele innych megakoncernów. McDonalds jest dla mnie tylko synonimem słów KFC, Coca- Cola, Pepsi, Nestle, Danone, Unilever. Wymieniłam tylko kilka najpopularniejszych nazw, a poszczególne marki produktów można wymieniać i wymieniać.
Czytacie teraz tego posta, a to znak , że macie w tej chwili dostęp do Internetu - w google łatwo znajdziecie odpowiedź na pytanie, dlaczego wspominam akurat o tych.

To koncerny, w które ludzie pakują swoje pieniądze
i w ten sposób jawnie wspierają
całą machinę
eksploatacji i cierpienia zwierząt,
wyzysku ludzi oraz
degradację Matki Ziemi!

Nie przemawia do mnie argument, którym niektórzy chcą się posiłkować tłumacząc swoją hipokryzję - "kupując w takich miejscach produkt bezmięsny/bezmleczny/ bezjajeczny pokazuje właścicielowi, że to jest ok i on kiedyś mięso wycofa ". Tonący brzytwy się chwyta.
Czy firma McDonalds wycofa całą gamę burgerów i zastąpi je frytkami? Nie.
Czy firma McDonalds wycofa całą gamę nuggetsów i zastąpi je ciastkami? Nie.

Zyjemy w systemie, w którym ciężko wykluczyć wszystkie powiązania - ale zawsze powtarzam, że trzeba starać się jak tylko to możliwe.
A całkowity bojkot takich firm jest możliwy - trzeba tylko chcieć. Poczytać etykiety, poszperać w internecie.

Może od razu wyprzedzę pytanie, które często pojawia się w rozmowach z ludźmi - a co z marketami? Znam osoby, które nie robią tam zakupów w ogóle. Znam osoby, które bojkotują konkretne sieci.
Ja mam do tego inne podejście, podyktowane różnymi kwestiami.
Preferuję lokalne ryneczki miejskie, gdzie zaopatruje się w owoce i warzywa, sklepy z wegetariańskim jedzeniem, małe piekarnie .
Robię też zakupy w markecie, bo nie stać mnie na kupowanie jedynie organicznych produktów. Oczywiscie w markecie, w którym na półkach leży mięso, jogurty, skórzane buty. Jednak supermarket to po prostu współczesna odpowiedź na dawne targi . Nie twierdzę, że mi to odpowiada ( będąc szczera to handel i obrót pieniędzmi i cały kapitalizm w ogóle mi nie odpowiada :) , ale to temat na osobne rozważania), ale tak wygląda po prostu dzisiejsza sytuacja.

Jednak kupując w markecie wegańskie produkty - dokonujesz wyboru, komu za te produkty płacisz. Dla przykładu - kupując kaszę, płacisz jej producentowi i przy okazji dokładasz się do zysku całego marketu, ale Twoje pieniądze lądują w ich kieszeni za ten konkretny produkt.
Kiedy soki i wody mineralne lokalnych producentów sprzedają się lepiej niż np. Cappy, Kropla Beskidu czy Nałęczowianka (marki te należą do wymienionych wyżej koncernów) jest to znak dla zarządu marketu, że coś jest na rzeczy. A co jest w tym najważniejsze -

spada popyt na produkty danego koncernu,
to koncern przysłowiowo dostaje po dupie!

Pojawia się też miłe zjawisko rozpowszechniania się cruelty free produktów w miejscach, gdzie dociera do nich niezaangażowana osoba. Przytoczę znany przykład - w efekcie wzmożonego kupowania mleka sojowego importowanego przez Biedronkę z Austrii - market postanowił nawiązać z tą firmą kontrakt i pojawiło się mleko sojowe ich własnej marki. Przy okazji cena jest bardzo atrakcyjna , co cieszy nie tylko wegan , ale i wielu ludzi ciekawych nowych smaków. Często widuje kobiety, które biorą czekoladowy napój na spróbowanie. A każdy karton mleka roślinnego cieszy mnie tak samo jak każdy kotlet sojowy zamiast mielonego na obiad.

Oczywiście nie chcę koloryzować i tym bardziej nie sieję tutaj cudownej wizji supermarketu zmieniającego świat, bo za nimi też kryje się dużo syfu.
To po prostu ten system jest chory, czy zatem jego poszczególne elementy mogą być inne?
Jedynym konsekwentnym wyjściem jest ucieczka do natury i wycofanie się z tego wszystkiego.
Jednak narazie pozostaję przy cywilizacji, więc w ten sposób staram się coś zmieniać.

Inaczej rzecz ma się z koncernami , których kilka przytoczyłam wcześniej.
W przeciwieństwie do marketu, który utrzymuje się z handlu szeroką gamą towarów, gdzie preferencje klienta skutkują ich doborem, koncern nastawiony jest na produkcję i obrót węższą gamą produktów. Z tego powodu McDonalds - bazujący na sprzedaży mięsa - nie zmieni branży tylko dlatego , że wzrasta ilość zamawianych kubków kawy. Coca Cola nie zrezygnuje ze swojej głównej rozpoznawalnej marki tylko dlatego, że ludzie równie chętnie kupują ich wodę mineralną. Te firmy rozszerzają swoją ofertę, żeby zarabiać jeszcze więcej. Nie wpłyniesz na ich politykę sprzedaży swoimi preferencjami.

I dlatego właśnie z takimi koncernami powinieneś walczyć. Możesz być konsekwentny. I pamiętaj, że tylko całkowity bojkot takich firm przez duża liczbę ludzi , może doprowadzić do konkretnych zmian.

Zacznij zmianę od siebie i rozszerzaj to dalej!

A jeśli masz ochotę na fast-foodowe produkty - zrób je sam. Domowe frytki ze świeżych ziemniaków, koktajle i ciastka , burgery - pełne chemii śmieci z tamtych tzw. "restauracji" nie dorastają im do pięt.

Organiczna cola w szklanej , zwrotnej butelce to przyjemność dla Ciebie,
ale przede wszystkim chwilowa ulga dla Matki Ziemi.
Żyj tak, aby doprowadzić do tego , by te chwile stały się normą!



Dla mnie od początku pewne rzeczy były jasne - widzisz zło, zwalczaj je wszelkimi dostępnymi sposobami !

piątek, 20 listopada 2009

Waniliowy mus z żurawiną i kawałkami czekolady na migdałowym spodzie.


Z radością pragnę zawiadomić, ze pierwsza partia 30-stu zinów rozeszła się w 3 dni. Jeszcze kilka paczek czeka na wysylke, a ja ide drukować następne sztuki :) Jeśli ktoś jest chętny, więcej informacji w poprzednim poście.

Poza tym - apel do wszystkich z Poznania, którzy nie mają pomysłu na spędzenie wolnego czasu w sobotę - koniecznie tu zajrzyjcie!

A poniżej przepis na specjalne okazje. Ostatnio takowa się nadarzyła, więc wymyśliłam taki oto deser.


Spód:
garść pokruszonych migdałów
łyżka melasy na każdą porcję

Mus:
kostka miękkiego naturalnego tofu
garść suszonej żurawiny
1/3 tabliczki gorzkiej wegańskiej czekolady, drobno pokrojonej
1 łyżeczka agaru
pół szklanki dowolnego mleka roślinnego
łyżeczka esencji waniliowej
3 łyżki cukru pudru

Góra:
ubita śmietanka sojowa, użyłam tej
dwie kostki czekolady do dekoracji


Sposob przygotowania jest bardzo prosty. Rozpuść agar w gorącym mleku i odstaw do wystygnięcia. W międzyczasie pokrusz migdały, wypełnij nimi dno miseczki i polej melasą.



Następnie przygotuj mus. Do pokruszonego tofu dodaj esencję waniliową i cukier puder, utrzyj blenderem na gładką masę. Dodaj mleko z agarem, żurawinę i pokruszoną czekoladę.



Całośc dokladnie wymieszaj i przełóż do miseczek. Wstaw na 2 godziny do lodówki, aby agar związał masę.




Następnie ubij bitą śmietnę mikserem i udekoruj deser.



Smacznego!